sobota, 29 marca 2014

Rozdział 19 - Marzenia

Od czego by tu zacząć.. Zwykłe przepraszam to za mało, gdyż wiem że spaprałam tak okrutnie, że szkoda gadać. Ale na swoje usprawiedliwienie dodam że przez miesiąc byłam odcięta od świata, nie miałam komputera, a co za tym idzie - nie mogłam dodać porządnej notki (co ja gadam, nie mogłam dodać ŻADNEJ notki). Ale teraz, trzymając na kolankach nowego lapka będę dodawać wam nowe rozdziały obu opowiadań (jeeeee!) tak często, jak tylko pozwolą mi na to moje przygotowania do matury. Dosyć pieprzenia, wracam do moich ukochanych chłopców <3

***
Dzielnie znosiłem pierwsze dwa tygodnie nieobecności mojego chłopaka. Grzecznie chodziłem do pracy, zajmowałem się Miką, chodziłem na treningi, oraz spotykałem się z przyjaciółmi. Do czasu.
Obudziłem się kompletnie załamany, gdyż ta druga połówka łóżka, do tej pory ciepła i pachnąca orzeźwiającą wodą kolońską, była taka zimna i dziwna. Ana nie było obok mnie. A mi chciało się wyć z rozpaczy.
Odpaliłem laptopa, którego trzymałem przy łóżku i połączyłem się z siecią. Spojrzałem na zegarek. Była ósma rano. Czyli w Singapurze piętnasta. Środek dnia! Wybrałem odpowiedni nick na Skype.
Ekran zamrugał niepewnie, próbując złapać sygnał. Pewnie pracuje - pomyślałem z niechęcią. 
- Nie bądź taki pochmurny! - Zabrzmiało przez głośnik. Dygnąłem przerażony. Zielone oczy przyglądały mi się z wesołym błyskiem.
- Antoine! - Niemalże westchnąłem, spoglądając się z miłością w monitor.  Uśmiechnął się słodko, odsłaniając szereg dziwnie białych zębów. Wybielał je sobie, czy co?
- Moje słońce kochane! Co u ciebie?
- Wszystko w porządku. - Skłamałem. - W przerwie od pracy u Jacobiego zająłem się dwoma nowymi projektami, spotykam się z ludźmi i staram się jakoś przetrwać te dwa miesiące. A co u ciebie?
- Nawet nie wiesz jak się cieszę że wyjechałem. - Zaczął trajkotać. - Tu jest niesamowicie. Pogoda, klimat, a przede wszystkim przemili ludzie - już dawno aż tak dobrze nie czułem się gdziekolwiek na świecie. - Oczy błyszczały mu podczas mówienia. Powinienem się cieszyć, ale było mi tak naprawdę cholernie smutno i poczułem dziwne ukłucie w sercu.
- Cieszę się. - Próbowałem brzmieć bardzo naturalnie. - Ale pamiętaj że zostawiłeś tutaj Mikę, która bardzo za tobą tęskni.
- Tylko Mika za mną tęskni? - Uniósł lekko kąciki ust. - A co z Elixem? Czy on również za mną tęskni?
Przez chwile wpatrywałem się w ekran komputera.
- Rozrywa mi serce każdego dnia, gdy budzę się rano, a ciebie nie ma obok mnie. - Mruknąłem cicho.
- I pewnie myślisz o mnie przed snem?
- Żebym tylko myślał.. - Posłałem mu lubieżny uśmieszek. Antoine roześmiał się głośno.
- To z jednej strony rajcujące i okropne! - Machnął ręką.
- Przepraszam, że mi ciebie brakuje!
- Nie o to chodzi.. W końcu robię to samo.. - Jego twarz przybrała szkarłatny odcień. Widziałem to nawet przez Skype'a. - Chcesz żebym wracał?
- Ani mi się waż. To doświadczenie, które już ci się w życiu nie powtórzy, dlatego wykorzystaj je w pełni. Mną zajmiesz się później.
- To nie fair. - Wypalił.
- Co jest nie fair?
- Że byłem takim paskudnym człowiekiem, a spotkałem kogoś tak wspaniałego jak ty. Wiesz że jak słyszę słowo "anioł", to widzę ciebie przed oczami?
- Gamoń.
- Ale to prawda! - Uderzył w blat biurka. - Jesteś naprawdę doskonały!
- Nie przesadzaj. Jestem po prostu wyrozumiały.
- Dziękuję że pozwoliłeś mi pojechać.
- Nie masz za co. W końcu początkowo nie byłem tym zachwycony.
- Nie liczy się początek, tylko efekt końcowy. - Antoine gwałtownie odwrócił głowę. - Oho, Paula do mnie przyszła. Lecimy na miasto. Pogadamy wieczorem?
- Jasne. - Uśmiechnąłem się. - Bawcie się dobrze.
- Dzięki! Miłego dnia!
- I wzajemnie! - Rozłączył się, a mnie znów ogarnęła dziwna pustka. Czyżby moje życie było aż tak uzależnione od drugiego człowieka? To chyba lekko dziwne, że myślę o nim prawie nieustannie - w końcu jesteśmy ze sobą prawie pięć lat.
Mika wskoczyła do mnie na łóżko i miauknęła donośnie.
- Jesteś głodna? - Podrapałem ją za uchem. Wtuliła się w moją dłoń. - Zaraz cię nakarmię, tylko wskoczę pod prysznic, ok?
Spojrzała na mnie ze zdziwieniem i zwinęła się w kulkę. Nie chciało mi się wstawać. Tak naprawdę nie miałem po co.
Coś mnie tknęło. Czy nie zatrzymałem się w miejscu? Już dawno przestałem się rozwijać. Ciągle tylko praca, dom, praca, dom. Od czasu do czasu treningi. Już dawno przestało mi zależeć na czymkolwiek. Moi przyjaciele się rozwijają, wyjeżdżają zagranicę, doszkalają się. A ja? Zatrzymałem się w miejscu.
Rozłożyłem się wygodniej na poduszce. Czy jest coś, co chciałem zrobić od dawna, ale nie miałem czasu?
Zawsze chciałem tańczyć, ale pijany słoń ma więcej gracji niż ja. Tylko bym ludzi straszył. Ogródka też nie założę, bo nie mam gdzie...
Śpiewanie odpada na wstępie.. Ech, pomyślę nad tym później - leniwie zwlokłem się z łóżka. Czas zacząć działać.

Sprzątając w szafie natknąłem się na swój stary album ze zdjęciami. Gdy byłem jeszcze w liceum, uwielbiałem robić ludziom foty. I nie przechwalając się, były naprawdę dobre.
- A może by tak wrócić do fotografowania? - Spytałem samego siebie. Ale nie chodziło mi o żenujące pseudo-artystyczne zdjęcia żarcia, robione I-Phonem i wrzucane na fejsa, czy inne diabelstwo. Chodziło mi o prawdziwie dobre zdjęcia. Od razu zadzwoniłem do Lykke'a.
- Elix, myślałem że nie żyjesz! - Przywitał mnie na wstępie.
- Ha, ha, ha.. To że się nie odzywam, nie znaczy że nie żyję. Zajęty byłem.
- Ja nic nie mówię. - Przyjaciel pisnął nienaturalnie cienkim głosikiem. - Czemu dzwonisz?
- Pamiętasz jak w liceum robiłem ludziom zdjęcia?
- Noo, pamiętam. Dziewczyny ustawiały się do ciebie w kolejkach. A czemu pytasz?
- Chcę do tego wrócić. - Przez chwilę po drugiej stronie rozległa się kompletna cisza.
- Serio? - Spytał z lekkim niedowierzaniem.
- Mówię poważnie. Też chcę mieć życiową pasję. Uwielbiam architekturę, ale muszę mieć jakieś hobby, nie? I dlatego potrzebuję twojej pomocy.
- Załatwić ci modeli i modelki żebyś porobił próbne zdjęcia? - Podekscytował się. - Mam znajomości z wieloma osobami...
- Na razie wystarczysz mi ty, Lykke. - Przerwałem mu grzecznie. - Chcę sprawdzić czy nadal umiem to robić.
- Jasne! - Przez chwilę wydawał się rozkojarzony. - Jasne! Dzisiaj?
- Dzisiaj? - Spojrzałem na zegarek. - No dobra. Kiedy?
- Wieczorem? U moim mieszkaniu. Mam nawet jeden pomysł. - Zachichotał radośnie. Boże, ten debil znowu coś odwali. Na pewno. Znam go zbyt dobrze. Ale skoro chce mi pomóc..
- Dobra. To do zobaczenia.
- Trzymaj się. - Rozłączył się dziwnie radosny. Uśmiechnąłem się do siebie. Skoro już zrobiłem pierwszy krok, czas zrobić drugi. Jadę po nowy aparat!

- Mogę panu w czymś pomóc? - Urocza blondynka podeszła do mnie w sklepie z elektroniką. Musiałem wyglądać na nieźle zagubionego.
- Nie, dziękuję. Po prostu zastanawiam się która lustrzanka będzie lepsza.. - Oglądałem jedne z najdroższych modeli. Kto bogatemu zabroni?
- Jeśli mogę panu doradzić, to osobiście mam tę.. - Wskazała na tańszą. - I jest doskonała. Nawet jeśli będzie robił pan zdjęcia na szybko, wyjdą idealne.
- Zaufam pani na słowo. - Uśmiechnąłem się sympatycznie.
- Jeśli uzna pan, że pana oszukałam, to postawię panu piwo. Zgoda? - Jej promienny uśmiech niemalże mnie zahipnotyzował.
- Oczywiście. - Ukłoniłem się lekko. - Znajdę panią i na końcu świata.
Roześmiała się perliście, a ludzie wokół spojrzeli na nas z uśmiechem.
- Trzymam pana za słowo. Proszę iść do kasy, a ja za chwilę przyniosę pana towar. - Odwróciła się na pięcie. Nie wiedzieć czemu, trochę poprawił mi się humor.
Przy kasie wybrałem sobie jeszcze parę niebieskich słuchawek. Może kupiłbym sobie nowy odtwarzacz i zaczął biegać na wiosnę? Czemu nie...
- Zapraszam pana! - Blondynka pomachała do mnie wesoło. Podszedłem do niej.
- Jeszcze wezmę to... - Podałem jej słuchawki i wyjąłem kartę, żeby zapłacić.
- A nie chce pan wziąć udziału w loterii? - Podała mi kartkę w polami do wypełnienia. - Wpisuje pan imię, nazwisko, numer telefonu i tym podobne rzeczy i zatrzymuje pan paragon z zakupów. Można wygrać telewizor, laptop, pieniądze, lub zestaw płyt.
- Co mi szkodzi spróbować? - Posłałem jej szeroki uśmiech i chwilę później oddałem jej kartkę.
- Proszę wpisać pin i zatwierdzić zielonym. - Coś piknęło. - Dziękuję panu serdecznie! Do widzenia!
- Do zobaczenia! Miłego dnia!
- I wzajemnie! - Dobry humor nie opuszczał mnie przez resztę dnia.

- Lykke, co to ma znaczyć? - Wpatrywałem się w przyjaciela z przerażeniem.
- Jeśli wyjdą ci te zdjęcia, znaczy że jesteś po prostu dobry. - Na głowie miał kolorowy pióropusz, a na dupsko wciągnął skórzane portki.  - Jak wyglądam? - Pokręcił zadkiem.
- Jak czub. - Podrapałem się w głowę.
- Nie rozumiesz sztuki! - Oburzył się.
- Sztuka to nie to samo, co robienie z siebie pajaca. - Przypomniałem mu. - W ogóle tu nie ma nawet warunków, żeby ci zrobić jakieś tematyczne zdjęcia.
- I w tym sęk! Jeśli zrobisz coś z niczego.. - Uniósł brew. - Załatwię ci tyle modelek i modeli, że głowa mała!
- No dobra... - Włączyłem aparat. Testowałem go prawie cały dzień. Był świetny! - Ej, masz jakąś fajkę czy skręta?
- Myślałem że nie bawisz się w takie rzeczy.. - Uśmiechnął się.
- Nie o to chodzi. To rekwizyt. Masz czy nie masz?
- Mam... Poczekaj chwilę.. - Wyszedł z pokoju w tym samym momencie, gdy telefon zaczął mi brzęczeć w kieszeni.
- Nieznany numer? - Mruknąłem do siebie. - Halo?
- Elix? - Usłyszałem kobiecy głos.
- Taaaak.. A kto mówi?
- Słuchaj, wiem że to dziwne, ale.. Wzięłam twój numer, bo ty byłeś taki fajny.. Poznaliśmy się dziś w sklepie. Jestem Pola, doradzałam ci wybór aparatu..
- Pamiętam. - Uśmiechnąłem się. - Hej!
- Cześć! Nie przeszkadzam?
- Nieee, skąd. - Lykke wciąż nie wracał. - Czemu dzwonisz?
- Bo.. Pomyślałam, że może.. Zrobiłbyś mi parę zdjęć? Zdawało mi się że znasz się na fotografowaniu. - Wydawała się o wiele mniej śmielsza, niż dziś rano.
- Czemu nie? Tylko musimy zgadać się troszkę później, bo właśnie wraca mój model. - Zaśmiałem się wesoło. - Jeszcze do ciebie zadzwonię, dobrze?
- Jasne! - Prawie krzyknęła. - No to.. pa?
- Pa! - Rozłączyłem się.
- Znalazłem! - Lykke zapalił fajkę.
- Super, siadaj pod ścianą. - Rozkazałem i przygasiłem lekko światła. Przyjaciel skombinował małe, punktowe lampki, dzięki czemu mogłem pobawić się światłem. - Broda do przodu.. dobrze... lekko rozchyl usta.. schowaj język.. dobrze... a teraz załóż lewą rękę za głowę.. o tak... klata do przodu! Dobrze!
Dwie godziny później siedzieliśmy przy piwie, oglądając foty.
- Elix..
- Hm?
- Jesteś mistrzem, wiesz?
- Są dobre, prawda?
- Miałeś do dyspozycji mnie przebranego za debila, białą ścianę i fajkę. Parę z tych zdjęć udostępnię na fejsie i oznaczę cię na nich. Może ktoś się zainteresuje i poprosi o kontakt? Swoją drogą, co cię wzięło, żeby nagle do tego wrócić?
- Miałem wrażenie że stanąłem w miejscu i już się nie rozwijam. Znasz to?
- Znam. Wiesz że chcę zacząć pisać bloga?
- Serio? O czym?
- Opowiadanie z czasów I wojny światowej. Zawsze o tym marzyłem. A pisać każdy może!
- Jak zaczniesz, podeślij i mi. Chcę być twoim pierwszym fanem. - Uśmiechnąłem się do niego.
- Dlatego jesteśmy przyjaciółmi.
- Dlaczego?
- Bo wspieramy się i rozumiemy nawet w największych pierdołach. Nie zauważyłeś?
- I się siebie nie wstydzimy. - Lykke właśnie udostępnił zdjęcie. 10 sekund później dostał pierwszego lajka. Od samego Antoine'a. 12 sekund później komentarz.
"Mieszkam z człowiekiem renesansu! Kto by pomyślał że jest tak utalentowany!"
- Nie mówiłeś Anowi?
- Nie. Trochę zabolało mnie to, że on tak się rozwija, że postanowiłem go zaskoczyć.
- Te dwa miesiące to wasz test. - Oznajmił.
- Co?
- Nooo... Teraz sprawdzicie, czy to co między wami jest to właśnie miłość. Jeśli tak, to wasz związek wejdzie na zupełnie inny poziom.
- Rozumiem, że lepszy?
- Nie dość że zaufacie sobie bezgranicznie, to zaczniesz mu mówić o wszystkim. Nawet kiedy będzie ci się chciało srać. I zaczniecie uprawiać lepszy seks. O wiele lepszy! - Przewrócił oczami. - Wszyscy mówią, że bycie w stałym związku to taka żenada. Ja się z tym nie zgodzę. Kocham to poczucie bezpieczeństwa i świadomość że moje łóżko nie będzie ogrzane tylko przez jedną noc. Kiedyś sypiałem z kim popadnie, wiesz? Pewnie nawet pamiętasz... Za każdym razem, gdy tuż po seksie ktoś wstawał się ubierać, chciałem błagać żeby tego nie robił. Bo tak naprawdę nie zależało mi na seksie, ale na poczuciu bliskości z drugim człowiekiem, wiesz? Tylko obrałem sobie chujową drogę...
- Wiem. Pamiętam jaki byłeś naiwny..
- I głupi. Tylko nie wspominaj o tym Timowi. Nie chcę żeby wiedział. Nie ma się czym chwalić.
- Spoko. Myślisz że spodobają mu się zdjęcia?
- Pewnie! Sam mi kupił ten pióropusz, ucieszy się, że w końcu go wykorzystałem. - Pokazał mi język. - Chcesz jeszcze piwa?
- Nie.. I tak nagiąłem zasady, bo jestem samochodem. - Skrzywiłem się. - Poza tym muszę już wracać. Nie nakarmiłem kota.
- Zdecydowanie muszę ci załatwić parę innych sesji... - Przyjaciel pokręcił głową. - Zachowujesz się jak kura domowa...

Nie było jeszcze 22, jak wróciłem do domu, ale Mika zdążyła pogryźć pozostawiony przeze mnie chleb na stole.
- I po co te nerwy, mała? - Podrapałem ją po główce i sięgnąłem po kocie chrupki.
Kotka wskoczyła na blat i zaczęła wsadzać łepek do opakowania.
- Spokojnie.. Zaraz zjesz... - Jedną ręką nasypywałem jej chrupki, a drugą grzebałem w kieszeni, bo zaczął mi dzwonić telefon. - Słucham?
- Cześć Elix! - Głos Jacobiego kompletnie mnie rozkojarzył.
- Witaj Jacoby.. Nie spodziewałem się telefonu od ciebie.. - Przyznałem zupełnie szczerze.
- Dobrze wiedzieć że po tylu latach, nadal jestem w stanie cię zaskoczyć.
- Czemu zawdzięczam ten telefon?
- No cóż.. - Przeciągnął głoskę. - Czas żebyś do mnie wrócił.
- Do pracy? W sumie masz rację... Robi się coraz cieplej.
- Nie Elix. - Przerwał mi. - Nie do pracy.
Stanąłem jak sparaliżowany.
- Do mnie... - Kontynuował. - Czas, żebyś wrócił do mnie...

niedziela, 16 lutego 2014

Coś nowego i świeżego - czyli osobna historia, która może stać się nowym opowiadaniem!

Hej, hej, heeeeej! <3 Wita was Ashtray, która właśnie zaczęła ferie! I najlepsze jest to, że zaczęła je - uwaga - od 39-stopniowej gorączki i powolnym zgonem w łóżku. Dzisiaj postanowiłam napisać coś innego - jeśli ta historia wam się spodoba, mogę prowadzić ją naprzemiennie z życiem Elixa i Ana. Dajcie znać jak wyszło.
Kochająca, chora, pijana i zakochana Ashtray <3 

***

Obserwowałem go za każdym razem, gdy jechaliśmy razem autobusem. Wysoki, nieziemsko przystojny, niebieskooki blondyn imieniem Aleks. Chodzimy razem do szkoły, jest w równoległej klasie i tak jak ja pisze za parę miesięcy maturę.
Dzisiaj miał na sobie czarną kurtkę z grubym, futrzanym kapturem. Niektórzy powiedzieliby, że nie pasuje on chłopakowi, jednak na nim wyglądał niesamowicie dobrze. Grał w coś na telefonie, uśmiechając się co chwila pod nosem. Jaka szkoda, że nie wiedział o moim istnieniu.
Autobus gwałtownie zahamował, a jakaś starsza pani walnęła mnie torbą w plecy. Zachwiałem się i upuściłem na ziemię notatki z polskiego. Dwóch starszych facetów rzuciło się, żeby pomóc mi je pozbierać.
- Dziękuję bardzo! - Ukłoniłem się grzecznie. - Były dla mnie bardzo ważne.
- Ucz się chłopcze, wyjdzie ci to na dobre. - Uśmiechnął się jeden z nich. - Bez wykształcenia nigdzie nie zajdziesz!
Spojrzałem się jeszcze raz na Aleksego. Zdawał się niczego nie zauważyć. I całe szczęście!

- Ty brudasie! - Monika, moja przyjaciółka spojrzała na mnie z wyrzutem. - Coś zrobił z tymi notatkami?
- Wypadły mi w busie. - Wzruszyłem ramionami. - To po części nie moja wina, jakieś babsko na mnie wpadło.
- Co znowu przeskrobał Mikołaj? - Kamil i Anka usiedli naprzeciwko nas. - Wy w przyszłości na pewno się pobierzecie. Już teraz zachowujecie się jak stare małżeństwo.
- Sądzisz że darcie się na mnie za każdym razem jest przejawem jakichkolwiek głębszych uczuć? - Uśmiechnąłem się do kumpla. - Sorry, Monika nie jest w moim typie. Wolę blondynki.
- Ja nie jestem w twoim typie? - Machnęła mi przed nosem kruczoczarnymi kłakami. - Sorry koleś, ale to ty masz jakiś problem! Foch! - Pociągnęła Ankę ze sobą. - Idziemy od was!
- Nie będziemy tęsknić! - Pomachałem jej radośnie.
- Daję wam miesiąc.
- Na co?
- Na zostanie parą.
- Już daj spokój. Ona mi się nie podoba. - Kamil przyjrzał mi się uważnie.
- Taka laska? Jakim cudem?
- No po prostu... Nie mój typ...
- Nie twój typ? Stary, to dziewczyna idealna... Wiesz co o niej mówią...
- Nie obchodzi mnie to. To tylko przyjaciółka. I nikt więcej.
- Jak wolisz. Ale wiesz.. faceci gadają...
- Niby o czym?
- Że nie spotykasz się z żadną laską, nawet na studniówkę żadnej nie wziąłeś. To podejrzane.
- Nie spotykam się z żadną, bo w żadnej się jeszcze nie zakochałem. - Uciąłem temat. To akurat była prawda. Już od dawna podejrzewałem że jestem gejem, ale dopóki nie będę pewny swoich uczuć, nie będę nic mówić. Po co mi dodatkowe problemy?
Dziewczyny po prostu mi się nie podobały. To nie tak, że któreś nie uważałem za ładną czy coś, ale.. nie pociągały mnie fizycznie. Po prostu.
- Słuchaj, a o co chodzi w ogóle w „Szewcach”? - Kamil podsunął mi książkę pod nos. Nie chwaląc się zbytnio jestem typowym przykładem szurniętego humana, który jakoś to wszystko ogarnia. Zacząłem tłumaczyć mu główne założenia Witkacego. Gdy wspomniałem mu o Czystej Formie spojrzał na mnie jakbym tłumaczył mu o biologii molekularnej.
- Dobra, wyluzuj. To co powiedziałeś mi do tej pory, wystarczy. Nie jestem aż tak ambitny jak ty.
- Jak wolisz. W ogóle mam do ciebie pytanie.
- Wal.
- Jest taki konkurs.. Trzeba napisać sztukę teatralną, ale... trzeba pracować w grupach. Chciałbyś może wziąć w nim udział ze mną?
Przyjaciel pociągnął dolną powiekę.
- Jedzie mi tu czołg? Nie bawię się w takie rzeczy. Poza tym polonistka powiedziała że ci kogoś poszuka.
- Ale też nie może znaleźć chętnego. No weeeź, jeśli wygramy to sztuka będzie grana w Teatrze Narodowym i dostaniemy jakąś kasę. Nie interesuje cię to?
- Chyba zwariowałeś. Będę musiał na to poświęcić mnóstwo czasu, a tego mi się nie chce. Mam ważniejsze rzeczy do roboty.
- Jak granie w Skyrim? - Spytałem zirytowany.
- Nie wściekaj się. Po prostu jestem najgorszym możliwym partnerem. Popytaj się dziewczyn, może one będą chciały z tobą to napisać.
W tym samym czasie zadzwonił dzwonek na lekcje. Zza rogu wyłoniła się nasza polonistka.
- Mikołaj! - Krzyknęła na mój widok. - Znalazłam ci towarzystwo do pisania sztuki! Na następnej lekcji idziemy do biblioteki!
- Oczywiście.. - Mruknąłem zaskoczony. - Jak pani to zrobiła?
- Popytałam, dałam odpowiednią motywację i ta-dam! - Otworzyła drzwi do sali, wpuszczając uczniów. - Znalazł się jeden chętny.
- Dziękuję pani serdecznie! Sam próbowałem kogoś znaleźć, ale niestety nikt nie był chętny.
- Rozumiem. Szczerze powiedziawszy, gdybym nie wiedziała jak bardzo się tym interesujesz, nie szukałabym tak intensywnie. - Co za kochana kobieta!
- Nie wiem jak się teraz pani odwdzięczę!
- Wygraj to. A teraz siup do klasy!

Biegłem podekscytowany w stronę biblioteki. Zastanawiałem się kto to może być.
- Dzień dobry! - Przywitałem się z bibliotekarką. - Pani profesor Kafta powiedziała...
- Tak, wiem. - Uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie. - Czeka w czytelni.
Przebiegłem pomiędzy rzędem regałów. Tak bardzo nie mogłem się doczekać.
Odbiłem się od czyjejś klatki piersiowej i z impetem uderzyłem w jeden z regałów, który zatrząsł się niebezpiecznie. Zdążyłem zasłonić rękami głowę, zanim spadło na mnie parę ciężkich tomów.
- Nic ci nie jest? - Usłyszałem męski głos. Nieśmiało spojrzałem na niego przez palce. Chabrowe, lśniące oczy przyglądały mi się z lekką troską, zagryzł seksownie dolną wargę. Pojedyncze kosmyki złotych włosów opadały mu na czoło. - Zrobiłem ci coś?
- Nie... - Próbowałem zgrywać twardziela i wstać o własnych siłach, jednak poślizgnąłem się na kartce. Aleks złapał mnie za ramiona. - Wszystko w porządku...
- Właśnie widzę... Jesteś Mikołaj, prawda?
- Tak, Aleks...
- Znasz mnie? - Przyjrzał mi się badawczo.
- Taaaak, bo ten... No... Moje koleżanki się tobą ekscytują i plotkują o tobie. - Uśmiechnął się półgębkiem. - I tak jakoś zapamiętałem twoje imię. - GENIUSZU!
- Ładne chociaż?
- No... taaak. Ładne. - Rozejrzałem się po czytelni. Byliśmy sami. - Czy to ty jesteś osobą, która chce ze mną pisać sztukę?
Aleks podrapał się w tył głowy.
- Słuchaj, bo to nie takie proste... Otóż.. ja w ogóle nie umiem pisać, a robię to tylko dla profitów.
- Czyli że co? Dla kasy?
- Skąd. Babka od polskiego powiedziała, że jeśli ktoś pomoże ci przy tym projekcie, dostaje piątkę w randze sprawdzianu. A jeśli dostaniemy jakieś miejsce, to dostaje szóstkę w tej samej randze. A że jestem kompletnym głąbem z polskiego, muszę się jakoś ratować.
- Chyba przesadzasz. Nie może być aż tak źle...
- Oj, chyba nie. Miałem 20% z próbnej matury z polskiego, więc uwierz – tonący brzytwy się chwyta. Nie chcę nagrody, pieniędzy czy co tam można wygrać. Ja chcę zdać z polskiego. Dlatego zostawiam ci wolną rękę.
Nie mogłem w to uwierzyć. Nie wyglądał na takiego nieogarniętego, żeby nie zdać podstawowej matury.
- Skoro masz takie problemy z polskim.. - Zacząłem nieśmiało. - To może spróbowałbym ci pomóc? Jakieś korki czy coś?
- Muszę ci odmówić. Nie mam pieniędzy, żeby ci zapłacić.
- Ale ja nie chcę za to pieniędzy... - Wzruszyłem ramionami.
- Nie no, przestań.. Nie będę cię wykorzystywał.
- Skoro ja wykorzystuję ciebie do wzięcia udziału w konkursie, ty możesz wykorzystać mnie do poprawienia ocen z polskiego.
- Ale serio.. Nie masz nic przeciwko? - Spojrzał się na mnie wątpliwie. Nasza znajomość rozwijała się zaskakująco szybko.
- Sam ci to zaproponowałem. Zgódź się, nie pożałujesz. - Jezu, ale to było lamerskie. Jakbym go podrywał lub coś.
- No to.. dobra. - Kiwnął głową i podał mi dłoń. Uścisnąłem ją entuzjastycznie. - W ogóle.. powiedz mi o co chodzi w tym konkursie..
- No to tak... Mamy miesiąc na napisanie sztuki. Możemy napisać o czymkolwiek chcemy – o czymś co nas śmieszy, martwi lub smuci. Tylko ma być to naprawdę długie i historia ma być oryginalna i ciekawa.
- I masz jakiś pomysł?
- Na razie nie. Ale wszystko przed nami.
- Nami? - Uśmiechnął się cynicznie. - Powiedziałem, że zostawiam ci to wszystko. Ja tylko chcę dostać moją piątkę z polskiego.
- Nie chcesz nawet wiedzieć o czym będzie ta sztuka? Poza tym możesz mieć jakiś fajny pomysł. A jeśli ktoś cię o to spyta?
- No dobra.. Ale pisaniem zajmujesz się ty, ok? - Zniecierpliwiony przeczesał włosy. - A co do naszych korków.. Chcesz załatwiać to w szkole czy gdzieś poza? Na przykład u mnie w domu czy u ciebie? Gdzie mieszkasz?
- Targówek. A ty?
- Ooo, ja też! Czyli bardziej opłaci nam się spotkać gdzie indziej.. W ogóle.. spoko z ciebie gość. - Aleks klepnął mnie w ramię. - Gdy cię zobaczyłem, uznałem że możesz być jakimś frajerem z którym nie będę miał o czym gadać.
- Dziękuję za komplement? - Spytałem podejrzliwie. Aleks w odpowiedzi roześmiał się perliście.
- Nie ma za co. Dobra, ja muszę spadać. Daj mi swój numer, żebyśmy mieli się jak skontaktować. Jakbyś czegoś chciał, to napisz do mnie, dobra? - Podyktowałem mu numer, a on zapisał go w telefonie. - Trzymaj się. - Podał mi rękę
- Cześć! - Patrzyłem jak znika pomiędzy regałami, nie wierząc we własne szczęście. Piękny i wspaniały Aleks będzie moim partnerem w pisaniu sztuki.. Może podczas wspólnych obrad przypadkowo złapię go za rękę, ewentualnie skradnie mi buziaka lub co gorsza – serce... Bylibyśmy parą do końca życia i... Wstrzymaj konie! Przecież Aleks jest hetero, prawda? Co chwila zmienia dziewczyny, niemożliwe żeby zainteresował się chłopakiem. I to jeszcze takim dziwakiem jak ja. Westchnąłem i zabrałem się za poukładanie książek, które rozwaliłem. Może nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło? Może zyskam nowego kumpla? Albo przynajmniej wygram ten konkurs? Ech, co będzie, to będzie...

- Cześć mamo! - Krzyknąłem, zatrzaskując za sobą drzwi.
- Mikołaj, nie musisz się wydzierać. - Upomniała mnie, wychodząc z kuchni. - Mieszkamy w bloku, sąsiedzi zaraz będą się czepiać, że im przeszkadzasz..
Od razu widać że jestem jej synem. Oboje mamy brązowe oczy, kasztanowe, podatne na kręcenie włosy i brzoskwiniową, ciepłą cerę. Tylko że ja dodatkowo odziedziczyłem po ojcu pojedyncze, ciemne piegi umiejscowione wokół nosa. Nie znam ojca, moja mama wpadła z nim na piątym roku studiów. Płaci alimenty, ale nie chce żebym wiedział kim jest. Ale nie przeszkadzało mi to, gdyż wychowywał mnie brat mojej matki, Artur. Był najlepszym zastępczym ojcem, jakiego tylko mogłem sobie wyobrazić i nie było mi przykro z faktu że wychowuje się w „niepełnej” rodzinie.
- Przepraszam.. Wiesz co się stało? Dzisiaj poznałem chłopaka z którym piszę tę sztukę do konkursu!
- W końcu! - Ucieszyła się. - I co, macie już jakieś pomysły?
- Na razie nieee.. Zaczniemy nad tym pracować od jutra. Ale nawet nie wiesz jaki jestem zadowolony! - Usiadłem przy stole w kuchni.
- Chcesz herbaty? - Spytała z ciepłym uśmiechem. - Obiad będzie dopiero za pół godziny.
- Poproszę. A co u ciebie w pracy? - Mama pracowała w wydawnictwie jako korektor. Twierdzi że to najlepsze co ją spotkało w życiu, zaraz po posiadaniu dziecka.
- Zamierzają wydać książkę nastoletniego chłopca, który co prawda ma talent, ale robi mnóstwo błędów. I mam co do niego mieszane uczucia. Ale będę to poprawiać, dopóki nie przestaną mi za to płacić. - Zaśmiała się.
- A o czym jest ta książka?
- Spodobałaby ci się. Wszystko dzieje się podczas II wojny światowej, gdzie ss-mann zakochuje się w żydówce. Nic dobrego z tego nie wynika, ale książka jest naprawdę bardzo dobra.
- Przyniesiesz mi jeden egzemplarz? - Poprosiłem.
- Jak tylko się wydrukuje. Tymczasem czytaj lektury. - Pokazała mi język. Mieliśmy ze sobą świetny kontakt, nie ukrywałem nic przed mamą.
- Zawsze czytam. Inaczej nie byłbym postrzegany za dziwaka. - Uśmiechnąłem się. - Idę od ciebie, zobaczyć co się dzieje w magicznym świecie internetu.
- Zawołam cię jak ziemniaki się dogotują!

Usiadłem przed laptopem i odpaliłem facebooka. Dostałem jedno zaproszenie do znajomych.
- Aleksander Zakrzewski chce dodać cię do swoich znajomych.. - Przeczytałem na głos, a serce zaczęło mi bić szybciej. Niemalże od razu zaakceptowałem. Jak on mnie znalazł? Przecież dałem mu tylko swój numer telefonu.
Dźwięk wiadomości przywrócił mnie do życia. „Aleksander napisał do Ciebie...”
„Siemasz, masz może jutro czas? :)” - przełknąłem głośno ślinę. Poczułem jak czerwienią mi się policzki.
„Pewnie. A coś się stało?” - Odpisałem mniej niż dziesięć sekund później. Zachowuję się jak napalona gimnazjalistka, wstyd!
„W piątek mam sprawdzian z Młodej Polski i chciałbym powtórzyć to i owo... Mogę liczyć na Twoją pomoc?” - cała moja ekscytacja spadła do poziomu Rowu Mariańskiego. No pewnie, że nie chciał się ze mną umówić. Potrzebuje pomocy.
„Pewnie.. Zgadamy się w szkole?” - głupek ze mnie. Zawsze zaczynam się przedwcześnie przywiązywać i wyobrażać nie-wiadomo-co.
„Ech... Jutro mnie nie będzie w szkole, dlatego lepiej jakbyś przyszedł do mnie do domu...” - Wysłał mi adres. „O której kończysz zajęcia?”
„O 13, więc będę u ciebie tak około 14, zgoda?”
„Pewnie. Dzięki wielkie, stary!” - Zielona kropka przy jego nazwisku zniknęła.
-Wielkie dzięki... Stary... - Westchnąłem ciężko.
- Co ty tam mamroczesz pod nosem? - Mama położyła mi pranie na fotelu.
- Nic takiego. Tekst piosenki.. - Mruknąłem.
- Wszystko w porządku? - Podrapała mnie po głowie.
- Tak, w porządku. Pomóc ci z obiadem?
- Skoro tak bardzo chcesz...

Zadzwoniłem do jednego z najlepiej wyglądających apartamentowców w okolicy. Aleks mieszkał w pięknej okolicy. W przeciwieństwie do mojego obskurnego i niebezpiecznego osiedla, gdzie możesz dostać nożem w brzuch przy każdej możliwej okazji.
- Kto tam? - Aleks wydawał się poddenerwowany.
- Mikołaj. Przeszkadzam?
- No skąd. Właź. - Pchnąłem szklane drzwi i wszedłem do środka. Przywitał mnie uśmiechnięty portier.
- Dzień dobry, mogę prosić pana imię i nazwisko? I nazwisko osób, którym składa pan wizytę?
- Mikołaj Sawko. A przychodzę do państwa Zakrzewskich. - Nieśmiało ukłoniłem się mężczyźnie.
- Dziękuję panu bardzo! Miłego dnia!
- I wzajemnie!
Podjechałem windą na 4 piętro i poszedłem prosto do mieszkania nr 12. Ostrożnie zapukałem do drzwi.
- Wchodź! - Aleks otworzył drzwi, ubrany tylko w spodnie od dresu. Przez kark miał przerzucony biały ręcznik, a mokre włosy przyklejały mu się do twarzy. - Sorry, że otworzyłem ci prawie nagi, ale dopiero wstałem i musiałem się wykąpać. Rozgość się, a ja założę coś na siebie. - Zniknął za drzwiami (najprawdopodobniej) swojego pokoju. Dopiero teraz mój mózg zaczął normalnie pracować. Był pięknie zbudowany i bardzo pociągający. Potrząsnąłem głową, próbując wymazać z niej ten niesamowity widok.
- Myślałem o ten sztuce i wpadłem na pewien pomysł... - Wrócił do przedpokoju, zarzucając na siebie czerwoną bluzę.
- Słucham.. - Uśmiechnąłem się przyjaźnie.
- Może to będzie kontrowersyjna sztuka?
- Jak bardzo kontrowersyjna?
- Nooo... opowiadająca o miłości między rodzeństwem.
Oczy wyszły mi z orbit.
- Skąd czerpałeś inspirację? - Spytałem lekko przerażony.
- Wczoraj oglądałem taki film... I tak jakoś.. Mi wyszło...
- Myślę że jednak to będzie zbyt wystrzałowe.. Możemy się podjąć tematów tabu, ale nie aż takich. Już myślę że wątek homoseksualnej miłości albo dziecka bitego przez rodziców byłby bardziej na miejscu.
- Czyli pomysł do dupy? - Chyba się zmartwił.
- Nieee, tylko... Zbyt odważny.
- Trochę jak nowa Miley Cyrus, co? - Zadrwił.
- Kto?
- Miley. Hannah Montana. Disney. Wielka gwiazda.. - Próbował tłumaczyć.
- Nie kojarzę jej. Sorry. Nie interesuję się gwiazdami popu i tym podobnymi.
- Prawdziwy, szalony human. Dobra, chcesz coś do picia? Herbaty, soku czy coś?
- Może trochę soku..
- To ja idę po szklanki, a ty idź do mojego pokoju. - Serce na chwile przestało mi bić. Mikołaj, spokojnie. Bądź poważny.
- Jasne... - Jego pokój był ciepły i przytulny. Czerwono-pomarańczowe ściany ze zdjęciami Aleksa przedstawiającego go w różnych okresach. Widać było małego chłopca przebranego za Indianina, nastolatka w otoczeniu kumpli i bobasa z mamą i tatą. Uśmiechnąłem się mimowolnie. To było zbyt słodkie.
- Och, nie patrz na te zdjęcia. - Zaśmiał się, wchodząc do pokoju. - Są bardzo stare i trochę żenujące.
- No przestań, to świetna pamiątka na całe życie... Szczególnie to zdjęcie jak jeździsz z ojcem samochodzikiem w wesołym miasteczku!
- No coś ty.. Nie mów że nigdy nie robiłeś tego ze swoim ojcem!
- Nie robiłem. Nie mam ojca. - Zanim zorientowałem się że w pokoju jest za cicho, minęło parę dobrych sekund. Spojrzałem na Aleksego. Wyglądałby jakby dał mi w twarz.
- Przepraszam! - Krzyknął. - Nie wiedziałem!
- Ależ to nie twoja wina. - Uśmiechnąłem się smutno. - Zabieramy się do nauki?
- Tak... chyba powinniśmy..

- Po prostu naucz się młodopolskich nurtów.. Wbrew pozorom nie ma ich aż tak wiele. - Okazał się bardzo pojętnym uczniem, który potrzebował tylko trochę uwagi. - I przeczytaj te parę wierszy, które masz tu zapisane. Chyba nie będziesz miał aż tak trudnego tego sprawdzianu. - Zaśmiałem się.
- Zastanawiałeś się kiedyś jak to jest całować się z mężczyzną? - Przez sekundę myślałem że się przesłyszałem.
- O czym ty gadasz?
- Nie chciałeś kiedyś sprawdzić jak to jest być z facetem? - Zapytał zupełnie poważnie.
- Kiedyś może o tym pomyślałem...
- Bo ja ostatnio myślę o tym cały czas. Baby są irytujące. - Oparł się o stół. - Pieprzą o głupotach, tylko się malują i ta wstrętna maź zostaje ci na ubraniach i nie pozwalają ci na nic. Faceci są inni.
- Fakt. - Przyznałem. - Masz zupełną rację.
- Ty na przykład jesteś inny. - Wskazał na mnie palcem. - Mówisz mądrze, jesteś fajny i inteligentny. Plus jesteś przystojny. Chcesz ze mną spróbować? - Spojrzałem na niego przerażony, ale i podniecony.
- Ale przecież...
- Dawaj, to tylko pocałunek. - Zaśmiał się, wstając z fotela. Złapał moją dłoń i jednym ruchem pociągnął tak, że znalazłem się w jego objęciach. Czułem odurzający zapach kokosowego szamponu do włosów i jakieś wody po goleniu. Widziałem jego piękne, błyszczące, niebieskie oczy i pełne wargi, centymetry od mojej twarzy. Poczułem jak cała krew odpływa mi z twarzy i spływa... no właśnie.
- Aleks, nie powinniśmy... - Mruknąłem cicho.
- Czemu nie? - Pogładził mnie po policzku. - To tylko niewinny buziak. - Subtelnie wsunął język w moje usta, a ja całkowicie mu się poddałem. Wargi miał ciepłe i wilgotne, w jego oddechu wyczuwałem smaczek miętowej pasty do zębów. Pociągnąłem jeden ze złotych kosmyków jego włosów. W odpowiedzi przyciągnął mnie jeszcze bliżej.
Jego język manipulował mną niezwykle umiejętnie. Pocałunek był wyjątkowo namiętny. Przez chwilę zastanawiałem się czy to nie jest sen.
Gdy jeden z palców niebezpiecznie zsunął się pod gumkę od moich bokserek zacząłem panikować. Co on do cholery robi?! Czy ma zamiar...?!
W tej samej chwili w głębi mieszkania zadzwonił telefon. Aleks niechętnie się ode mnie odsunął.
- Poczekaj tu na mnie. - Cmoknął mnie w nos i wyszedł. Jezu, co ja robię, CO JA ROBIĘ?! Przecież to szaleństwo! Nie mogę, po prostu nie mogę!
Złapałem swoją torbę i szybko wyszedłem na korytarz. Ubrałem się w ekspresowym tempie i wybiegłem z budynku, nie żegnając się nawet z portierem. Co to było, co to do chuja było? Czy ja właśnie całowałem się z...? Nie, nie mogę o tym myśleć. Pewnie robił sobie jaja. Pewnie słyszał o tym że podejrzewają że jestem gejem. Chciał sprawdzić, czy to prawda...
Trzasnąłem drzwiami od domu tak mocno, po domu przeszedł głuchy huk. Na szczęście mama jeszcze nie wróciła. Na szczęście.
Spojrzałem na ekran telefonu. 3 połączenia od nieznanego numeru. Numeru Aleksa. Czym prędzej wyłączyłem telefon i wpakowałem się pod kołdrę.. Chciałem by ten dzień się skończył...

Siedziałem w czytelni, dokańczając swoje zadanie domowe z historii. Nagle tuż obok mnie wylądował gruby, czarny zeszyt od polskiego.
- Zapomniałeś go wczoraj. - Miękki głos odbił się echem w mojej głowie. - Sprawdzian napisałem chyba dobrze, wszystko dzięki tobie. - Mówił wprost do mojego ucha. Dobrze że nie widział mojej twarzy, byłem cały czerwony. - Dziękuję ci za wszystko. Teraz już się ode mnie nie uwolnisz. - Poczułem jak składa delikatny pocałunek na moim karku. Przyjemnie załaskotało. - Do zobaczenia.. - Podrapał mnie po głowie i wyszedł. A ja jeszcze przez dziesięć minut nie mogłem dojść do siebie...  

niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział 18 - Pożegnanie

I'm back! Przepraszam za całe 2 tygodnie nieobecności, ale zdarzyło się za dużo rzeczy. Plus nie miałam dobrego pomysłu na notkę, a nie chciałam wam na siłę wciskać czegoś mega żenującego. Za tydzień prawdopodobnie wstawię one-shota, który jeśli Wam się spodoba, może stać się zupełnie nowym opowiadaniem. Tymczasem powróćmy do mojego ukochanego Ana i Elixa <3 

*** 

Nie wierzyłem że może być aż tak cholernie zimno. Opatulony dwoma szalikami przebiegałem pomiędzy materiałami, żeby pogadać z kierownikiem budowy.
- Dzień dobry, panie Elixie. Myślałem że wczoraj było zimno.
- Dzień dobry, panie Marvinie. Ostatnio mój chłopak powiedział że idzie zima stulecia. Nie chciałem mu wierzyć, ale chyba miał rację. - Mężczyzna roześmiał się głośno. Coraz odważniej mówiłem o swoim związku z Anem. Co najdziwniejsze, większość ludzi nie miała z tym żadnego problemu. Gdzie są ci wszyscy nienawistni ludzie, których widzę w telewizji?
- Dlatego chyba powinniśmy porozmawiać z naszym szefem, żeby wstrzymał budowę. W tych warunkach po prostu nie da się pracować. Przepraszam za śmiałość, ale podobno zna się pan z nim już od dawna. Nie mógłby pan szepnąć słówka na ten temat?
- Oczywiście, że mogę z nim porozmawiać. I tak mam do niego sprawę. - Uśmiechnąłem się przyjaźnie.
- A skąd się panowie znają, jeśli można wiedzieć?
Opowiedziałem mu historię z liceum, pomijając wątek naszego tragicznego romansu. Marvin z zainteresowaniem wysłuchał opowieści.
- Świat jest mały. Skoro pan Jacoby studiował fizykę, jakim cudem skończył prowadząc duże wydawnictwo?
- Nie odpowiem panu na to pytanie, bo sam nie mam na ten temat zielonego pojęcia. Jacoby jest specyficznym człowiekiem i działa według własnego widzimisię.
- Ciekawy przypadek. - Skwitował. - W każdym razie, liczymy na pana.
- Postaram się nie nawalić. - Obiecałem i odwróciłem się w stronę starego domu mojego szefa. Ciekawe co z nim zrobi po zakończeniu budowy... Tak się zamyśliłem, że przypadkowo wpadłem na Maję. Jej policzki były czerwone od tego przenikliwego zimna.
- Przepraszam cię! - Złapałem ją w pasie, żeby nie upadła.
- Nic się nie stało.. - Zadygotała. - Chyba wezmę wolne... jakoś do sierpnia...
- Postaram się coś z tym zrobić. - Poklepałem ją po głowie. - Chcesz dodatkowy szalik?
- Nie, dziękuję. Mam swoje trzy! - Pobiegła w stronę przyczepy, gdzie dwóch chłopaków robiło sobie herbatę. Jacoby to tyran, serio!
W jego gabinecie jak zawsze było cicho i spokojnie. Marco wyglądał na wyjątkowo poddenerwowanego. Ciekawe co się stało...
- Cześć! - Przywitałem się przyjacielsko. Młody hipster rzucił mi gniewne spojrzenie, ale Jacoby pomachał do mnie ze szczerym uśmiechem. Dobry znak.
- Wita, witam mojego ulubionego architekta! Zapraszam! - Wskazał na krzesło. - Cóż cię do mnie sprowadza?
Marco prychnął tak, że nawet ja się przestraszyłem. Pomimo to grzecznie usiadłem na krześle.
- Czy nie mogę po prostu odwiedzić mojego wspaniałego szefa? - Postanowiłem być równie urokliwy.
- Ooo, idziesz w dobrą stronę! - Jacoby zaśmiał się radośnie. - Chyba wiem po co tu jesteś. Słuchaj, nie chcę łamać zasad BHP i tym podobnych pierdół, więc na razie wstrzymuję budowę. Ale jak tylko zrobi się ciepło – wracacie do pracy, jasne?
- Skąd wiesz że byłem właśnie w tej sprawie?
- Elix, znam cię na wylot. - Sięgnął po jakąś teczkę z papierami. - Marco, zanieś to księgowej, niech powrzuca ludziom wypłaty za ten miesiąc plus premie. Żeby chcieli później do mnie wrócić.
Zrezygnowany chłopak wstał i wyrwał Jacobiemu teczkę z rąk. Wyszedł, głośno trzaskając drzwiami.
- Co mu jest? - Łypnąłem podejrzliwie na szefa.
- Nic takiego. Młody się trochę na mnie wkurzył. - Uśmiechnął się przepraszająco.
- Zasłużenie?
- Znaczy... Ja bym nie był za to zły, ale młodzi są teraz tacy... napompowani tymi emocjami i wyznaniami, że trudno im odróżnić prawdziwe życie od fikcji.
- Wyznał ci miłość?
- Tak.
- A ty je odrzuciłeś?
- Nie odrzuciłem, tylko powiedziałem mu żeby przestał się wygłupiać.
Westchnąłem. Nie zmienił się nic, a nic.
- Jeśli zależało ci na czymś niezobowiązującym, było mu powiedzieć od razu. Bez urazy, ale ten chłopak nie wygląda jakby sypiał z byle kim.
- Sugerujesz, że jestem byle kim? - Jacoby zmierzył mnie wzrokiem.
- No właśnie nie dla tego chłopca. A z resztą, co mnie to obchodzi.. - Machnąłem ręką. - W imieniu wszystkich dziękujemy za wyrozumiałość. Licz na to że twoje domy będą niesamowite. - Uśmiechnąłem się i wyszedłem. Na korytarzu wpadł na mnie Marco.
- Sorry. - Próbował mnie wyminąć, ale złapałem go za rękaw.
- Poczekaj. Co się dzieje?
- Nie twoja sprawa. - Syknął.
- Odrzucił cię, prawda? - Młody popatrzył na mnie gniewnie.
- Tak. Ale to mój problem. Choćbym nie wiem jak się starał, nigdy nie będę tobą. - Zagryzł wargę.
- Wtedy byłbyś niesamowicie nudny. Marco, jesteś jeszcze młody, zapytaj samego siebie czy to ma sens. Uganianie się za kimś, komu służysz tylko jako rozrywka. Zasługujesz na kogoś lepszego. - Klepnąłem go w ramię i poszedłem w swoją stronę. Było mi go naprawdę szkoda, ale nie mogłem ingerować w jego życie. Musi sam zdecydować co z nim zrobi.
- Elix! - Krzyknął za mną. Spojrzałem na niego przez ramię. - Dziękuję ci.
Uśmiechnąłem się do niego.
- Nie masz za co.

Gdy wróciłem do domu, An siedział skulony na kanapie, obgryzając kciuk. W drugiej ręce trzymał telefon. Coś się stało.
- Hej skarbie. - Cmoknąłem go w tył głowy.
- Cześć. Co tak wcześnie? - Spojrzał na zegarek.
- Jacoby wstrzymał budowę, dopóki nie zrobi się ciepło. Wracam do pracy w biurze. - Uśmiechnięty uniosłem kciuki do góry. - A co u ciebie? Coś się stało?
- Nie, wszystko w porządku. - Odpowiedział bez przekonania.
- Na pewno? Wiesz że możesz mi powiedzieć o wszystkim. - Usiadłem obok niego.
- Tak.. Po prostu... - Spojrzał na mnie. - Potrzebuję trochę uczucia. - Wtulił się we mnie. Pogładziłem delikatnie jego włosy.
- Jeśli chciałbyś pogadać... - Nie skończyłem, gdyż An niemalże wdrapał się na mnie i łapczywie wpił się w moje usta. Niecierpliwie przebiegł palcami po mojej koszuli, szukając guzików. Coś niewątpliwie było na rzeczy. Złapałem jego nadgarstki.
- Co jest?
- Albo powiesz mi co się stało, ale nie będzie seksu przez najbliższy tydzień. - Antoine przez chwile milczał, ale posłusznie zszedł mi z kolan. Widziałem wahanie w jego oczach.
- Pół roku temu... - Zaczął. - W pracy zaczęli mówić o takim programie międzynarodowym.. Chodziło o to, że przyjeżdża do nas paru kucharzy zagranicznych, a ktoś od nas jedzie do nich.. No i dowiedziałem się przed chwilą że się zakwalifikowałem...
- To świetnie! - Ucieszyłem się szczerze. - Czemu nie powiedziałeś mi wcześniej?
- Bo nie byłem pewien, czy się dostanę. Zazwyczaj biorą albo bardzo młodych, albo bardzo doświadczonych... Ale teraz postawili na wiek, najwidoczniej...
- I tym się martwisz? Przecież to twoja życiowa okazja, Antoine! - Cmoknąłem go w policzek. - Już wiadomo, gdzie i kiedy jedziesz? Pewnie za parę miesięcy, bo to sporo biegania...
- Jadę do Singapuru. Za tydzień. - Bąknął.
- Czekaj, co? Przecież to bez sensu, w tydzień nie załatwisz...
- Wiem o tym wyjeździe już od dwóch miesięcy.
- Dlaczego mówisz mi o nim dopiero teraz? - Zapytałem bardzo poważnie.
- No bo.. - Próbował się tłumaczyć. - Ja nie wiem... Tak jakoś wyszło..
- Tak jakoś wyszło? Kurwa, Antoine. Nie planujesz wycieczki do rodziny, tylko wyjazd zagranicę. I zapewne jedziesz na więcej niż miesiąc, zgadłem?
- Dwa. Spędzę tam dwa miesiące.
- Świetnie. - Zdenerwowałem się nie na żarty. - Kiedy zamierzałeś mi powiedzieć?
Mój chłopak siedział cicho.
- A może chciałeś zostawić mi liścik pożegnalny i pojechać, co? An, jesteś niepoważny. Idę stąd. - Zgarnąłem marynarkę z fotela i ruszyłem do drzwi.
- Elix, proszę cię.. - An poszedł za mną. - Porozmawiajmy, wytłumaczę ci wszystko.
- Nie chcę tego słuchać. Miałeś tyle czasu. Zrozumiałbym twój wyjazd, serio. Byłoby mi ciężko, że tracę cię na dwa miesiące, ale to dla ciebie niesamowita okazja i warto, żebyś ją wykorzystał. Ale ty chciałeś zachować się jak dzieciak i zrobić... no właśnie, co? Co chciałeś tym osiągnąć? Sądziłeś że będę się cieszył razem z tobą i kupię ci szczęśliwy breloczek na podróż? Zawiodłem się na tobie. - Trzasnąłem drzwiami, zanim on zdążył cokolwiek powiedzieć. W windzie osunąłem się na podłogę. Co za kretyn. Myślałem że choć trochę dorósł. A on nic. Zachowuje się nadal jak pieprzony gimnazjalista. Na następnym piętrze do windy weszła starsza pani z pieskiem. Spojrzała się na mnie zdziwiona.
- Dobrze się pan czuje?
- Tak, dziękuję za troskę. - Muszę przestać się wygłupiać. - Wszystko w porządku.
Starsza pani przyjrzała mi się uważnie.
- A mógłby pan się chwilę ze mną przejść? W takie ślizgawice łatwo mi o upadek.
- Oczywiście. - Zaoferowałem jej ramię i chwile później wyszliśmy na dwór. Kobieta spuściła pieska ze smyczy.
- Jednak musiało się coś stać... Młody, przystojny mężczyzna nie ma czasu na spacery ze starą, zrzędliwą babą, jeśli nie jest jego babcią. Powiesz mi co się stało? Wygadanie się obcej osobie czasem pomaga, uwierz mi.
- Wie pani.. To nie jest takie proste.. Czasem mam wrażenie że osoba, którą kocham nie jest w stanie mi zaufać i powiedzieć o ważnych dla niej rzeczach.
- W jaki sposób?
- Nie powiedziała mi o tym że za tydzień wyjeżdża na dwa miesiące do Azji. Podobno się bała. - Przedrzeźniałem ton głosu Ana. Starsza pani pokiwała głową ze zrozumieniem.
- Rozumiem. A nie pomyślałeś że nie powiedziała ci o tym, bo do końca zastanawiała się czy w ogóle jechać? Może nie chciała cię opuścić? - Ten tok myślenia kompletnie mnie zaskoczył.
- Ale.. przecież nie zamykam jej w domu. Chodzi do pracy, ma przyjaciół, swoje życie. Może korzystać ze wszystkiego. A ten wyjazd... doskonała okazja do podszkolenia umiejętności, zwiedzenia świata. Powinna tam jechać. Będzie mi ciężko samemu, będę tęsknił, ale chcę żeby on tam jechał. - Dopiero pod koniec zorientowałem się, że wygadałem się starszej kobiecie. Co jak co, ale one zazwyczaj nie są takie tolerancyjne.
- Ach, to ty mieszkasz z tym prześlicznym blondynkiem piętro wyżej? - Kobieta zaśmiała się cicho. - Ty jesteś Elix, prawda? Twój ukochany opowiada mi często o tobie... Uroczy chłopiec.
- Zna pani Ana?
- Pewnie. Często spotykamy się w windzie, jak rano wychodzę na zakupy.
- I co ja mam zrobić?
- Porozmawiać z nim i wysłuchać go uważnie. Następnie uszanować jego decyzję. Ale skoro jesteście razem już tyle lat, na pewno się dogadacie. Nie musisz iść ze mną dalej. - Zatrzymała się. - Wróć do swoich spraw. Ja już sobie poradzę. - Pożegnała się i poszła. Przez chwilę miałem ochotę wrócić do domu, jednak duma mi na to nie pozwalała. Wybrałem numer Daniela. Dziesięć minut później byłem już w drodze do jego domu.

Pięć następnych dni ja i An spędziliśmy praktycznie się do siebie nie odzywając. Dziewczyna Daniela bardzo podpuściła mnie na zachowanie Ana i byłem na niego niemiłosiernie wściekły. Chociaż mój chłopak starał się jak nigdy. Wieczorem, dwa dni przed jego odjazdem zadzwonił do mnie Lykke.
- Odpierdoliło ci, pajacu? - Wrzasnął, zanim zdążyłem się przywitać.
- O co ci chodzi?
- O twojego chłopaka. Przestań zachowywać się jak pieprzona królewna i pogadaj z nim. Wczoraj gadał z Timem dobre dwie godziny, głównie o tym jak cię przeprosić. Jest skłonny wcale tam nie jechać. A wszystko przez ciebie. Nie obchodzi mnie twoje marne tłumaczenie że on ci nie powiedział, itp. Dobra, zrobił głupotę, ale to nie znaczy że masz go teraz karać. Pamiętaj że przez dwa miesiące nie będziesz mógł go dotknąć, pocałować czy uprawiać z nim seksu. To się źle skończy, jeśli nie pogodzicie się przed wyjazdem. Przemyśl to, stary. Nie warto z tego powodu mieć do siebie jakiś urazów czy coś. Jesteście dla siebie zbyt ważni. - Usłyszałem trzaśnięcie drzwi. - Przemyśl to.
- Dobra. Przemyślę.. - Antoine wszedł do pokoju i spojrzał się na mnie pytająco. Przez chwile mierzyliśmy się wzrokiem.
- Tylko nie odpieprz czegoś i się z nim nie rozstawaj, dobra?
- Obiecuję, że tego nie zrobię.
- Dobra, to do usłyszenia!
- Trzymaj się.
Odłożyłem słuchawkę, cały czas patrząc się na Ana.
- Siadaj. - Poklepałem miejsce obok siebie.
Odetchnął z ulgą i uśmiechnął się słabo. Wyglądał, jakby zrzucił wielki ciężar z serca.
- Tak? - Mówił dość cicho. Właśnie sobie uświadomiłem że w tym tygodniu prawie nie sypiał. I to wszystko moja wina.
- Chcę wysłuchać tego, co masz do powiedzenia. Dlaczego nic mi wcześniej nie powiedziałeś i czekałeś do ostatniej chwili. Czy aż tak nie umiesz mi zaufać?
- To nie tak, Elix... Po prostu... Wiesz jak mi ciężko zostawić cię na dwa miesiące, żeby lecieć na drugi koniec świata? Nie byłoby żadnego problemu, gdybym był sam, wtedy mógłbym wyjechać i na rok. Ale teraz nie wyobrażam sobie tego wyjazdu. I dlatego zastanawiam się czy w ogóle mam tam lecieć.
- Powinieneś. Zwiedzisz kawałek świata, a przede wszystkim nauczysz się wielu nowych rzeczy.
- Nie będziesz tęsknić?
- An, serce mnie boli na samą myśl, ale cholera.. Powinniśmy mieć własne życie, powinniśmy się rozwijać. To jest twoja szansa i nie chcę byś ją zmarnował.
- Serio?
- Jak najbardziej. Kocham cię i wolałbym cię mieć zawsze przy sobie, ale to niemożliwe. A ufam ci na tyle, że wiem że w ciągu tych dwóch miesięcy nie zdarzy się nic głupiego.
Antoine wtulił się we mnie.
- Nie wiem czemu los mi ciebie zesłał. Jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało. - Pocałował mnie w szyję. - Jak mi wytrzymamy bez siebie?
- Są rozmowy na video-chatach, telefony... Damy jakoś radę. - Pogłaskałem go po karku.
- A co z seksem?
- Pójdziemy z duchem czasu. Cyberseks jest podobno niesamowicie modny. - Mój chłopak roześmiał się głośno. - Ale nie myśl sobie że przez te dwie noce będziesz miał spokój.. Muszę się z tobą odpowiednio pożegnać. - Ugryzłem go w czubek ucha.
- Też mam taką nadzieję... - Mruknął.
Przez pół godziny leżeliśmy wtuleni w siebie na kanapie. Będę za tym tęsknił. Za tym delikatnym i świeżym zapachem jego wody toaletowej, cudownie miękką skórą i za tym subtelnie muskał moją szyję za każdym razem gdy tylko poruszał głową. Spojrzałem na niego. Był tak zjawiskowo piękny, że na pewno nie jeden będzie chciał się z nim umówić. An leniwie otworzył jedno oko.
- Co jest? - Uśmiechnął się lekko.
- Wiesz ilu ludzi na tym świecie chciałoby się z tobą umówić? Mógłbym liczyć w milionach.
- I wzajemnie. - Cmoknął mnie czule. - Nie traktuj siebie jak bestii, bo jesteś przystojniejszy niż ja.
- Zwariowałeś. Jesteś modelowym przykładem ciacha. Nie ma osoby, która by nie powiedziała że nie jesteś przystojny.
- Tak samo jak w twoim przypadku, skarbie. Każdy, kogo znam mówi mi że jesteś jednym z najpiękniejszych facetów, jakich widzieli. Jeśli nie wierzysz, spytaj Fabiana. On ci to potwierdzi.
- A właśnie, Fabian też wyjeżdża?
- Tak. Ja, Fabian, Paula i Monika. Jeszcze nie mamy tak źle, bo dziewczyny zostawiają w domu małe dzieci. To by było dopiero ciężkie, co?
- Masz rację... An..
- Tak?
- Idziemy się pieprzyć?
Zachichotał cicho.
- No nie wiem, nie wiem.. Olewałeś mnie cały tydzień, a teraz żądasz, żebym na pierwsze twoje skinienie wyskoczył ze spodni? Jestem pewien że potrafisz mnie uwieść.. - Wstał z kanapy. - Liczę na twoją inwencję... - Zagryzł wargę i poszedł do kuchni. Usłyszałem, jak nawołuje kotkę, żeby dać jej jeść. Mam go uwodzić? Chyba zwariował. Ruszyłem za nim.
Stał oparty o blat, uśmiechając się do mnie szelmowsko.
- Wymyśliłeś coś? - Objąłem go wokół talii.
- Taaak.. - Mruknąłem do jego ucha.
- No i? - Zadrżał, gdy ugryzłem go pieszczotliwie w szyje. Poczułem jak drżą mu kolana. Dobry znak.
- Muszę zostawić po sobie znak, żeby nikt nie próbował mi ciebie odbić. - Wessałem się w skórę na jego szyi, od czasu do czasu ją podgryzając. An głośno wciągał powietrze, co chwila pojękując. Wbił łapczywie palce w moje plecy. - To będzie piękna malinka... - Uśmiechnąłem się sam do siebie. - Chcesz jeszcze jedną?
- Tak.. - Wymruczał, nadstawiając szyję. Drugie znamię było większe i wymagało więcej zachodu, ale Antoine wydawał się być zadowolony.
Prawą ręką zanurkowałem pod jego koszulkę, łaskocząc go pieszczotliwie. An popiskiwał ze śmiechu.
- Błagam cię, przestań. - Przyciągnął mnie bliżej. Trąciłem go nosem.
- Niby czemu? Chcę cię trochę rozerwać przed wyjazdem. - Pocałowałem go bardzo ostrożnie. Antoine miał jednak inne zachcianki. Zacisnął dłonie na moich pośladkach, a jego język prawie znalazł się w moim gardle. Przez chwile obściskiwaliśmy się jak para nastolatków.
- W kuchni? - Szepnął, oddychając głośno.
- Czemu nie? - Złapałem rąbek jego koszulki i podniosłem ją do góry. Materiał rzuciłem na podłogę.
- To szalone! - Mruknął, podczas gdy bawiłem się jego sutkami. - Wiesz ile będzie sprzątania?
- Nie myśl o tym, An. - Ugryzłem jego dolną wargę. - Daj się ponieść... - Położyłem rękę na jego rozporku. Już teraz był niezwykle podniecony. Ucieszyło mnie to niesamowicie.
Jednym ruchem podniosłem go i położyłem na stole. Krzyknął zaskoczony.
- Kretyn z ciebie... - Mówił, podczas gdy zdejmowałem mu spodnie. - Zobaczysz, będzie z tego więcej szkody, niż... aaaa! - Krzyknął, gdy liznąłem jego męskość.
- Coś mówiłeś? - Rzuciłem mu niezobowiązujący uśmiech.
- Chyba nie. - Jego policzki były zaróżowione, a każdy ruch mojej dłoni wprawiał go w drgania. Teraz widziałem jak bardzo tego chciał. Już miałem zacząć go pieścić, gdy nagle przerwał nam dzwonek do drzwi.
- Jasna cholera. - Warknąłem. Antoine zaczął się pośpiesznie ubierać. Chyba coś wiedział.
- Przepraszam. - Mruknął i zniknął w drzwiach. Przez chwile słyszałem jak z kimś rozmawiał. - Dziękuję panu. - Trzaśnięcie drzwi. - Elix, wybacz mi.. Kurier dowiózł mi parę potrzebnych rzeczy... - Tłumaczył się chaotycznie.
- Połóż tę paczkę na stole. - Rozkazałem.
- Co?
- Połóż tę paczkę na stole. - Powtórzyłem, a mój ukochany posłusznie wykonał polecenie. Podszedłem do niego i złapałem za rękę.
- Teraz wypuszczę cię dopiero, gdy będziesz mnie błagał o litość. - Warknąłem.
- Zamierzasz mnie pożreć? - Młody puścił mi oczko.
- Tak. - Rzuciłem go na łóżko.
- A więc rozkoszuj się mną do woli...

Byliśmy już po drugiej rundzie. Antoine skrajnie wyczerpany leżał na mojej klatce piersiowej.
- O mamo... - Wymruczał. - To było coś...
- Rzeczywiście. - Nie mogłem złapać tchu. - Będę tęsknić, wiesz?
- Ja za tobą też.
- Nie znajdziesz sobie lepszego ode mnie?
- Nie. Bo nie ma lepszego od ciebie. - Cmoknął mnie czule. Byłem spokojny o ten wyjazd. Możliwe że wpłynie on pozytywnie na nasz związek.. Kto wie?

Nadszedł czas pożegnania. An wisiał mi na szyi niczym zakochana nastolatka.
- Dzwoń, pisz, czatuj ze mną. - Błagał ze łzami w oczach. - Będę cholernie tęsknił.
- Ja też skarbie.. - Cmoknął mnie w czoło.
- Gołąbeczki! - Paula, jego kumpela z pracy przerwała nam pożegnanie. - Musicie się rozstać. Idziemy do samolotu.
An spojrzał na mnie smutno.
- Kocham cię.. Nie zapominaj.
- Nie ma mowy.
- Więc co? Do zobaczenia?
- Jak najszybciej...
Patrzyłem tylko jak znika w korytarzu prowadzącym do samolotu. Tak zaczęły się najbardziej samotne dwa miesiące mojego życia.  

niedziela, 12 stycznia 2014

Rozdział 17 - Rozkosz

Zainspirowana swoim własnym, ciężkim życiem, oraz paroma filmami dodaję z lekkim opóźnieniem notkę. Miłego czytania? :D
piosenka, przy której tworzyłam notkę (to już uzależnienie) - https://www.youtube.com/watch?v=_XC2mqcMMGQ :D

***

Wieczorem zaczęło mi się kręcić w głowie. I bynajmniej nie było to spowodowane przez mojego ukochanego. Wypiłem duszkiem szklankę wody i usiadłem przy stole. Mika wskoczyła mi na kolana.
-Nie będę się z tobą teraz bawił. - Podrapałem ją za uchem. - Źle się czuję.
Kicia rosła jak na drożdżach, nie przypominała tego małego, zmarzniętego kociaka, którego przygarnąłem. Teraz pełna energii, której nie miała gdzie spożytkować, zaczęła bawić się sznureczkiem od mojej bluzy. A ja z każdą sekundą czułem się coraz gorzej. An był w pracy, więc byłem zdany tylko na siebie...
- Chyba się położę... Mika, idziesz ze mną? - Kicia spojrzała na mnie ciekawskim wzrokiem, a potem wybiegła z kuchni. Chyba nie była zainteresowana propozycją. Dźwignąłem się z krzesła i powlokłem się wprost do sypialni. Nie miałem nawet siły się umyć. Owinąłem się kocem i położyłem, zasypiając parę chwil później.

Antoine
Pierwsze co zauważyłem po wejściu do sypialni to leżący na łóżku Elix, szczelnie owinięty kocem. Przypominał burito. Mika trącała go łapką po uchu, oczekując że mój chłopak wstanie i się nią zaopiekuje.
- Zostaw go, mała. Niech śpi. - Wywaliłem kotkę do salonu i zamknąłem drzwi. Podszedłem do łóżka. I cmoknąłem Elixa w czubek głowy. Był gorący jak piec. - Elix! - Delikatnie nim potrząsnąłem. Lekko otworzył oczy. - Dobrze się czujesz?
- Nie... - Mruknął gardłowo. - Wszystko mnie boli...
- Zaraz ci zmierzę gorączkę.. -Wziąłem z kuchni termometr i na wszelki wypadek wziąłem parę leków. Wróciłem do mojego chłopaka. Wyglądał trochę jak nieprzytomny. - Co cię boli?
- Głowa, kręgosłup, wszystkie mięśnie.. I chce mi się wymiotować... - Nie otwierał oczu.
- Co dzisiaj jadłeś?
- Odgrzałem sobie zupę z wczoraj, a do pracy zrobiłem sobie kanapki z łososiem.
- To nie wiem co jest nie tak... - Sprawdziłem termometr – prawie 39 stopni. - Ubrałeś się ciepło?
- Taa.. - Mruknął.
- Kłamiesz.
- Nie...
- Znamy się nie od dziś, wiem że kłamiesz. Oczywiście nie wziąłeś szalika i czapki jak normalny człowiek, prawda?
- Nie za wiele dziś wychodziłem...
- No i co z tego?! Wystarczy, żebyś się zaziębił. - Otworzyłem lek i rozpuściłem go w wodzie. - Usiądź i pij. - Podetknąłem mu szklankę pod usta. Pił małymi łykami, starając się nie zakrztusić. Co za nieodpowiedzialny kretyn.. Jeszcze teraz będzie chorował..
- Idę do łazienki.. - Odepchnął moją rękę. - Niedobrze mi...
Zamknął się na dobre dziesięć minut. Czekała mnie długa noc..

Nie mogłem spać. Cały czas biegałem wokół Elixa, który chyba miał już dość.
- Błagam cię, połóż się. Ja i tak tylko śpię...
- Muszę jechać do apteki, kupić ci więcej przeciwgorączkowych... Nic ci nie zbiło.. Może umówić cię do lekarza?
- Może nie? To tylko przeziębienie. Prawdziwy facet da sobie radę sam. - Uśmiechnął się nieśmiało, żeby pięć sekund później skończyć w łazience. Westchnąłem i poszedłem do kuchni zrobić mu mięty. Mama zawsze powtarzała że jest dobra na żołądek. Tylko co on ma jeść? Bo jeść musi. - Nic mi nie jest... - Przyszedł do kuchni. Policzki miał czerwone, a skórę prawie przezroczystą. Wyglądał okropnie.
- Siadaj. Zaraz dam ci pić.
- Chyba mogę sam trzymać kubek.. - Próbował się bronić.
- Wyglądasz jak chodzący obraz nędzy i rozpaczy. Mam wrażenie, że ten kubek będzie mógł cię zgnieść
- Pocałowałbym cię, gdyby nie fakt że parę sekund temu rzygałem jak szalony. - Wziął pierwszą łyżeczkę do ust. Mama zawsze tak robiła jak byłem mały. Twierdziła że nie mogę wypić za dużo naraz. - W ogóle że się nie brzydzisz..
- Czego?
- Mnie.
- Niby czemu? Bo jesteś chory? Elix, myślałem że jesteśmy dorosłymi ludźmi i nasz związek nie polega tylko na trzymaniu się za rączkę, gdy jesteśmy zdrowi i piękni. Poza tym ja też już nie raz byłem chory i jakoś nie uważałeś to za obleśne. Kretyn. - Cmoknąłem go w czoło. - A teraz idź i wypoczywaj. Musisz się wykurować.
- Tak, mamo.. - Niechętnie wstał. - Ale chodź ze mną. Nie lubię spać sam. - Złapał moją dłoń.
- Podjadę do apteki, a potem będę z tobą leżał cały dzień..
- Nie. Chodź ze mną TERAZ! - Nalegał. A ja niestety nie umiałem mu odmówić..

Elix

Choroba wyjęła mi trzy dni z życia. Nic, oprócz jedzenia, spania i wymiotowania. Jacoby gdy tylko usłyszał o moim stanie, dostał ataku paniki, ale pozwolił mi zostać w domu. Zapowiedział jednak że „będę to musiał odpracować”. Gnom.
Antoine troszczył się o mnie jak o małe dziecko, co powoli zaczynało mnie denerwować. Ten chłopak posunął się do karmienia i pojenia mnie łyżeczką. Wziął nawet zastępstwa w pracy, żeby tylko przy mnie być. Cieszyłem się że dziś w końcu idzie do roboty.
- Dasz sobie beze mnie radę? - Związywał sobie włosy.
- Na pewno. Czuję się dobrze. - Założyłem mu fartuch. - Poza tym co może pójść nie tak?
- Elix, boję się.. Naprawdę źle wyglądałeś w ciągu ostatnich trzech dni.
- Wiem, ale An... Do jasnej cholery, będę siedział w domu. Dam sobie radę. A teraz idź, bo się spóźnisz. - Objąłem jego twarz dłońmi i delikatnie pocałowałem.
- Obiecujesz, że jak coś się stanie, to zadzwonisz? - Mój chłopak zatrzepotał rzęsami i cmoknął mnie jeszcze raz.
- Obiecuję. Miłego dnia! - Prawie wyrzuciłem go za drzwi. Po jego wyjściu osunąłem się na podłogę. W końcu spokój i cisza...
Zrobiłem sobie herbaty i usiadłem przed telewizorem, żeby obejrzeć wiadomości. Tak jak się spodziewałem, nic się nie zmieniło. Kolejne kłótnie, obrzucanie się błotem, wymyślone problemy psychologiczne, odwracające uwagę od prawdziwych tragedii.. Co za porażka. Szybko zmieniłem kanał na jakiś program przyrodniczy. Mika wskoczyła mi na kolana.
- Patrz, to twoi krewni. - Pokazałem palcem na dwa tygrysy. Mała przyglądała się im zaciekawiona. - Tylko może jedzą trochę więcej niż ty..
- Miau! - Odwróciła się w moją stronę.
- No niestety.. Rodziny się nie wybiera. Chociaż ty masz takie ładne tygrysie prążki na pyszczku. - Pogłaskałem ją. Jestem kompletnym debilem. A przynajmniej się tak zachowuję. Chociaż wydaje mi się że rozmowa ze zwierzętami wpływa jakoś korzystnie na człowieka i jego kondycję psychiczną. Ta... tak samo jak posiadanie wymyślonych przyjaciół. A propos przyjaciół... Dawno nie sprawdzałem Facebooka. Ciekawe czy coś się dzieje i czy ktoś o mnie pamięta. Dostałem parę wiadomości od Lykka, który podesłał mi parę śmiesznych linków na youtube, Daniela i od Mai, która życzyła mi szybkiego powrotu do zdrowia. Odhaczyłem wszystkie zaczepki, dodałem Kajetana do znajomych i wyłączyłem komputer. Co powinienem zrobić? Mam aż tydzień wolnego (tak, Antoine zabrał mnie do lekarza) i kompletnie nie wiem czym się zająć. Może przeczytam jakąś książkę? Albo porysuję jak za dawnych lat? Niee, już dawno tego nie robiłem, moja wyobraźnia nie działa już tak dobrze.
Pokręciłem się chwile bez konkretnego celu i ponownie odpaliłem laptopa mojego chłopaka. Wszedłem w folder „anime” i przeglądałem poszczególne tytuły. W końcu natknąłem się na egzotyczną nazwę „yaoi”. Kierowany ciekawością (a może raczej głupotą) zajrzałem do środka. Wybrałem pierwszy, lepszy film. Zamarłem.
Na ekranie pojawiła się para gejów uprawiająca dość... dziki i perwersyjny seks. Chłopak wyglądający jak typowy bandzior niemalże gwałcił młodego i dość uroczego chłopca popiskującego jak świnka morska przy każdym ruchu kochanka. Wyłączyłem to jak najszybciej, żeby sprawdzić następne anime. Sytuacja się powtórzyła, tylko tutaj seks nie był na samym początku. Czyżby mojego chłopaka kręciło sado-maso? Na samą myśl robiło mi się dziwnie – nie to, że o tym nie słyszałem, czy coś, ale taki rodzaj sprawiania sobie przyjemności jest mi obcy i dość abstrakcyjny. Poza tym kojarzy mi się z osobami nie do końca normalnymi. Czy Antoine jest nienormalny? Obiektywnie patrząc, to najnormalniejszy facet świata.
Odłożyłem jego laptopa na miejsce, mając okropne wyrzuty sumienia. Grzebałem mu w rzeczach i znalazłem TO. Jeśli się przyznam będzie na mnie wściekły. Kto by nie był? To chyba taki folder z pornosami.. Chwila, chwila.. Folder z pornosami? Czyli mój chłopak do tego.. Nie, nie, nie! Elix, nie wolno ci o tym myśleć! Może ogląda to ze względu na fabułę? Zastanowiłem się chwilę nad swoimi słowami.
- Ja to kurwa rzeczywiście jestem pajacem. Oglądać pornosy ze względu na fabułę! Żem wymyślił!
Nic mu nie powiem i udam że nic się nie stało. Tak, to będzie najlepsze rozwiązanie! Obaj będziemy żyli w idealnej harmonii jak przedtem i wszystko będzie w porządku! Nawet mu jutro rano zrobię śniadanie.. Lubi jak mu robię racuchy (które są jednym z niewielu „potraw”, które umiem zrobić). Chyba że podszkolę się w jakimś programie kulinarnym i zrobię coś innego... Szybko włączyłem telewizor.

- Co tak pachnie? - Antoine wszedł do kuchni kompletnie nieogarnięty. Miał potargane włosy, a na policzku odcisnął się mu jakiś guzik. - Racuchy! Elix, zrobiłeś mi racuchy na śniadanie!
- Tylko tak mogę się odwdzięczyć za opiekę. - Uśmiechnąłem się do niego. - Kawy?
Energicznie pokiwał głową. Cieszył się jak małe dziecko.
- Nie to, żebym nie lubił gotować, ale to takie miłe.. Szczególnie od człowieka, który z kuchnią ma niewiele wspólnego!
- Chcesz je same, czy wyjąć ci jakiś dżem czy miód?
- A są z jabłkami?
- Tak.
- To daj mi tylko cukier puder. - Postawiłem przed nim kubek i talerz z plackami. Ochoczo zabrał się do jedzenia. - Są takie pyszne! Jakim cudem człowiek, który potrafi przypalić tosty, może zrobić coś tak niewiarygodnie dobrego?
- Nawet ja mam swoje sekrety. - Puściłem mu oczko i usiadłem przy stole, popijając miętę. Wolałem nie drażnić żołądka.
- Matko, wczoraj w pracy wszyscy mieliśmy jakieś zaćmienie umysłowe. Jedna kelnerka trzy razy pomyliła zamówienia i zrobiliśmy 6 porcji dania, którego nawet nikt nie zamawiał. Nam było wesoło, bo mieliśmy co jeść, ale szef jak się o tym dowiedział, to myślałem że zabije tę dziewczynę.
- Jak to się skończyło?
- Każdy kombinował tak, żeby wyszło na niego i szef był tak skręcony, że nie wiedział kogo ukarać. Więc jej się upiekło. Potem nam dziękowała i tłumaczyła że zachowywała się tak, bo jej dziecko było chore i się martwiła. Wiedziałem jak się czuła. - Westchnął. - A ty co wczoraj robiłeś?
- Eeeeeeeeee... No cóż... Tak właściwie to nic takiego... Trochę poczytałem, trochę pooglądałem...
- Co oglądałeś?
- Hm.. No ten, no wiesz... Program na National Geographic. O tygrysach! Mika oglądała razem ze mną! - An kiwnął głową z uznaniem.
- Ja na tych programach zawsze usypiam. Nigdy nie mogę trafić na jakiś dobry. Nasza mała królewna pewnie była zachwycona...
- Niby czym? - Spytałem idiotycznie.
- Tygrysami? Oglądałeś w ogóle ten program? - Spojrzał się na mnie podejrzliwie.
- No oczywiście!
Antoine uśmiechnął się półgębkiem.
- Ty robiłeś śniadanie, to ja pozmywam. A ty idź i leź. Jeszcze do końca nie wyzdrowiałeś. - Zebrał talerze i kubki ze stołu.
- Dobra, to pójdę coś obejrzeć w tv. Jak skończysz, to przyjdź do mnie.
- Jasne. Ale skoro masz łazić po domu to się chociaż cieplej ubierz.
- Tak, mamo. - Pokazałem mu język. Antoine zmrużył oczy i niewiarygodnie szybko złapał mnie w pasie. Przycisnął mnie do ściany, tak że nie mogłem się poruszyć.
- Jeszcze raz to zrobisz... - Zamruczał.
- To co? - Przekornie zrobiłem to jeszcze raz.
- Zostaniesz ukarany. - Zmysłowo polizał mój język. Zarzuciłem mu ręce na kark, a prawą nogą objąłem jego biodro, jeszcze bardziej zmniejszając dystans między nami. Całowaliśmy się namiętnie. Dłonie Ana niecierpliwie błądziły pod moją koszulką.
- Mnie się podoba. Mogę być karany częściej? - Zapytałem, podgryzając wargę ukochanego.
- Zastanowię się. - Uśmiechnął się seksownie, dając mi przelotnego całusa. - Idź się ubrać, bo jesteś zimny jak lód.

- Elix! Używałeś mojego laptopa? - Zamarłem na te słowa. Czyżbym czegoś nie wyłączył? Lepiej udam że nie słyszałem pytania. - Ziemia do mojego chłopaka! - Cmoknął mnie w głowę. - Używałeś mojego laptopa?
- Eeeee.. no... ten.. no... a co? Coś się stało? Nie wyłączyłeś czegoś?
- Używałeś czy nie?
- Ale...
- ELIX! Odpowiedz mi! - Zażądał.
- Używałem. Wszedłem sobie na facebooka, pocztę itp.
- To dobrze, bo myślałem że mi się bateria zepsuła. Swoją drogą szkoda że nie podłączyłeś mi go do ładowania.
- Prz... Prze... Przepraszam. - Wydukałem.
- A tobie co?
- Nic.
- Co zrobiłeś? - Przejrzał mnie na wylot. Czemu nie umiem kłamać?
- Antoine, to nic takiego..
- To mi powiedz.
- Nie.. Będziesz się śmiał... - Odwróciłem się i poszedłem do kuchni. Mój chłopak zrobił to samo.
- Nie będę. No już, powiedz mi..
- No bo.. Ja przypadkiem.. W ogóle tego nie chciałem! Ale nie miałem co robić.
- Do rzeczy..
- An, ja cię przepraszam. Naprawdę bardzo cię przepraszam! Ale.. chciałem coś pooglądać i wszedłem na ten twój folder z anime. I tam znalazłem jakieś yaoi i obejrzałem parę. I ten, ja nie wiedziałem, że ty lubisz takie rzeczy... - Miotałem się. - I ten no, jeśli cię to kręci czy coś...
Antoine stał, próbując ukryć śmiech. Zagryzł dolną wargę, ale w jego oczach było widać prześmiewczy błysk. W końcu nie wytrzymał i zaczął śmiać się tak intensywnie, że musiał aż przykucnąć. Widziałem jak z jego oczu kapią łzy i nie miałem pojęcia z czego ma taką radochę. To nie było zabawne.
- Ty to masz pecha.. - Łykał gwałtownie powietrze. - Pierwsze anime w życiu to yaoi... - Zgiął się ze śmiechu. - Biedaczysko! - Przytulił mnie i cmoknął w policzek. - Chociaż ci się podobało?
- Niekoniecznie. - Czułem że się czerwienię. - Jak sobie uświadomię, że kręcą cię takie brutalne klimaty, to aż mi słabo.
- Kręcą mnie takie brutalne klimaty? - Zamyślił się. - A fakt, ty jeszcze nie próbowałeś. To nie jest aż tak straszne, jak się wydaje. Jak chcesz możemy spróbować. - Ugryzł mnie w ucho.
- Ale teraz?! - Przestraszyłem się.
- Skąd. Musisz wydobrzeć. Teraz byś się tylko przemęczył. To jak?
- Pomyślę, dobrze? - Twarz piekła mnie ze wstydu.
- Dobrze. - Cmoknął mnie w nos.

Przez parę dni chodziłem jak przyćpany. Nie wiem czy była to zasługa leków, które dostałem, czy propozycji mojego chłopaka. Do tej pory kojarzyło mi się to z jakimiś dewiantami. A tu mój własny chłopak.. Postanowiłem poradzić się przyjaciela.
- Czego ty się boisz? Chyba cię nie zwiąże łańcuchami i nie zacznie nacinać ci skóry ani nie zaknebluje cię sztucznym penisem, który sprawi że się udławisz. - Prawie zemdlałem na te słowa.
- Lykke, nie strasz mnie. To poważna sprawa.
- Śmieję się tylko. Nie masz się czego bać. Przecież Antoine to mądry chłopak i nie chce cię skrzywdzić. Gadaj z nim, a nie ze mną.
- Ale ty na pewno masz to za sobą.
- Mam. I jak widzisz żyję dalej. Jeśli ci się nie spodoba, to po prostu nigdy więcej tego nie zrobicie.
- Może masz rację...
- Zaufaj swojemu przyjacielowi, który jest doświadczony w tych sprawach. - Zaśmiał się. - Swoją drogą, nie czujesz zażenowania, opowiadając mi o swoim życiu seksualnym?
- Znam każdy szczegół twojego, więc jakoś nie robi mi to różnicy. - Lykke i ja nie mieliśmy przed sobą tajemnic. Zwłaszcza w sprawach partnerów. - Poza tym jesteś moim zastępczym bratem. Muszę się komuś zwierzać.
- Więc słuchaj braciszka – wracaj do domu, powiedz mu że chcesz spróbować i baw się dobrze. Tylko otwórz umysł na nowe doświadczenia. Nie będzie tak źle, obiecuję!

Kanapa powoli robiła się za ciasna. Siedziałem mojemu chłopakowi na kolanach, obściskując się z nim niczym para nastolatków. Pieszczotliwie całował moją szyję, a ja w odpowiedzi ocierałem się o jego krocze, wdychając głośno.
- Antoine..
- Hmm?
- Chcę spróbować.
- Jesteś pewny? - Wymruczał mi wprost do ucha.
- Tak.
Złapał mnie w pasie i bez problemu uniósł do góry. To była nowość – do tej pory to ja byłem tym stanowczym i silniejszym. An przez całą drogę do sypialni nie przestawał mnie całować. W końcu postawił mnie na ziemi.
- Antoine, tylko... - Nie skończyłem mówić, gdyż popchnął mnie brutalnie na łóżko.
- Cicho bądź. - Powiedział tonem, który nie znosił sprzeciwów. Następnie podszedł do szafy i wyjął z niej krawat. Po co mu to?
Usiadł na mnie i powoli rozpinał koszulę. Robił to bardzo wolno, budował napięcie z każdym ruchem. Cały czas patrzył mi głęboko w oczy.
- Pozbędę się jej. - Uśmiechnął się lubieżnie, zdejmując ze mnie koszulkę. Gdy spróbowałem zrobić to samo z jego koszulą, powstrzymał mnie. - O nie, nie, nie. Ona dzisiaj będzie tylko rozpięta.
- Dla.. - Chciałem zapytać, ale mi nie pozwolił.
- Dzisiaj masz być cicho, wiesz? Jeśli nie, będę zmuszony cię ukarać. - Przejechał językiem po mojej szyi. Głośno wciągnąłem powietrze. Antoine złapał moje dłonie i wykręcił je do góry. Jedną ręką sięgnął po krawat, który okręcił mi wokół nadgarstków, a następnie przywiązał do poręczy łóżka. Zaczynało robić się ciekawie.
Jego usta łapczywie wbiły się w moje ciało. Delikatnie lizał i pieścił moją skórę. Musiałem powstrzymać jęki, cisnące mi się na usta. Cholera, cholera, cholera.
- Jeśli coś będzie nie tak, to krzycz. - Upomniał mnie. - Ale chyba na razie ci się podoba. - Jego dłoń zatrzymała się na moim rozporku. Pogłaskał wybrzuszenie, a ja zagryzłem wargę. To było przyjemne. Nawet bardzo.
Rozpiął guzik od moich spodni i pozbył się ich w jednej sekundzie. Polizał moją męskość przez materiał bielizny. Odchyliłem głowę, próbując być absolutnie cicho. Ciekawe o jakiej karze mówił An. Świadomość podpowiadała żeby lepiej nie wywoływać wilka z lasu.
- Pamiętaj skarbie – masz być cicho. - Zamruczał mi wprost do ucha. Nagle zostałem bez bielizny. Poczułem ciepły i wilgotny dotyk ust na penisie. Zacisnąłem mocno pięści.
Antoine niezbyt często pieścił mnie oralnie, ale gdy to robił nie byłem w stanie się kontrolować. Był w tym mistrzem. Koniuszkiem języka przejechał po całej długości. Bawił się ze mną. Sprawdzał jak długo będę w stanie to wytrzymać. Possał przekornie główkę.
- Jesteś twardy. - Zaśmiał się. - Nie myślałem że tyle wytrzymasz... - Przestał się mną bawić i wyciągnął pasek ze spodni. Położył go tuż obok, a następnie pozbył się dolnej partii ciuchów. Miał na sobie jedynie białą, seksownie zwisającą z ramion koszulę.
Pocałował mnie przelotnie, żeby sekundę później ugryźć mnie w ucho. W tym samym momencie uszczypnął i pociągnął mnie za sutek. Ból zmieszał się z przyjemnością. Niekontrolowanie syknięcie wyrwało mi się z ust.
- Boli? - An przyssał się do torturowanego sutka. Pobudzone nerwy jeszcze intensywniej odczuwały pieszczotę. Obawiałem się, że niedługo stracę nad sobą panowanie. - To dobrze. Ale jeszcze trzeba cię trochę rozgrzać. - Przez następne kilka chwil naprzemiennie gryzł mnie i pieścił. Skrajne odczucia doprowadzały mnie do szaleństwa – chciało mi się płakać i krzyczeć jednocześnie.
- Teraz w ciebie wejdę. - Zakomunikował. - I nie mam zamiaru się ograniczać. - Uniósł moje biodra do góry. Chce we mnie wejść bez przygotowania?! Chciałem krzyknąć, ale An zakrył mi usta dłonią. - Zaufaj mi.
Pierwszy ruch prawie rozerwał mnie na strzępy. Krzyknąłem, mając gdzieś zastrzeżenia mojego chłopaka. Zrozumiałem odczucia chłopca z anime. Mnie również chciało się płakać. Bolało, to tak cholernie bolało! Dodatkowo An poruszał się bardzo agresywnie i szybko, jakby się z kimś ścigał. Wyglądało, jakby sprawiało mu to niebywałą przyjemność. Ustawił się pod innym kątem. I wtedy wszystko się zmieniło. Jego dzikie ruchy przestały mnie boleć – nareszcie i ja zacząłem odczuwać rozkosz. Antoine uśmiechnął się do mnie.
- Widzisz? Nie jest tak źle. Jednak... - Zatrzymał się. - ...zignorowałeś moje polecenie i zacząłeś krzyczeć. Czas na karę.
Przerzucił mnie na brzuch. Ręce wygięły mi się pod nienaturalnym kątem, co sprawiało trochę bólu. Kątem oka zobaczyłem jak sięga po pasek. Nie mówcie, że...
Uderzenie nie było mocne, ale kompletnie mnie zaskoczyło. Sekundę później nadeszło następne. Czułem jak pulsuje mi skóra.
- Spraw, żebym nie musiał tego robić ponownie. - Wyszeptał. Potulnie pokiwałem głową.
Mój chłopak dźwignął mnie na kolana i rozwiązał krawat. Z wdzięcznością rozmasowałem lekko zdrętwiałe dłonie.
- Oprzyj się o poręcz łóżka. - Rozkazał. Pośpiesznie wykonałem polecenie. Objął mnie od tyłu, przejeżdżając dłońmi po mojej klatce piersiowej. Następnie lewą dłonią odchylił mi głowę prosto na swój bark. - Powiedz mi Elix, co ja mam z tobą zrobić?
- Weź mnie. - Wydyszałem. - Proszę...
Wszedł we mnie po raz drugi. Tym razem był o wiele delikatniejszy, choć nadal szybki. Prawą ręką pieścił mojego penisa. Tym razem nie bałem się wydawać dźwięków rozkoszy. Uwolniłem wszystkie ukrywane emocje.
- Zrób to sam. - Głos mojego chłopaka był cichy, ale bardzo donośny. Nakierował moją prawą dłoń na penisa. - Chcę widzieć jak pieścisz się sam.
Zrobiłem to, pomimo wewnętrznych oporów. Czułem się znowu jak nastolatek, który dopiero co rozpoczął życie seksualne.
- Nie bądź aż taki cichy skarbie. Lubię cię słyszeć. - An stymulował moje sutki. To było trochę dziwne, ale i niesamowicie podniecające.
- Antoine.. Pragnę cię.. - Wyjęczałem. Usłyszałem cichy śmiech.
- Ja ciebie też, kochanie. - Całował mój kark. - A teraz przestań się powstrzymywać.
Orgazm przyszedł zupełnie niespodziewanie. Zaskoczony jego intensywnością, krzyknąłem głośno i osunąłem się na ścianę. Antoine dołączył do mnie po kilku chwilach. Dyszałem z wycieńczenia.
- Nie było tak źle, prawda? - Mój ukochany delikatnie ugryzł mnie w szyję.
- Nie, nie było..


Dopiero rano odczułem konsekwencje naszej nocy. Początkowo nie mogłem się ruszyć. A gdy już zmusiłem się do chodzenia, łaziłem jak robo-kaczorek. Pośladki piekły mnie jak cholera. Doczłapałem się do kuchni, gdzie Antoine przygotowywał śniadanie. Słuchał głośno muzyki. Chyba Vampire Weekend. Gdy mnie zobaczył, uśmiechnął się szeroko.
- His Honor drove southward seeking exotica, down to the Pueblo huts of New Mexico! - Przywitał mnie śpiewem i przelotnym całusem. - Widzę że ktoś tu ma problemy z chodzeniem.
- Spierdalaj. - Mruknąłem opryskliwie.
- A wyobraź sobie co by było, jakbym się nad tobą nie zlitował i zrobił ci prawdziwe sado-maso? - Zaśmiał się.
- To takie prawdziwe boli jeszcze bardziej? - Zapytałem rozczarowany.
- Ja leczyłem się prawie 3 dni. - Uśmiechnął się. - Chcesz kawy? Herbaty? Wazeliny?
- Idź ty mendo! Idę wziąć prysznic.
- Chciałbyś to powtórzyć? Podobało ci się?
- Goń się! - Pokazałem mu środkowy palec.
- Poczekam aż sobie to wszystko przetrawisz i spróbujemy jeszcze raz, co?
- Po moim trupie! Jeśli już to ty będziesz na dole! - Krzyknąłem z łazienki.
- Dobra, tylko sądzę że powinieneś obejrzeć trochę pornosków, żeby wiedzieć co i jak. - Wetknął głowę do łazienki.
- Wynocha! - Dostał ręcznikiem w głowę. Zastanawiam się jakim cudem my jesteśmy razem. To chyba musi być prawdziwa miłość. 

niedziela, 5 stycznia 2014

Rozdział 16 - Radość

Nie aż tak długa, ale mieszcząca się w mojej normie! Miłego czytania!

***

Po świętach mój chłopak rozpieszczał mnie jak nigdy dotąd. Powód? Jako prezent wręczyłem mu dwa bilety na samolot do Barcelony wraz z zabukowanym terminem na tygodniowy pobyt w hotelu. Skoro w tym roku będzie już jakoś pięć lat, odkąd jesteśmy razem... Czemu nie uczcić tego w wyjątkowy sposób? A że moje blond-słodkości zawsze chciały pojechać do Hiszpanii.. Kochający Elix zrobił co w jego mocy. Choć wymagało to wiele zachodu. Zwłaszcza dostosowanie mu urlopu na te parę dni. Ale opłacało się. Antoine był szczęśliwy jak jeszcze nigdy w życiu. Robiło mi się ciepło na sercu, gdy tylko pomyślałem o jego uśmiechu.
Ale święta minęły, sylwester również i obaj musieliśmy wrócić do szarej rzeczywistości, na którą składała się w większości praca. Jednak dziś udało mi się wymknąć wcześniej i zajechałem na trening kick-boxingu. Nie było mnie tu już parę tygodni, co niestety dało się zauważyć po mojej kondycji.
- Stary, całe szczęście że wróciłeś! - Adrian, mój kumpel, chyba strasznie ucieszył się na mój widok. - Myśleliśmy że umarłeś. Co się stało że tak długo cię nie było?
- Mam straszny zapieprz w pracy. - Worek treningowy podskakiwał jak szalony.
- Ta, zapieprz w pracy. Pewnie znalazł sobie dziewczynę. - Była nas trójka – ja, Adrian i Daniel. Daniel odkąd pamiętam chciał mi znaleźć partnerkę. Tak, nie przyznałem się im że jestem gejem. Zbytnio się bałem. -Elix, pochwal się nam w końcu. Musisz spędzać czas z ukochaną, prawda?
-Dlaczego go tak o to wypytujesz? - Do sali wszedł jakiś chłopak. Na oko był tuż przed trzydziestką, średniego wzrostu, jasny blondyn. Spojrzał się na mnie podejrzliwie. - Ty jesteś Elix, prawda? Jestem Kajetan. - Wyciągnął do mnie rękę. Przywitałem się z nim.
- Siemasz!
- Chłopaki trochę mi o tobie opowiadali...
- Taaak? - Spojrzałem się na kumpli z dziwnym uśmiechem. - Zawsze sądziłem że się we mnie podkochują..
- Nie pochlebiaj sobie, księżniczko! Jesteś zbyt leniwy, żebym się w tobie zakochał! - Adrian zaśmiał się głośno.
- Pewnie po nocach śnisz o kimś takim jak ja!
- Nie zdziwiłbym się. Zawsze mi wyglądał na geja... - Daniel dostał w głowę rękawicą, a ja trochę się zaniepokoiłem. Powinienem im powiedzieć. Ale czy wtedy nie byłoby tak jak w ostatniej klasie liceum, gdy ktoś odkrył że wolę facetów? Gdyby nie Lykke i pomoc pewniej dziewczyny w zatuszowaniu tego faktu, skończyłbym z głową w muszli klozetowej. Nie chciałem tego powtarzać. Ale... przecież oni są dorośli... Co nie znaczy że nie mogą się tak zachować.. Wiem co się dzieje na świecie, jak bardzo ludzie nienawidzą gejów. Widziałem wszelkie manifestacje, petycje proponujące 'usunięcie tego wynaturzenia ze świata”. Więc bezpieczniej będzie się nie przyznawać. Chociaż z drugiej strony... czy mam się ukrywać przez całe życie? Nie! Ale.. cholera nie powiem im. Jeszcze jest tu ten nowy... Ja pierdole, problemy dorosłych...
- Księżniczko, co ty na to? - Głos Adriana przywołał mnie do porządku.
- Na co?
- Żeby po treningu pójść we czwórkę na piwo. Powinniście się z młodym lepiej poznać, pasuje do naszej dziwnej trójki.
- Dobra, nie ma problemu. Tylko dajcie mi na początku spalić trochę kalorii po świętach, bo czuję że przytyłem.
- To dawaj na małą rozgrzewkę. - Daniel wykonał kilka ciosów w powietrze. - Dam ci popalić!

- Pracujesz u Jacobiego?! - Kajetan spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
- Tymczasowo. Projektowałem jego dom, a on zechciał żebym był przy budowie przez cały czas. Nie wiem po co, ale dobrze mi za to płaci. A czemu pytasz?
- Bo pracuję w jego firmie!
- Serio? Ej, czym on się tak naprawdę zajmuje?
- Nie wiesz? Ma wydawnictwo, całkiem znane. Teraz prócz zwykłych książek, wydaje też komiksy i mangi. Pracuję jako edytor w mangach.
- To całkiem nieźle. Nie masz czasami wrażenia, że... - Nie mogłem znaleźć ładnego synonimu.
- Świr i czub? - Dokończył z uśmiechem. - Tak, to psychol.
- Wyobraź sobie że był czas, kiedy chciał zostać nauczycielem.
- No co ty gadasz?! Biedne dzieciaki...
- Patrz, jaka przyjaźń! - Daniel klepnął mnie w ramię. W knajpie było całkiem sporo osób. Głównie młodych facetów, którzy tak jak my postanowili zrobić sobie męski wieczór. - Dobrze że w końcu do nas wróciłeś, wiesz? Jeszcze z miesiąc siedzenia w domu, a zrobiłaby się z ciebie baryłka!
- Przesadzasz! Dalej jestem szczuplutki!
- Ale mięśni już nie masz takich jak parę lat temu..
- Ty też nie masz... To dlatego że się starzejemy..
Młoda kelnerka przyszła do naszego stolika i postawiła przede mną kolejne piwo. Spojrzałem na nią zdezorientowany.
- Nie zamawiałem kolejnego...
- To na koszt firmy. - Uśmiechnęła się zalotnie i odeszła, kręcąc biodrami. Kumple spojrzeli na mnie z podziwem.
- Stary, jak ty to robisz? - Kajetan nie mógł wyjść z podziwu.
- Ja? Nic. - Wzruszyłem obojętnie ramionami.
- Nie wytrzymam! - Adrian walnął pięścią w stół. - Muszę cię o coś zapytać!
- Hm?
- Już od dawna chciałem cię o to zapytać.. Ty jesteś gejem, prawda?
Wszystkie czynności życiowe w organizmie na chwilę mi zamarły. Jezu, co ja mam powiedzieć? CO JA MAM POWIEDZIEĆ?! Kurwa. Ja pierdole.
- Tak... Jestem gejem. - Przy naszym stoliku przez chwilę było cicho. Wszyscy trzej przyglądali mi się w skupieniu. Nowy był szczerze zaskoczony. Adrian i Daniel... niekoniecznie?
- Czemu się nie przyznawałeś? Myślałem że jesteśmy kumplami!
- Wiecie.. W tych czasach nie jest to coś, czym chwalisz się każdemu... Wiecie jak reagują ludzie...
- Ale chyba nie sądzisz że któryś z nas jest jakimś pierdolonym pomyleńcem, który napierdoli cię w ciemnym zakątku bo wolisz facetów? - Daniel przewrócił oczami. - Nowy, masz ochotę mu obić mordę?
- Skąd! - Kajetan bardzo oburzył się na te słowa. - Nie przeszkadza mi to, chociaż... Nie będziesz mnie podrywał, prawda?
- Nie jesteś w moim typie. - Pokręciłem głową. - W ogóle jak się domyśliłeś?
- Nie domyśliłem. Moja siostra pracuje w tej restauracji w centrum, pewnie ją kojarzysz. Jeden z lokali, na które mnie nie stać. No i ma tam podobno bardzo zdolnego chłopaka imieniem Antoine. No i zawsze mi o tym opowiada – że taki słodki, śliczny, uroczy itepe, itede. I raz wspomniała że owy Antoine ma chłopaka o dziwnym imieniu Elix. Ilu znasz facetów o tym imieniu?
- No cóż.. Wiedziałem że nie będę się mógł wiecznie ukrywać...
- Pamiętaj, że nam to nie przeszkadza. Ani trochę! - Adrian uśmiechnął się do mnie, stukając swoją szklanką z piwem o moją. Czego ja się bałem? Przecież to...
- CO?! Któryś z nich to jebany pedał!? - Paru gości spojrzało w naszą stronę. - Ja pierdole, pedalstwo robi się kurwa zaraźliwe, czy co?
Spuściłem wzrok. Nie. Nigdy nie będzie dobrze.
- Przepraszam, chłopaki. - Wymamrotałem.
- Który z was czepia się naszej miłości?! - Daniel spojrzał na stolik, z którego dobiegały obelgi. Następnie odwrócił się w stronę Adriana i go pocałował. Adrian w odpowiedzi zarzucił mu ręce na kark i przyciągnął do siebie. Patrzyłem na nich jak osłupiały. O cholera! Co oni robią?! Przecież... - Nikt nas nie powstrzyma, wiec darujcie sobie te dziecinne gadki! Spierdalajcie! - Przyjaciel pokazał im środkowy palec. Przez chwilę panowała tu grobowa cisza.
- Idziemy stąd. Nie będę patrzył na te patologie! - Głośna gromada wyszła, rzucając nam nienawistne spojrzenia. Nagle nie umiałem powstrzymać chichotu.
- Jeśli któryś z was powie mojej narzeczonej, to zginie! - Zagroził nam Adrian.
- Całkiem nieźle całujesz. - Daniel wysłał mu powietrznego buziaka. - Ej, tak właściwie to nie ma różnicy, czy całujesz faceta, czy babkę.
- Z seksem jest to samo? - Kajetan przyjrzał mi się uważnie.
- Nie mam porównania.
- Nie robiłeś tego z kobietą?
- No nie. Od początku tylko faceci...
- I jak to wygląda? - Pytanie mnie rozwaliło.
- Na trzeźwo na pewno ci na nie nie odpowiem!

Zanim zorientowałem się że nie wrócę po alkoholu samochodem do domu minęły dobre cztery piwa.
- Muszę zadzwonić po mojego chłopaka... - Wyjąłem telefon.
- Oooo, poznamy go w końcu! - Koledzy, całkiem nieźle podchmieleni, strasznie się ucieszyli.
- Cicho bądźcie wy... Antoine! Hej! Śpisz już?
- Nie, nie śpię. Co jest? - Głos miał jakiś niemrawy.
- Słuchaj, czy dałbyś radę wsiąść w taksówkę i przyjechać do mnie, bo nie wrócę samochodem po piwie?
- Pewnie dałbym. Gdzie jesteś?
Dałem mu namiary i rozłączyłem się. Był jakiś nieswój. Ciekawe czy coś się stało...
- Przyjedzie? - Nadal nie dawali mi spokoju.
- Powiedział że tak. Tylko był jakiś niemrawy...
- Wściekł się że nie powiedziałeś mu gdzie idziesz.
Olśniło mnie. To było możliwe. Cholera jasna. Zawsze go ochrzaniałem, jak wychodził gdzieś i nic mi nie mówił, a sam zrobiłem dokładnie to samo. Będę go musiał przeprosić.

- Nie mogę uwierzyć, że zaraz go poznam! - Adrian cieszył się jak małe dziecko. Nie wiem nawet czemu.
- To ten wysoki blondyn? - Spojrzałem w stronę, którą pokazywał Daniel. Antoine stał nonszalancko oparty o samochód, w czarnej, skórzanej kurtce i prostych dżinsach. - Uaa, sam bym na niego poleciał...
- Cześć.. - Mój chłopak chyba nas usłyszał, bo uśmiechnął się półgębkiem.
- Cześć, to moi koledzy z kick-boxingu. - Przedstawiłem ich sobie. - A to jest mój chłopak, Antoine.
Przez chwilę chłopaki pogadali o wszystkim i o niczym, a następnie każdy z nas poszedł w swoją stronę. Wsiedliśmy do samochodu.
- Mógłbyś zadzwonić, wiesz? - Powiedział po paru sekundach ciszy.
- Wiem, przepraszam cię! Ale to tak nagle wyszło, wiesz.. Zaproponowali jedno piwo, a skończyło się.. Tak jak się skończyło..
- Powiedziałeś im o nas? Jestem szczerze zaskoczony. Jesteśmy razem od czterech lat, a zawsze jak wpadaliśmy na twoich znajomych, nie tłumaczyłeś im kim dla ciebie jestem. - Rzeczywistość boleśnie mnie uderzyła. Faktycznie. Przez cały ten czas według innych Antoine był tylko moim kumplem. Przynajmniej starałem się żeby tak myśleli. - Ale to nieistotne. - Zaśmiał się do siebie i włączył radio. Nie odezwałem się do niego przez całą drogę.

- Przepraszam cię. - Objąłem go od tyłu, gdy stał przy kuchni. - Przepraszam cię, Antoine. Jestem takim kretynem.
- Za co mnie przepraszasz?
- Za to że nikomu o nas nie mówiłem. Że wszyscy myślą że jesteśmy tylko znajomymi. Nie powinienem tego robić, ale... ja tak bardzo boję się cudzej opinii, że ten strach przed tym, że ktoś może mnie z tego powodu prześladować był paraliżujący.
- Nic się nie stało. To normalne, że człowiek się boi, ale... Było mi trochę smutno, myślałem że się mnie wstydzisz, albo coś. - Odwrócił się w moją stronę i westchnął. Wydawał się niesamowicie smutny.
- Od dzisiaj koniec z tym. - Oparłem swoje czoło o jego. Spojrzał na mnie zaintrygowany. - Koniec ze strachem. Mam gdzieś co powiedzą ludzie, liczysz się tylko ty. A żeby pochwalić się naszym szczęśliwym związkiem... Ustawię sobie zmianę statusu na Facebooku. I oznaczę tam ciebie.
An przez chwile przyglądał mi się w milczeniu. A potem wybuchnął takim śmiechem, że aż trochę mnie opluł.
- Serio? Portal społecznościowy ma ci w tym pomóc? - Zapytał, w przerwie pomiędzy salwami śmiechu.
- No, a nie? - Oburzyłem się. - Mam tam znajomych ze szkoły, z pracy, szefa, ludzi z mojego miasteczka.. Nie wszystkich ich spotkamy. A chcę, żeby wszyscy wiedzieli! - Cmoknąłem go w nos. Uśmiechnął się w odpowiedzi.
- Skoro tak... To nie będę stał ci na drodze.

W środku nocy obudziło mnie głuche walnięcie. Nie do końca rozbudzony otworzyłem oczy. Ku najwyższemu zdziwieniu w łóżku leżałem tylko ja i Mika.
- An, gdzie jesteś?
- Na podłodze.
- Co ty do cholery tam robisz?
- Kot mnie zwalił.
- Coo?
- Rozpychała się, rozpychała, aż w końcu spadłem. - Wstał.
- To weź ją wywal. Ma swoje posłanie.
- Ale wygląda tak słodko jak śpi... - Wygiął usta w podkówkę. - Wtulę się w ciebie, to się zmieścimy.
- Chyba śnisz.
- Nie, ale zaraz będę.. - Władował się za mnie, delikatnie przesuwając kota. Mika nawet się nie poruszyła. - I co, jest tak źle?
- Będzie źle jak zaśniesz. Wiercisz się jak cholera.
- Odwrócisz się do mnie?
- Nie.
- A mogę cię przytulić?
- Nie.
- Ech. - Westchnął, obejmując mnie w pasie. Przylgnął do mnie, wtulając nos w mój kark. Chcąc, nie chcąc, ścisnąłem jego dłoń. Poczułem cmoknięcie. - A tak się przed tym broniłeś... - Chwilę później zasnął. Jego cichy, miarowy oddech w jakiś sposób mnie uspokajał. Zabawne, jest jedyną osobą, przy której się relaksuje i wyciszam, ale również i jedynym przy którym tracę kontrolę. Przy nim posmakowałem wszystkich znanych człowiekowi emocji – byłem przy nim zazdrosny, niespokojny, nienawidziłem go i pożądałem, byłem zakochany i zdesperowany brakiem jego osoby. Byłem przy nim szczęśliwy i nieszczęśliwy. Do wyboru, do koloru. A teraz? Jest dobrze. Ba, jest bardzo dobrze! Kocham go całym sercem i nie chcę opuszczać, dopóki nie umrę.. Ciekawe czy on ma tak samo?
Zrobiło mi się ciepło na sercu. Co za chłopak.. A był takim dzieckiem...
Nagle coś mną szarpnęło i zanim się zorientowałem, leżałem na podłodze. Taak... Antoine zaczął się wiercić.
- Elix, co ty odwalasz? - Spojrzał na mnie zaspany. - Przestań się wygłupiać i wracaj do łóżka.
- To twoja sprawka, mongole. - Warknąłem.
- Tak? Nic takiego nie pamiętam. - Rozłożył się wygodniej. - No kładź się w końcu.
- Idę spać na kanapę! A wy sobie z koteczkiem śpijcie dalej! - Złapałem poduszkę i koc. Rozłożyłem się wygodnie w salonie. Całe szczęście, że kupiliśmy dość dużą i całkiem wygodną kanapę. Jak przyszło co do czego, można się było wyspać. W końcu spokój. Mogę sobie pospać. Ciche kroki do salonu trochę mnie zaniepokoiły.
- Nie po to mamy wspólne łóżko, żebym w dni wolne od pracy nie spał razem z tobą. - Warknął mój chłopak, kładąc się tuż obok. - A ty nie masz prawa się obrażać za moje dobre serce. Jak jesteś taki mądry, to sam wywal tego kota.
- Dlatego zostawiłem was samych. Żebyście mogli się wyspać.
- Wysypiam się tylko z tobą. - An pocałował mnie w ucho. - Dostanę buziaka na dobranoc?
- Nie dostaniesz. - Parsknąłem.
- No to sobie sam go wezmę. - Położył mnie na plecach, a ręce położył mi na przedramionach. Nie mogłem się ruszyć. Mogłem tylko na niego patrzeć. Pomimo że w pokoju było ciemno, widziałem dokładnie zarys jego twarzy. Jest nieziemsko przystojny.
- Jesteś piękny, wiesz? - Szepnąłem cicho. Antoine zachichotał.
- Dobranoc, Elix. - Czuły buziak, który od niego dostałem, zawrócił mi w głowie.
- Dobranoc Antoine...
Resztę nocy przespałem jak kamień, wtulony w mojego ukochanego, czując bezpieczeństwo i ciepło, jakiego nie umiałem dotąd docenić.

- Elix! Moja zmiana statusu ma już 87 „lubię to” i tylko trzy negatywne komentarze!! - Mój chłopak pomachał mi telefonem przed nosem.
- Wejdź na mojego, to też sprawdzę. - Trochę się bałem. W końcu ani w pracy, ani w towarzystwie ludzie nie wiedzieli. Z lękiem spojrzałem na paręnaście powiadomień. Kliknąłem na zmianę statusu i szczerze mnie zamurowało. 120 polubień, a pod spodem nie mniejsza liczba komentarzy: „No w końcu się przyznaliście, szczęścia słodziaki!” „Brawo stary za odwagę!” „Buuuu, taka dupera już nie do wzięcia!” itp. Z przerażeniem odkryłem że parę osób z pracy, w tym mój dziwny szef i największy homofob również polubili moją aktywność. Jeden chłopak z mojego rodzinnego miasteczka napisał tylko „Chłopak, dziewczyna to normalna rodzina”, ale olałem ten komentarz. Czego ja się bałem? Czego ja głupi się bałem?!
- Ale ci ulżyło. - Mój ukochany cmoknął mnie w czoło.
- A tobie nie? - Złapałem się za policzki. - Wszechświat nam kibicuje!


niedziela, 29 grudnia 2013

Rozdział 15 - Bliskość

Jeeee, udało mi się! :D Zgodnie z obietnicami, dodaję drugą notkę w tym tygodniu! Enjoy :D

Leżałem w wannie pełnej ciepłej wody, on wtulony we mnie. Z głośników płynęły relaksujące dźwięki The Gaslight Anthem, a ja wdychałem ciepły i słodki zapach skóry Ana. Było idealnie.
- Antoine...
- Mhm? - Mruknął prawie niesłyszalnie.
- Gdybym wierzył w Boga, codziennie dziękowałbym mu że cię mam. - Cichy śmiech.
- Jaki romantyk z ciebie. - Złapał moją dłoń. - Nie znałem cię od tej strony.
- Bo to trochę lamerska strona Elixa.
- Yhym.. - Uśmiechnął się i położył głowę na moim obojczyku. Miałem idealny dostęp do jego szyi.
- Coś się stało? - Przejechałem ustami po jego skórze. Jak zwykle była cudownie miękka.
- Powinniśmy sobie kupić wannę.. - Odchylił się jeszcze bardziej. Chciał pieszczot, chciał żebym pokazał mu jak bardzo go pragnę... Wtopiłem usta w jego szyję. An niecierpliwie poruszył biodrami.
- Kochanie! - Jego mama zapukała do drzwi. Odsunąłem się od niego jak oparzony. - Za dziesięć minut kolacja!
- Zaraz wychodzimy mamo! - Odkrzyknął niewzruszony.
- Obaj tam jesteście? Daj Elixowi jakiś ręcznik z szafki na dole, bo biedaczek pewnie swojego nie wziął! - Odpowiedziała i poszła. Fascynuje mnie ich relacja. Podejrzewam, że nie raz rozmawiali o naszym życiu intymnym, co więcej – mój chłopak nie miał przed nią żadnych, ale to żadnych tajemnic. Niesamowite.
- A więc na czym to skończyliśmy... - An odwrócił się w moją stronę, posyłając mi soczystego całusa. - Mamy niewiele czasu...
- Chcesz jeszcze kontynuować? - Nadal miałem przyspieszony puls.
- No pewnie. A ty co się tak wystraszyłeś? Nie jesteśmy dziećmi, chyba wie że uprawiamy seks. - Ten człowiek nie widział w tej sytuacji żadnego problemu!
- Ale to... niezręczne. W końcu to nie jest mój dom!
- Ale jest mój. Dobrze, rozumiem, dam ci spokój. Może w moim pokoju będzie ci łatwiej się rozluźnić. - Wyszedł z wanny i owinął się ręcznikiem. - Jeśli o to chodzi moja mama nie ma chyba już nic przeciwko. Ile to już razy przyłapywała Sonię, albo Kamila ze swoimi sympatiami... Więc o to nie musisz się martwić.. Nie wychodzisz?
- Nie mam się czym wytrzeć.
- Rzeczywiście! - Mój chłopak pogrzebał chwilę w szafce i rzucił mi intensywnie żółty ręcznik. Złapałem go w locie. - To jak, wieczorem będziesz miał już więcej odwagi?
- Nic ci nie obiecuję. - Cmoknąłem go w brodę.

- To nie fair! - Igor, siedemnastoletni brat Ana, huknął pięścią w stół. Dzisiaj w domu zostaliśmy tylko my, rodzice Ana i jego młodsze rodzeństwo. - Dlaczego Antoine może się kąpać razem z Elixem, spać z nim w jednym łóżku i w ogóle, a ja i Dominika już nie?!
Zakrztusiłem się kawałkiem mięsa, które właśnie miałem w ustach. Ada od razu poklepała mnie po plecach i podsunęła pod nos szklankę z wodą. Reszta domowników wydawała się niewzruszona tym pytaniem.
- Ponieważ Antoine i Elix są ze sobą już od dawna. - Jego mama dolała sobie picia.
- My też jesteśmy razem bardzo długo! - Młody nie dawał za wygraną.
- Cztery tygodnie, a cztery lata to jednak jakaś różnica, matole. - Ada oberwała kawałkiem ziemniaka za te słowa.
- Poza tym my jesteśmy dorośli. - Mój chłopak zaakcentował ostatnie słowo, za co również został potraktowany ziemniakiem. Wolałem się już nie odzywać.
- Igor, jeśli to aż tak ci nie smakuje, to zostaw to na talerzu, a nie brudzisz starej, schorowanej matce dom. Poza tym jeśli będziesz w ich wieku będziesz mógł sobie sypiać z kim tylko będziesz chciał. Na razie koniec dyskusji, bo Elix jest czerwony jak cegła. A goście w naszym domu powinni się czuć dobrze.
- Tak, mamo. - Chłopak spuścił smutno głowę.
- Posprzątasz po obiedzie. - Dorzucił ojciec tonem, którego nie można było podważyć.
- Tak, tato..
- I umyjesz nam samochód... - Wtrącił się mój chłopak.
- No chyba cię pogrzało! Mamo!
- Dzieci, przestańcie, błagam was..
Czy to właśnie jest normalna, rodzinna atmosfera? Nie wiem. Ale wiem, że jest to jedna z najfajniejszych rodzin, jakie znam!

- O której jutro jedziemy? - Wyjąłem rzeczy do przebrania.
- Po śniadaniu? - An usiadł na łóżku z miną myśliciela. - Wyśpimy się, zjemy i spadamy.
- A czy ty jutro przypadkiem nie idziesz do pracy?
- Niee, dopiero pojutrze. A co?
- Nic. My mamy wolne aż do drugieegooo.. Mogę sobie zaszaleeć! - Uniosłem ramiona do góry.
- I tak skończy się to na leżeniu do góry brzuchem na kanapie. - Mój chłopak pokazał mi język.
- Jeśli położyłbyś się obok mnie, skończyłoby się inaczej... - Moja ręka delikatnie popchnęła go do pozycji leżącej. Triumfujący uśmiech pojawił się na twarzy mojego chłopaka.
- Jednak się przełamałeś...
- Teraz już chyba nikt nam nie przeszkodzi... - Odgarnąłem mu włosy za ucho, powoli całując linię żuchwy.
- Pewnie tak... - Jego dłonie znalazły się na moich pośladkach. Przez chwilę całowaliśmy się czule. - Elix, jak chcesz to dzisiaj zrobić?
- Masz jakiś pomysł?
- Mam, ale... - Pukanie do drzwi. Kurwa. Odsunąłem się od Ana z dość niezadowoloną miną. - Proszę!
- Nie przeszkadzam wam? - Ada nieśmiało wetknęła głowę do pokoju. Wyglądała jak nie ona.
- Właściwie to... - Antoine chyba chciał ją zbyć.
- Nie, nie przeszkadzasz. Coś nie tak? - Zaciekawiło mnie jej zachowanie. Ona i nieśmiałość?
- Więc.. nie mam z kim pogadać, a coś leży mi na sercu. - Wyznała, siadając na krześle.
- Wyżal się braciszkowi i szwagrowi. - Mój ukochany chyba też zauważył jej dziwne zachowanie. - My ci pomożemy!
- No to... tylko się nie śmiejcie, proszę. Otóż, ostatnio... znaczy nie ostatnio, już parę miesięcy temu.. poznałam fajnego chłopaka. Zaczęliśmy się spotykać i w ogóle, nawet jesteśmy już oficjalną parą.. I teraz on chce.. znaczy z jego zachowania wynika, że... chce ze mną.. no wiecie.. ten... chce się ze mną kochać. - Jej policzki zapłonęły żywym ogniem.
Przez chwilę była cicho.
- I to jest ten twój wielki problem?! - Mój chłopak spojrzał na nią jak na debilkę. Walnąłem go w ramię.
- Cicho bądź! Jeszcze nie skończyła...
- Nie byłby to problem, gdyby nie fakt że... no wiecie.. ja nie mam w tych sprawach żadnego doświadczenia.. i nie wiem co robić...
- I przyszłaś z tym do swojego brata-geja? Nie znam się na babskich sprawach.. - Prychnął.
- Tu chyba nie chodzi o to. - Wziąłem ją w obronę. - Słuchaj, każdy musi przez to przejść i to dość poważna decyzja. Ale powinnaś pogadać o tym ze swoim chłopakiem. Jeśli serio cię kocha, uszanuje ciebie, twoje ciało i zrobi wszystko jak należy.
- A jak wy zaczęliście ze sobą chodzić, to wasz pierwszy raz był... udany czy nie bardzo?
- Pamiętam że było dobrze. Nie wiem jak Antoine... - Spojrzałem na mojego chłopaka. Jego twarz przybrała odcień dojrzałego pomidora.
- T.. ttt... taaak... - Wydukał. - Bbbb... było dobrze..
- Ale i tak powinnaś jeszcze pogadać o tym z jakąś dziewczyną. Bo wiesz, ani ja, ani twój brat raczej nie wiemy jak to wygląda u kobiet.
- No dobrze... Ale i tak wam dziękuję. - Uśmiechnęła się. - No cóż.. Dobra, nie przeszkadzam wam. Śpijcie dobrze!
- I wzajemnie! - Gdy zamknęła drzwi, An nadal był milczący i dziwnie czerwony. - A tobie co? - Cmoknąłem go w policzek. Spojrzał na mnie wystraszony.
- Nic, nic. - Potrząsnął głową. - To trochę dziwne że Ada przyszła z tym do nas, nie sądzisz?
- Jesteście ze sobą blisko. Dziwi mnie że się nie wstydziła. Ja i mój brat w życiu byśmy nie pogadali na takie tematy.
- Ale my jesteśmy bardzo specyficzni. - Uśmiechnął się. - Idę umyć zęby.
- Dobra.

Antoine

Elix przez cały wieczór dziwnie mi się przyglądał.
- Serio, nic ci nie jest? Twoje policzki aż parzą. - Zażartował.
- Nie czepiaj się. - Odwróciłem się do niego plecami. Wszystko przez to że wspomniał o naszym pierwszym razie. Pamiętam to jak dziś. Nigdy w życiu nie było mi tak wstyd jak wtedy.
- Antoine, ze mną nie wygrasz... - Jego usta musnęły delikatnie moje ramię. Zupełnie jak wtedy..
- Bo przypomniałeś mi nasz pierwszy raz! - Fuknąłem.
- No i?
- Nie pamiętasz?
- Pamiętam doskonale... - Zaśmiał się cicho. - Szczerze powiedziawszy to była jedna z moich najlepszych nocy w życiu..
Zacisnąłem pięść, czując kolejne rumieńce na twarzy.

Maj 2009

Byliśmy już ze sobą prawie pół roku. I powiem szczerze że było to najlepsze pół roku mojego życia. Zakochany, nie widziałem świata poza Elixem. I on za mną też. Jednak przez cały ten czas nie potrafiłem się przełamać do seksu z nim. Pomimo iż naprawdę czułem że go kocham. Moje wcześniejsze doświadczenia z seksem były pełne bólu i upokorzenia. Elix był wyrozumiały i cierpliwy, jednak bardzo, ale to bardzo chciał się ze mną kochać. Czułem to.
Nie to, żebym ja nie chciał, ale wewnętrzna blokada nie pozwalała mi się przełamać.
- Coś dzisiaj robimy? - Usiadłem obok niego na kanapie.
- Zabrałbym cię na randkę, ale przepraszam – jestem zbyt zmęczony. Harowałem jak wół. Zostaniemy u mnie?
- Jasne. Masz coś w lodówce? Zrobiłbym jakąś kolację.
- Kuchnia jest do twojej dyspozycji! - Otworzył ramiona.
Zaśmiałem się i zabrałem za przygotowania. Postanowiłem zrobić krewetki w sosie z orzeszków ziemnych. Odkąd zacząłem chodzić z Elixem, jego kuchnia mniej przypominała śmietnik pełen chipsów i paluszków, a bardziej normalną kuchnię pełną jedzenia.
- Chcemy jakieś wino? - Puścił mi oczko, podchodząc do kuchenki. - Wezmę tylko chusteczki. - Cmoknął mnie w szyję. - Ślicznie wyglądasz, gdy się rumienisz. - Szepnął mi do ucha.
- Dzięki. - Nienaturalnie zachichotałem. - Do tego powinno pasować białe wino, więc jeśli masz..
- Mam. - Uśmiechnął się uroczo.

Butelka została opróżniona w połowie. Siedzieliśmy i śmialiśmy się ze wszystkiego wokół, pomimo że żaden z nas nie był pijany.
- An, schyl się do mnie.. - Poprosił Elix, rozwalony na kanapie. Gdy pochyliłem się nad nim, złapał mnie i przytulił. - Cieszę się że cię mam. - Zaczął mnie całować.
Fala gorąca przeszła przez moje ciało, ale w głowie zapaliła się czerwona lampka. Ale w sumie... on chce tylko się ze mną całować, nic wielkiego. Jednak na wszelki wypadek położyłem się na nim, by mieć kontrolę nad sytuacją.
Gdy byłem z Dannym nigdy się nie całowaliśmy. Może na początku, gdy chciał mnie uwieść, jednak po jakimś czasie czułość zastąpił ból. Z Elixem było inaczej. Pragnął bliskości, cały czas mnie cmokał albo przytulał, co było bardzo przyjemne. Jego wargi są takie miękkie i ciepłe.. A jego dłonie błądzące po moim ciele...
Westchnąłem, gdy delikatnie ugryzł mnie w ucho. Nie bolało, a pozostawiało po sobie podniecający dreszczyk. Podobało mi się to. Naprawdę podobało.
- Coś nie tak? - Elix spojrzał na mnie przerażony.
- Nie... - Teraz to ja wykonałem ruch i przejechałem językiem po jego szyi. Zauważyłem jak seksownie zagryza wargę. Dało mi to więcej odwagi i powtórzyłem pieszczotę.
- Chodź, An. - Doprowadził mnie do pozycji siedzącej i zszedł z kanapy. - No chodź. - Złapał mnie za rękę, ciągnąc w kierunku sypialni. O BOŻE! ON MNIE CIĄGNIE DO SYPIALNI!
- Elix.. A wiesz.. - Alarm w mojej głowie bił jak szalony. Bałem się coraz bardziej. - Może..
- Spokojnie. Przecież nie chcę cię skrzywdzić. Do tej pory chyba nie było aż tak źle... - Zamruczał, jedną ręką przejeżdżając wzdłuż mojego karku. Przyjemny dreszcz przeszedł przez moje ciało. - Zawsze będziemy mogli przestać...
Podniecenie wzięło górę i poszedłem z nim. Elix niemal od razu pozbył się mojej koszulki i czule położył mnie na łóżku. Następnie zaczął bawić się moimi sutkami, liżąc je i całując. Odchyliłem głowę. Nadzwyczajnie rozkoszne uczucie!
- Wszystko w porządku? - Zapytał. Chcąc, nie chcąc spojrzałem na niego.
- Tak, wszystko jest dobrze. - Wymruczałem, cały rozkojarzony. Puścił mi oczko.
- To teraz zabawimy się trochę inaczej. - Pozbył się koszulki i wycałował całą ścieżkę prowadzącą do mojej męskości. Nie spieszył się – subtelne i ostrożne pocałunki sprawiały że wzdychałem coraz głośniej. W końcu dotarł do zapięcia moich spodni. Rozpiął guzik i uwolnił moją męskość z bokserek. - Hm.. Całkiem duży. - Skomentował z uśmiechem. Wtedy poczułem wilgotne i ciepłe wargi na penisie. Wtedy coś we mnie pękło.
Zacisnąłem pięści i wygiąłem plecy w łuk. Bajeczne uczucie rozlewało się po moim ciele. Nawet nie próbowałem się uciszać – i tak bym nie potrafił. Jedna ręka wplotła się we włosy mojego ukochanego. Pierwszy raz to nie ja byłem tym, który przed kimś klęczał. I dopiero teraz zrozumiałem dlaczego Danny zmuszał mnie do tego tak często.
Gdy Elix łagodnie się zassał, krzyknąłem z rozkoszy. Pierwszy raz w życiu doświadczałem czegoś takiego. I dopiero teraz zrozumiałem jakim kretynem byłem, odsuwając współżycie z nim w czasie. Chciałem żeby doprowadził mnie do końca, chciałem skończyć w jego ustach. Ale wtedy on przestał. Rozczarowanie mieszało mi się z frustracją.
- Podobało ci się? - Pocałował mnie namiętnie.
- Tak.. - Wymamrotałem.
- Możemy kontynuować?
- Tak.. Proszę cię.. - Objąłem go w pasie. Pożądałem go tak bardzo, że każda sekunda bez jego dotyku sprawiała mi ból.
- Dobrze, więc.. - Sięgnął do szuflady w szafce nocnej i wyjął lubrykant. Miał zamiar we mnie wejść. A ja nie miałem nic przeciwko.
Pozbył się resztek ubrań, a ja z podziwem spojrzałem na jego ciało – idealne i wysportowane, wręcz nierealne. Przestraszyłem się nieco jego wielkości, jednak chyba powinienem dać rację. Elix wylał sobie trochę płynu na dłoń.
- Jeśli coś będzie nie tak, to mi powiedz, dobrze? - Był niezwykle poważny. Nie lekceważył moich uczuć...
- Jasne. Ale.. myślę że będzie dobrze. - Cmoknął mnie w brodę, a jego palce powędrowały tam. Przez krótką chwilę przygotowywał mnie na wejście. A potem uniósł moje biodra.
- Oddychaj. I się nie bój. Chcę dla ciebie jak najlepiej. - Wyszeptał, a potem we mnie wszedł.
- Aaaaaaaaa, Elix! - Jęknąłem głośno. Byłem przygotowany na ból i dyskomfort, a przez moje ciało przeszło bajeczne uczucie, którego nie umiałem opisać.
- Coś nie tak?! - Zmartwił się.
- Nie! Nie przestawaj... - Przyciągnąłem go do siebie. Nie uciszałem żadnego krzyku, jęku czy westchnienia, które wyrywało mi się z ust – nie potrafiłem, było mi zbyt dobrze. Doprowadzał mnie do szaleństwa, wznosząc mnie prawie na szczyt, żeby sekundę później zwolnić tempo.
- Czego pragniesz? - Wyszeptał niespodziewanie.
- Co?
- Powiedz mi czego pragniesz Antoine. Teraz..
- Wiesz Elix.. - Próbowałem wymigać się od odpowiedzi.
- Nie wiem.. Powiedz mi co mam zrobić. - Jego oczy błyszczały niczym gwiazdy.
- Chcę dojść. - Wyszeptałem. - Razem z tobą.
Zaśmiał się cicho i ponownie zaczął się we mnie ruszać. Oddychałem szybko, myśląc tylko o tym jak było mi dobrze. Właściwie nie myślałem. Dałem się manipulować mu jak marionetka. Robił z moim ciałem co chciał, a ja nie miałem siły ani ochoty zaprotestować. W końcu coś mną wstrząsnęło. Moje palce wbiły się w materac, a przez umysł przechodziło tylko jedno słowo „tak, tak, tak, tak, tak, tak, taaak”. Okrzyk, jaki z siebie wydałem był najmniej męskim okrzykiem w całym moim życiu. Wcisnąłem się na materac, zdając sobie sprawę z faktu że właśnie miałem pierwszy orgazm w życiu. Elix parę sekund później położył się na mnie, oddychając szybko.
Wtedy też uderzyła mnie dziwna myśl – co ja zrobiłem? Pewnie wyglądałem jak frajer, wijąc się i jęcząc jak dziewczyna. Matko, jakie to musiało być żałosne – Elix pewnie rzuci mnie teraz zniesmaczony.
Mój (jeszcze) chłopak położył się na plecach, a ja odwróciłem się do niego plecami. Parę sekund później poczułem jak delikatnie całuje mnie w ramię.
- Jak się czujesz? - Spytał.
- D... dobrze.. - Gdy odwrócił moją głowę, żeby mnie pocałować, zamknąłem oczy. Nie, nie mam odwagi na niego spojrzeć.
- Jesteś taki piękny. - Wyszeptał mi prosto do ucha. Serce zaczęło mi bić mocniej. - Gdy się z tobą kochałem - wierz mi lub nie – myślałem tylko o tym jaki jesteś seksowny.
Kłamał. Na pewno kłamał. Przecież musiał coś powiedzieć, nie? A nie powie mi że jestem żałosny, prawda?
- Jesteś zmęczony, co? Odpocznij, ja pójdę pod prysznic. Chyba że chcesz iść ze mną..
- Niee, chyba poleżę. Jesteś zły?
- Skąd. Śpij. - Cmoknął mnie w tył głowy.

Współczesność

- Nie rozumiem czemu wtedy się tak mnie wstydziłeś. - Dodał Elix po paru sekundach ciszy.
- Teraz ja już też nie wiem. - Zaśmiałem się cicho. - Wstydziłem się swoich reakcji, myśląc że będą dla ciebie żenujące czy nie na miejscu. Ale to była bardzo dobra noc. Również jedna z najlepszych w moim życiu.
- Czegoś sobie życzysz? - Jego ręka wślizgnęła się pod moje bokserki. Jęknąłem cicho.
- Ciebie. Nade mną. Nagiego. Natychmiast.