Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 czerwca 2014

Rozdział 20 - Zdrowa miłość

Jesteście najlepsi <3
Starałam się ze wszystkich sił, żeby stworzyć dobrą i długą notkę. Mam nadzieję, że będzie Wam się podobać i że wybaczycie mi te dziwne, nieregularne przerwy. Niestety mam teraz sporo problemów rodzinnych, a dodatkowo podjęłam pracę i zaczęłam kurs prawa jazdy, co niedługo odbije się na moim zdrowiu psychicznym. Ale myślę o Was w dzień i w nocy (ostatnio mi się nawet śniło, że dodałam notkę na blogu) i mam wyrzuty sumienia. 
Kochająca Ashtray, która ledwo jeździ, a zmuszana jest do śmigania po Warszawie (damn you, instruktorze!) :*

***
- O czym ty mówisz? - Starałem się być spokojny, chociaż ręce zaczęły niebezpiecznie drżeć.
- Elix, nie oszukujmy się.. - Głos Jacobiego brzmiał bardzo poważnie. - Nie zatrudniłem cię ze względu na twoje umiejętności..
- Jacoby.. Przerabialiśmy to już. - Starałem się być grzeczny, aczkolwiek stanowczy. - Jestem szczęśliwy z Anem, ty masz żonę i dzieci, poza tym nie chcę z tobą być... Od dłuższego czasu. Nie obchodzi mnie że teraz może się zmieniłeś, miałeś swoją szansę, ale ją spieprzyłeś. Dlatego nie, muszę ci odmówić. Jeśli z tego powodu stracę u ciebie pracę, w porządku. Jednak nie mam zamiaru ryzykować...
Głośny śmiech przerwał moje wywody. Zbaraniałem.
- O matko.. Nie wierzę, że dałeś się na to nabrać. - Jacoby jeszcze przez chwile podśmiewał się ze mnie. - Jasne, że chodziło mi o powrót do pracy. Robi się coraz cieplej, a ja chcę mieć ukończony budynek do września.
- Skurwysyn.. - Syknąłem, jednocześnie wypuszczając z impetem powietrze. Ta menda mnie wystraszyła.
- Wybacz, wiesz jaki ze mnie dowcipniś. - Zachichotał jak nastolatka.
- Kiedy chcesz wznowić budowę? - Zmieniłem temat, by trochę ochłonąć.
- Najpóźniej w przyszłym tygodniu. Pasuje ci?
- Może być. To do zobaczenia.
- Cześć. Mam nadzieję, że nie jesteś na mnie wściekły.
- Jestem. A przeprosiny chcę widzieć w postaci porządnej premii.
Roześmiał się i cicho odłożył słuchawkę. Przeczesałem włosy palcami. Co za palant..

- Cholera jasna! - Syknąłem, zrywając się z łóżka. Omiotłem wzrokiem pokój, żeby znaleźć jakieś niepoplamione sosem spodnie. Na moje nieszczęście chyba żadnych nie miałem.
Odczuwałem brak Ana coraz mocniej. Nie tylko w sferze seksualnej czy duchowej, ale brakowało mi go już pod względem czysto praktycznym. Tak, miałem dość śmieciowego jedzenia i nie umiałem sam sobie zrobić prania. Mea culpa. Typowy samiec ze mnie.
Telefon zawibrował tak głośno, że sam się go przestraszyłem.
- Halo?
- Elix mam nadzieję, że o mnie nie zapomniałeś. - Delikatny głos Poli trochę mnie uspokoił.
- Nie zapomniałem, tylko troszeczkę się spóźnię. Nie obrazisz się?
- Nie, skąd. I tak jestem dopiero w drodze. Tylko jest jeden problem...
- Jaki?
- Nie mam pomysłu na tę sesję. Myślałam nad nią cały dzień, ale jakoś nic sensownego nie przychodziło mi do głowy...
- Spokojnie, usiądziemy i pomyślimy. Poza tym jesteś tak ładna, że nie potrzebujesz rekwizytów.
Zachichotała cicho. Od momentu kupna aparatu, spotkałem się z Polą już dwa razy. Okazała się fajną, sympatyczną dziewczyną, z którą potrafiłem rozmawiać godzinami. Dzisiaj w końcu miałem zrobić jej parę zdjęć. I... zaspałem..
- Dziękuję. To.. do zobaczenia?
- Widzimy się za pół godziny. - Rozłączyłem się, wciąż szukając czegoś czystego do założenia. Spojrzałem na szafę ukochanego – nie powinienem, ale to wyjątkowe okoliczności.
Wygrzebałem ciemne, przetarte dżinsy i ledwo wcisnąłem je na tyłek – albo tak mi dupa urosła, albo były zabójczo obcisłe. Dobrałem do kompletu dłuższą, niebieską podkoszulkę i ray-bany. Po kiego się tak stroję? Zgarnąłem aparat, klucze oraz potrzebny sprzęt i chwilę później byłem już w drodze.

- Wybacz, że musiałaś czekać. - Pola spojrzała się na mnie lekko wystraszona. - Nie mogłem znaleźć czystych ciuchów.
- Nie szkodzi. Przynajmniej zdążyłam sobie zamówić kawę. - Dziwnie wydęła idealnie wyszminkowane usta. - Chcesz coś?
- Nie, dzięki. Swoją drogą bardzo ładnie wyglądasz. - Widać, że się starała. Miała na sobie zabójczo krótkie spodenki, luźną koszulę w kratę i obcasy. Na głowę założyła kapelusz z piórkiem.
- Ach, włożyłam byle co. - Machnęła ręką. - Słuchaj, może dzisiaj zrobisz mi po prostu parę portretów, co?
- Jak sobie życzysz. - Uśmiechnąłem się. - Tylko nie wiem na kiedy ci je dostarczę. Mam trochę swojej pracy w tym tygodniu.
- Jesteś taki zapracowany. - Przyjrzała mi się uważnie. - Nie wiem jak ty sobie dajesz radę z tym wszystkim.
- Ledwo się wyrabiam. - Zaśmiałem się. - Mówię ci, w domu mam taki burdel, że cywilizacja, która rozwinęła się w moim koszu na pranie, wynalazła już koło.
Parsknęła głośnym, zarażającym śmiechem. Trochę mnie nim przestraszyła, zwłaszcza że żart był dość żenujący.
- Potrzebujesz może pomocy? Moja współlokatorka to niezła brudaska, więc nie będzie to żaden kłopot.
- Niee, przestań. Umiem zmywać, tylko strasznie mi się nie chce. Jestem starym, leniwym prykiem.
- Nie jesteś taki stary. Ile masz lat?
- A na ile wyglądam?
Przypatrzyła mi się uważnie.
- Dałabym ci maksymalnie 24.
- Piękne, młodzieńcze lata... - Rozmarzyłem się.
- Ej no, nie mów! Jesteś starszy?!
- W tym roku stuknie mi 29. - Puściłem jej oczko. Pola otworzyła usta ze zdziwienia.
- Niemożliwe! W życiu bym ci tyle nie dała! To przez to, że jesteś taki wysportowany...
- Eee... - Zamotałem się. - Dzięki.. Trochę ćwiczę.
- Pewnie dziewczyny nie odstępują cię na krok, co?
- Szczerze mówiąc, to nie za bardzo...
- Czekasz na tę jedyną? - Zatrzepotała rzęsami. Dopiero wtedy uświadomiłem sobie, co ona kombinuje.
- Tak jakby. - Uśmiechnąłem się. Nie wiedziałem, czy warto jej wspominać o mojej orientacji.
- Czyżbyś już znalazł?
- Znalazłem.
- Jak ma na imię?
- Antoine.
Jej twarz w parę sekund zrobiła się niemalże przezroczysta. Spojrzała na mnie, jak na ufoludka i odsunęła się od stolika.
- Jesteś.. gejem?! - Zapytała cichutko.
- Tak. Jestem gejem. - Przytaknąłem.
Uszczypnęła się w ramię.
- Boże... Nie oszukujesz mnie? - W jej oczach pojawiły się łzy. - Dlaczego więc się ze mną spotkałeś?
- Bo chciałaś zrobić sobie parę zdjęć...
- W DUPIE MAM ZDJĘCIA! - Wrzasnęła. Ludzie wokół spojrzeli się na nas z przerażeniem. - CHODZIŁO MI O SPOTKANIE Z TOBĄ, CHCIAŁAM UMÓWIĆ SIĘ NA RANDKĘ, A TY WYSKAKUJESZ Z CZYMŚ TAKIM?! TO ŻAŁOSNE ELIX, WIESZ?! NIE CHCĘ CIĘ JUŻ WIĘCEJ WIDZIEĆ! - Złapała torebkę i wyszła szybkim krokiem. Ludzie nadal patrzyli na mnie, jak na zbrodniarza.
- I właśnie dlatego wolę facetów... - Mruknąłem pod nosem.

- No co ty gadasz? - Lykke prawie dławił się ze śmiechu. - Myślała, że na nią lecisz?
- Najwyraźniej. Tak się na mnie wydarła, że aż zrobiło mi się przykro, wiesz?
- Nie dziwię się. Baby, to jednak są popieprzone, nie? Aż mnie czasem zastanawia, jak ci biedni faceci z nimi żyją...
- A wiesz, że czasem przypominasz mi kobietę? - Spojrzałem na przyjaciela pobłażliwie.
- Pierdol się. Niby czemu?
- Jesteś taki malutki i nieporadny, często płaczesz i nie wiesz czego chcesz. I ta bluzeczka w kwiatki zdecydowanie nie działa na twoją korzyść.
- To nie kwiaty, tylko esy-floresy. - Oburzył się. - Poza tym, to jest teraz modne!
Moje złośliwe potaknięcie tylko go zirytowało.
- A co ja ci się będę tłumaczył! I tak nie znasz się na modzie!
- Jeśli tak wygląda męska moda, to ja dziękuję. Już wolałbym chodzić w piżamie. - Co niedługo może nastąpić, zwłaszcza, że zacząłem już nosić rzeczy Ana.
- Jesteś strasznie czepliwy, odkąd nie ma twojego ukochanego. Kiedy on w ogóle wraca?
- Za trzy tygodnie. Nie mogę się już doczekać.
- Swędzi cię, co? - Lykke znacząco podniósł brwi.
- Nie, po prostu za nim tęsknię.
- Tak, tak... A pierwsze, co zrobicie po powrocie z lotniska to dziki seks w przedpokoju. Wiem co mówię. Oczywiście nic w tym złego. Jesteście ze sobą blisko, to normalne, że brakuje ci fizycznego kontaktu. I mam dla ciebie radę – przy następnej rozmowie z nim, powiedz jak głośno będzie krzyczał z rozkoszy, jak go tylko zobaczysz. I najlepiej powiedz mu, co z nim zrobisz. Działa za każdym razem. - Spojrzałem trochę przerażony.
- Ale tu nawet nie chodzi o seks. Nawet nie wiesz jak mi ciężko żyć bez niego. Chce mi się ryczeć, gdy wracam do pustego mieszkania czy kładę się sam spać.
- Przecież An jest kucharzem, pracuje do późno. Rzadko kiedy kładziecie się razem. - Zauważył.
- Ale wiem, że on wróci w nocy. Może to zabrzmi wyjątkowo żałośnie, ale zawsze na niego czekam. Zasypiam dopiero, gdy położy się obok mnie i pocałuje mnie w szyje. Bo zawsze to robi. - Rozmarzyłem się. Przyjaciel spojrzał na mnie z dziwnym uśmiechem.
- Nawet po tylu latach jesteś w nim tak szczeniacko zakochany. Niesamowite.
- Nic wielkiego. Gdybyś sam nie był w związku, na pewno byś się w nim zakochał.
- Ktoś mi ostatnio powiedział, że w was obu można się zakochać bez opamiętania. I miał trochę racji.
Głośny dźwięk telefonu przerwał tę dziwną wymianę zdań. Dzwonił mój szef.
- Halo?
- Frencer? Jak tam robota u Jacobiego?
- Wznawia budowę. A co?
- Masz trochę czasu na nowy projekt?
- Po godzinach... Ale to jeszcze zależy od projektu.
- Centrum handlowe X zmienia swój budynek. Potrzebują nowego, świeżego wyglądu. Zainteresowany?
Serce zabiło mi mocniej. Miałbym zaprojektować jeden z większych budynków w mieście? Ja?!
- Kto by nie był? Ale... Dlaczego ja? Przecież w firmie jest wielu doświadczonych, starszych ode mnie architektów.
- Szefostwo chce nowoczesności i świeżości. Powiedzieli że potrzebują młodego i zdolnego człowieka do tej roboty. A jak wiemy, jesteś najmłodszy w biurze. To jak? Chcesz?
Przez chwilę zastanawiałem się, jak pogodzę to z obecnym zleceniem i czy w ogóle powinienem się tego podejmować. Ale z drugiej strony... Taki projekt zagwarantuje mi nowe możliwości. I na pewno dostałbym awans i różnorodniejsze projekty.
- Chcę. - Potaknąłem po chwili namysłu. Mam nadzieję, że nie będę tego żałował.
- Doskonale. Jutro o 11 mamy spotkanie z klientami. Ubierz się ładnie, umyj i ogól. Masz zrobić dobre wrażenie. O, nie zapomnij też o portfolio!
- Oczywiście, szefie. Jak sobie życzysz.
- Jeśli ten projekt wypali, nie będziesz żałował. Przez parę miesięcy będzie niezły zapierdol, ale wszystko ci się wynagrodzi już przy pierwszej wypłacie. Do jutra!
- Do jutra! - Rozłączyłem się.
Lykke przyglądał mi się z ciekawością.
- Co jest?
- Kojarzysz centrum handlowe X?
- No, mało kto nie zna. Podobno mają go remontować, czy coś. A czemu pytasz?
- Bo naprzeciw ciebie siedzi człowiek, który zajmie się jego ODBUDOWĄ. - Uśmiechnąłem się dumnie.
- Wolololo, stary! Gratulacje! No to co... trzeba jeszcze obalić po piwku, nie? - Ruszył się do lodówki. Nie wrócę do domu trzeźwy...

Siedziałem niczym kopciuszek, składając brudne ciuchy. W garnku gotowała się moja pierwsza w życiu zupa, a wszystkie podłogi lśniły niczym lustro. Czas dorosnąć i zadbać o swój dom.
Na oku miałem cały czas ekran Skype'a. Antoine miał niedługo wejść.
Dźwięk przychodzącego połączenia wyrwał mnie z letargu.
- Heeeej! - Krzyknął mój ledwie widoczny ukochany.
- Hej An! - Przywitałem się. - Zabrakło prądu, że tak siedzisz po ciemku?
- Nieee, tak jakoś wyszło. Co słychać?
- Zapal światło. Chcę cię widzieć. - Poprosiłem.
- Elix, nie chce mi się iść. - Zachowywał się dość dziwnie. - Nie mamy dużo czasu, bo lecę zaraz do pracy, ale mam fenomenalne wieści.
- Słucham cię uważnie.
- Za tydzień wracam do domu. Wyciągnęliśmy wszystko co możliwe z kursów, więc chcą się nas już pozbyć.
- Jakim cudem zrobiliście to tak szybko?! Przecież miałeś wrócić dopiero za trzy tygodnie.
- Tak, ale poświęciłem cały wolny czas na zapieprz w kuchni i nagle się okazało, że to ja uczę ich jak się robi schabowe. Dlatego program wymiany się dla mnie skończył. Cieszysz się?
- No a nie?! Stęskniłem się potwornie za tobą.
- Nie mogę się doczekać, aż się z tobą zobaczę. Wtedy przekażę ci jeszcze więcej dobrych nowin. - Coś mnie tknęło. - A co u ciebie? Jak praca?
- Po staremu. Nic ciekawego. - Uśmiechnąłem się.
- Kłamiesz.
- Co?
- Łżesz jak pies. Widzę to po twoich oczach. Co się stało?
Zaskoczył mnie. Opowiedziałem mu więc w skrócie o projekcie i spotkaniu, na którym byłem rano. O zachwyceniu dyrektorki nad moim portfolio i chęci współpracy. Oraz moich obawach, że nie będę w stanie wymyślić nic oryginalnego.
- Mój zdolniacha. - Cmoknął An. - Nie bój się, inspiracja sama do ciebie przyjdzie. Jak zawsze. Nie masz pomysłu, chodzisz jęczysz i jęczysz, a tu nagle – bach! W środku nocy lecisz coś rysować. To powinno być twoim najmniejszym zmartwieniem.
- Może i masz rację... - Zamyśliłem się.
- Jesteś najlepszy, pamiętaj o tym. Wiesz co, zaraz będę się zbierał...
- Czekaj! - Przerwałem mu. - Chcę ci coś powiedzieć.
- Tak?
- Jak tylko cię zobaczę, będę uprawiać z tobą seks tak długo, aż nie padniesz z wycieńczenia. - Coś kazało mi iść za poradą kumpla. An otworzył szeroko usta.
- C..c...ccc...co? - Wydusił po kilku chwilach.
- Będziesz krzyczał tak głośno, że usłyszą cię wszyscy sąsiedzi. A ja dam ci spokój, dopiero aż będziesz błagał o przerwę. Rozumiesz?
- Ch..chy...chyba... ttt...taak.. - Wiedziałem, że się czerwieni, oraz że troszeczkę go rozpaliłem. - Daj mi ochłonąć... - Poprosił i ukrył twarz w dłoniach. Po paru sekundach kaszlnął. - Wybacz, wyobraziłem sobie to i trochę się podnieciłem. I przez ciebie nie będę w stanie myśleć o niczym innym przez najbliższy tydzień. Ale żeby nie być dłużnym. - Wstał i zapalił światło. - Będziesz musiał jeszcze trochę na mnie poczekać. - Zdjął koszulkę i rozpiął spodnie. Zrobiło mi się gorąco na jego widok.
- Poczekam. Cierpliwie poczekam. - Obserwowałem go uważnie. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę jak bardzo tęsknię za prawdziwym seksem.
- Idę do pracy, Elix. Myśl o mnie. - Zrobił dzióbek do kamerki.
- Jakbym robił cokolwiek innego.
- Nieustannie kocham. - Rozłączył się.
- Ja też... - Mruknąłem do pustego ekranu. Tydzień... Wytrzymam.

W środku nocy zadzwonił do mnie telefon. Byłem wściekły jak jeszcze nigdy.
- Halo?! - Burknąłem do słuchawki.
- E... Elix? - Płaczliwy głos siostry Ana przywołał mnie do porządku.
- Ada? Co się stało?
- Przepraszam, że cię niepokoję... Ale potrzebuję twojej pomocy! I to szybko! - Rozpłakała się na dobre.
- Jasne! Co mogę dla ciebie zrobić?
- Przyjechałbyś po mnie pod klub nocny?
- Boże, co ty robisz pod nocnym klubem? Dobra, już się ubieram i jadę. Uważaj na siebie! - Odłożyłem słuchawkę i szybko wciągnąłem na siebie dresy. Ród Clay'ów ma talent do pakowania się w kłopoty. Wolałem nie zgadywać co stało się tym razem...

Stała samotnie, w kusej sukience i zbyt mocnym makijażu. Gdy wsiadła do samochodu, zobaczyłem rozmazany makijaż i sińce na nadgarstkach. Przestraszyłem się.
- Kto ci to zrobił? - Wskazałem na jej rękę.
- Nikt. - Próbowała ukryć rany.
- Proszę cię, powiedz co się stało. Czemu jesteś w mieście i nie dałaś znaku życia?
- Bo.. - Zacięła się. - Uciekłam z domu.
- Co?! Czemu?
- Bo poznałam chłopaka, który nie spodobał się mojej mamie... - Zaczęła. Historia wydawała się dziwnie znajoma.
- Zakochałaś się i postanowiłaś z nim wyjechać, a on okazał się palantem? - Dokończyłem.
- Taaaaa. - Spojrzała zdziwiona. - Skąd wiedziałeś?
- Jesteś taka sama jak braciszek. Mam coś zrobić temu draniowi? - Spojrzałem na nią znacząco.
- Nie... Nie możesz rozwiązywać moich błędów. - Stwierdziła wyjątkowo poważnie. - Jeśli mogłabym prosić.. Mogę się u was przespać na jedną noc?
- Zostań, ile chcesz.. Ale musimy powiedzieć twoim rodzicom. Ile nie było cię w domu?
- 3 tygodnie.
- 3 TYGODNIE?! - Przeraziłem się. - Musisz im powiedzieć!
- Nie. Nie chcę. Obrazili mnie, a ja nie będę się przed nimi płaszczyć.
- Ada, powinnaś.. Oni się o ciebie martwią.
- Przeżyli Ana, to i przeżyją mnie. Nie takie numery odwalało im moje rodzeństwo.
- Dobrze... Ale powiesz mi co się stało? Ktoś próbował cię wykorzystać?
- Nie.. Tylko... Mój chłopak chciał, żebym mu obciągnęła przy tych wszystkich ludziach. A jak powiedziałam, że nie chcę, uderzył mnie w twarz.
Gwałtownie zahamowałem.
- Pozwól mi obić mu mordę. Nie pozwolę, żeby jakaś spierdolina cię poniżała.
- Elix, nie musisz. To mój problem..
- Ale jesteśmy rodziną, prawda? A ja nie pozwolę, żeby ktoś tak traktował moją siostrę.
Spojrzała na mnie zaskoczona.
- Porozmawiajmy o tym jutro, dobrze?
- Dobrze. - Uśmiechnąłem się do niej i oboje pojechaliśmy do domu. Przez następny tydzień stała się naszym nowym lokatorem.



Antoine

Ostatni raz spojrzałem na Singapur już z okna samolotu. Nie żałuję, że tu przyjechałem. Nawet, jeśli początkowo było cholernie ciężko, pracowałem po 12 godzin dziennie i traciłem czucie w kończynach. Doświadczenie, jakie tu zdobyłem rekompensuje wszystko.
Martwiła mnie tylko jedna rzecz. Pięć dodatkowych kilogramów. I tak ostatnio zrobiłem się troszeczkę większy, ale teraz przeszedłem samego siebie. Wyglądałem jak pączek.
- Hej, o czym myślisz? - Paula szturchnęła mnie w ramię.
- Wyglądam obrzydliwie.
- O czym ty mówisz? - Spojrzała na mnie, jak na idiotę.
- Jestem gruby i obleśny. Elix jak mnie zobaczy, rzuci mnie zdegustowany.
- Naćpałeś się czegoś? Kiedy niby przytyłeś?
- Ważyłem się wczoraj. Przybyło mi pięć kilo. PIĘĆ KILO!
- Stary, masz ponad 1,90 wzrostu. Pięć kilo na tobie to pikuś. Poza tym, to pewnie mięśnie od pracy ci się wyrobiły.
- Nie. Większość ubrań jest na mnie za ciasna. - Narzekałem.
- Rozmiarówka singapurska jest dostosowana do małych i chuderlawych Azjatów, nie do ciebie.
- Nie próbuj mnie pocieszać, wiem swoje. - Odburknąłem.
- Jesteś gorszy, niż większość bab, wiesz? - Prychnęła i wróciła do czytania książki.
Przecież Elix wyśmieje mój wygląd. Sam dba o formę, więc obrzydzi go widok takiego spaślaka jak ja. To żałosne. Jak on może mnie w ogóle kochać?
Zaraz jednak opieprzyłem samego siebie. Co ja w ogóle odwalam? Przecież to tylko pieprzona waga! W każdej chwili mogę zacząć biegać, ćwiczyć czy częściej uprawiać seks. Kwestia kilku tygodni. Jestem w końcu facetem, a nie jakąś nastolatką z niskim poczuciem własnej wartości!
Ale i tak czuję się źle. W ogóle nie jestem atrakcyjny. Nie chcę się nawet pokazywać Elixowi nago.
Rozłożyłem się wygodniej na fotelu i założyłem słuchawki. Nic już chyba mnie bardziej nie zasmuci...

Na lotnisku już na mnie czekał. Boże, wyglądał fantastycznie. Jak człowiek może być aż tak piękny?
- Antoine! - Rozchmurzył się na mój widok i niemalże do mnie podbiegł. Dostałem krótkiego, aczkolwiek namiętnego całusa. Jęknąłem w duchu. - Tak się cieszę! - Uszczypnął mnie w policzek.
- Ja też. Trochę się stęskniłem.
- Jedziemy do domu, co?
- Możemy. Tylko pożegnam się z ludźmi i odbiorę bagaż. - Uśmiechnąłem się nieśmiało.
Wycmokałem się z dziewczynami i chwilę później siedzieliśmy już w samochodzie. Elix złapał moją rękę i ją pocałował. Wkurzało mnie to, że tak udawał.
- Możesz już przestać. - Warknąłem.
- O co ci chodzi? - Zapytał nieco zdezorientowany.
- Nie udawaj, że nadal ci się podobam. Musiałeś to zauważyć.
- Antoine, proszę cię... Dlaczego miałbyś mi się przestać podobać?
- Bo przytyłem. Widzę, jaki jestem gruby i straszny! - Wybuchnąłem. Przyjrzał mi się uważnie.
- Niby gdzie przytyłeś? - Zapytał zupełnie szczerze.
- Wszędzie.
- Nie zachowuj się jak dziewczyna. Jesteś piękny. - Cmoknął mnie w usta. - I po przyjściu do domu, zerżnę cię od razu w przedpokoju.
Chciałem zaprotestować, ale nie miałem najmniejszej ochoty. Wizja seksu była zbyt podniecająca.
- Nie kłam...
- Po co miałbym ci kłamać? - Zapytał, trzymając usta zaledwie parę milimetrów dalej. Pragnąłem ich. Były słodkie i odurzające, niczym dobry alkohol. Spróbowałem go pocałować, ale się odsunął. - Dojedziemy najpierw do domu, dobrze? Potem będziesz mógł ze mną robić co tylko zechcesz.
Niechętnie się od niego odsunąłem.
- Dobrze...
- Opowiesz mi, jak było w Singapurze? - Włączył radio i ruszyliśmy do domu. Przez prawie pół godziny nie zamykały mi się usta.

Elix

Nie mam pojęcia, o co mu chodzi. Pieprzy tylko, że jest gruby i brzydki. I że na pewno już mnie nie kręci. Powiedział to, gdy byliśmy sami w windzie, a ja byłem już twardy i podjarany jak nigdy. Bawi się w jakąś gierkę, czy po prostu zwariował?
Po powrocie do domu od razu sprawdził czystość w mieszkaniu. Widok jego siostry kompletnie go zaszokował.
- A ty co tu robisz? - Spojrzał na mnie z wyrzutem. - Czemu nic nie mówiłeś?
- Prosiła mnie.. - Miałem wyrzuty sumienia, że obiecywałem mu seks, a potem pokazałem Adę. Ale odrobimy wieczorem.
- Antoine, wszystko ci wytłumaczę. - Spojrzała na niego błagalnie. Mój ukochany pokręcił głową.
- Masz piętnaście minut. Elix, zrobisz mi herbaty?
- Pewnie. - Jak najszybciej zniknąłem im z pola widzenia. Mają sobie wiele do powiedzenia. Zabawne, że historia Ady jest tak podobna do historii Ana. Ale to w końcu rodzina.
Rozmawiali ponad godzinę. Potem mój ukochany stwierdził, że muszą zadzwonić do rodziców, co było najlepszym pomysłem. Oczywiście wyszło na to, że jestem bohaterem i wyrwałem ich drugie dziecko ze szpon złego gwałciciela, ale cieszył mnie fakt, że wszystko jakoś skończyło się dobrze.
Podobnego zdania był chyba An, który walnął się na łóżko dopiero około północy.
- Zasnęła? - Zapytałem, odkładając książkę. Ku najwyższemu przerażeniu moje słońce ubrane było w spodnie dresowe i t-shirt.
- Tak. Płakała, aż padła ze zmęczenia. - Wyglądał na równie wykończonego.
- Problemy sercowe w waszej rodzinie to chyba jakaś tradycja... - Rzuciłem od niechcenia. An posłał mi dziwne spojrzenie.
- Nieee... To tylko my z Adą sprawiamy im tyle kłopotów. Chociaż ona to jeszcze pikuś, przy homoseksualnym bracie, który wyprowadził się, żeby być bitym przez podstarzałego playboya. - Zaśmiał się smutno. - Nawet nie wyobrażasz sobie, przez co przechodzili moi rodzice.
Rozumiałem. Aż nadto.
- Każdy popełniał błędy, prawda? Najważniejsze, że wyciągnąłeś z tego jakieś wnioski i nie będziesz się pchał w dziwne relacje.
- Nie mam zamiaru pchać się już w żadne inne relacje, Elix. - Spojrzał mi w oczy. - Jesteś wszystkim, czego potrzebuję. Choć nadal nie mogę zrozumieć, co ty we mnie widzisz.
Odgarnąłem mu grzywkę z czoła.
- Tyle razy w życiu mówiłem ci, kim dla mnie jesteś. Tyle razy mówiłem ci, jaki jesteś piękny. A ty nadal, uparcie bawisz się w jakieś głupie gierki.
Westchnął.
- Kochasz mnie nawet takiego grubego?
- Daj sobie spokój. Nie przytyłeś. Wyglądasz tak samo pociągająco, jak przed wyjazdem.
- Nieprawda. - Przewrócił oczami.
- Prawda. - Podciągnąłem mu koszulkę do góry. Zaprotestował od razu.
- Nie, proszę cię...
- Wiem, że za tym tęskniłeś... - Próbowałem go całować, ale cały czas odwracał głowę. - Antoine, o co naprawdę chodzi?
- Nie czuję się dobrze ze swoim obecnym wyglądem... - Przyznał. - Nie czuję się atrakcyjny, ani seksowny. Nie mam idealnie wyrzeźbionego ciała, tak jak ty i sądzę, że ci to przeszkadza.
- Co ty gadasz? Czy jeśli uważałbym cię za brzydkiego, dobierałbym się do ciebie tak zawzięcie? Człowieku, kiedy zrozumiesz, że ja za tobą szaleję i pociągasz mnie bardziej, niż ktokolwiek na tym świecie? Powiem ci coś – tylko ty sprawiasz, że naprawdę się podniecam. Wiesz jak cierpię, gdy teraz zamiast słuchać twoich jęków, słucham narzekań na jakieś twoje dziwne wywody?
- Jesteś wredny. - Stwierdził, ale ściągnął koszulkę. - Nie mów, że nie widzisz zmian.
Przez chwilę bacznie przyglądałem się jego klatce piersiowej, żeby chwilę później delikatnie przejechać palcem po jego sutku. Wzdrygnął się słodko.
- Boli?
- Bardziej łaskocze. Elix! Proszę, przestań! - Zaśmiał się cicho. - Nie możemy być głośno, moja siostra śpi w pokoju obok!
- I dlatego to będzie takie podniecające. - Mruknąłem mu do ucha.
- No proszę cię... - Cmoknął mnie w policzek i oparł swoją skroń o moją. - Twoje oczy są jak ocean, wiesz? - Przyjrzał mi się uważnie.
- Więc spróbuj w nich utonąć. - Poprosiłem, skradając pocałunek. Usta miał cudownie słodkie i wilgotne. Nie opierał się, więc przyciągnąłem go bliżej siebie.
Znowu byliśmy jednością – nasze ciała znały się na pamięć. Antoine doskonale wiedział gdzie mnie dotknąć, a ja znałem najczulsze punkty, które rozgrzewały go do czerwoności.
- Mogę zrobić ci malinkę? - Szepnąłem, z trudem odrywając się od jego szyi.
- Tylko nie za mocną, dobrze? - Pokierował mnie w miejsce, gdzie łatwo by było ją zasłonić. Nieco zbyt gwałtownie i agresywnie wessałem się w jego skórę. Moje szczęście wygięło plecy w łuk.
- Aaaah! Boli! - Krzyknął nieco zbyt głośno.
- Wybacz.. - Liznąłem zaczerwienione miejsce. - Zejdę niżej... - Rozkoszowałem się smakiem i dotykiem jego skóry, wycałowując każde możliwe miejsce. An co chwila chichotał i wzdychał.
- Przez ten twój zarost na przemian mnie łaskoczesz i muskasz..
- To źle?
- Nie... - Delikatnie się wygiął. - To bardzo przyjemne..
Uśmiechnąłem się, powoli ściągając jego spodnie dresowe. Na bieliźnie odznaczało się widoczne wybrzuszenie.
- An, jak to dziś robimy?
- Mam ochotę na jeźdźca. Dawno tego tak nie robiliśmy. - Uśmiechnął się. - Możemy?
- Jasne. - Położyłem się wygodnie na plecach. - Działaj!
Wyjął z szafki lubrykant i wylał troszeczkę na dłoń. Ja w tym czasie pozbyłem się swojej bielizny.
Antoine przez chwilę pieścił mojego penisa, a ja próbowałem powstrzymać każdy jęk wydobywający się z mojego gardła.
- Jesteś gotowy. - Stwierdził po chwili i zdjął z siebie bokserki. Nachylił się nade mną. - Muszę ci o czymś przypomnieć...
- Słucham?
- Kocham cię. - Przez chwile całowaliśmy się tak namiętnie, że aż na chwilę straciłem oddech. Ten facet doprowadza mnie do szaleństwa!
- Ja ciebie też... - Nie zważając już na nic, wbiłem się w niego. Zaskoczony falą przyjemności, Antoine spojrzał w sufit, próbując złapać oddech. Gdy odzyskał kontrolę nad ciałem, położył rękę na mojej klatce piersiowej i sam zaczął się poruszać. Wykonywał subtelne i delikatne ruchy, lekko unosił się i niemal bezszelestnie opadał na mnie. Delektowałem się prywatnym pokazem, pozwalając, by to mój chłopak odebrał najwięcej przyjemności. Pojękiwał i wzdychał z każdym ruchem. Wyglądał, jakby był blisko finiszu.
Nagłe pukanie wytrąciło nas obu z rytmu. Antoine szybko schował się pod kołdrę, przykrywając przy okazji i mnie.
- Bądźcie ciszej! - Ada była bezlitosna. - Chce mi się spać!
Przez parę sekund patrzyliśmy się na siebie osłupiali. Potem obaj roześmieliśmy się tak głośno, że na pewno usłyszeli nas sąsiedzi.
- Jak ona mogła?! - An wyglądał na niezadowolonego. - A byłem już bardzo blisko!
- Będziesz cicho? - Postarałem się brzmieć najpoważniej jak tylko mogę.
- Tak. - Trochę się przeraził. - A co?
- To zaraz skończysz w moich ustach. - Zanurkowałem pod kołdrę.

Obudziły mnie cichutkie kroki w sypialni. Wczorajszej nocy obaj przekonaliśmy się, że jednak stara, dobra miłość francuska potrafi być najlepsza. Zasnęliśmy nadzy, zrelaksowani i wtuleni w siebie. Zarejestrowałem Adę, która biegła do łazienki.
- Bądź cicho, ok? - Poprosiłem. Spojrzała się znacząco na bieliznę leżącą na podłodze.
- Tak jak wy wczoraj?
- Po tym jak nas uciszyłaś, staraliśmy zredukować hałas do minimum.
- Ale nadal słyszałam piskliwy okrzyk „Och Elix, jesteś najlepszy!” o jakieś drugiej. - Przewróciła oczami.
- Twój brat ma spore potrzeby.
- Widziały gały, co brały. Dobra, dam wam spokój. Ale mogę iść do kibla?
- Jasne. Jesteś najlepsza! 

sobota, 29 marca 2014

Rozdział 19 - Marzenia

Od czego by tu zacząć.. Zwykłe przepraszam to za mało, gdyż wiem że spaprałam tak okrutnie, że szkoda gadać. Ale na swoje usprawiedliwienie dodam że przez miesiąc byłam odcięta od świata, nie miałam komputera, a co za tym idzie - nie mogłam dodać porządnej notki (co ja gadam, nie mogłam dodać ŻADNEJ notki). Ale teraz, trzymając na kolankach nowego lapka będę dodawać wam nowe rozdziały obu opowiadań (jeeeee!) tak często, jak tylko pozwolą mi na to moje przygotowania do matury. Dosyć pieprzenia, wracam do moich ukochanych chłopców <3

***
Dzielnie znosiłem pierwsze dwa tygodnie nieobecności mojego chłopaka. Grzecznie chodziłem do pracy, zajmowałem się Miką, chodziłem na treningi, oraz spotykałem się z przyjaciółmi. Do czasu.
Obudziłem się kompletnie załamany, gdyż ta druga połówka łóżka, do tej pory ciepła i pachnąca orzeźwiającą wodą kolońską, była taka zimna i dziwna. Ana nie było obok mnie. A mi chciało się wyć z rozpaczy.
Odpaliłem laptopa, którego trzymałem przy łóżku i połączyłem się z siecią. Spojrzałem na zegarek. Była ósma rano. Czyli w Singapurze piętnasta. Środek dnia! Wybrałem odpowiedni nick na Skype.
Ekran zamrugał niepewnie, próbując złapać sygnał. Pewnie pracuje - pomyślałem z niechęcią. 
- Nie bądź taki pochmurny! - Zabrzmiało przez głośnik. Dygnąłem przerażony. Zielone oczy przyglądały mi się z wesołym błyskiem.
- Antoine! - Niemalże westchnąłem, spoglądając się z miłością w monitor.  Uśmiechnął się słodko, odsłaniając szereg dziwnie białych zębów. Wybielał je sobie, czy co?
- Moje słońce kochane! Co u ciebie?
- Wszystko w porządku. - Skłamałem. - W przerwie od pracy u Jacobiego zająłem się dwoma nowymi projektami, spotykam się z ludźmi i staram się jakoś przetrwać te dwa miesiące. A co u ciebie?
- Nawet nie wiesz jak się cieszę że wyjechałem. - Zaczął trajkotać. - Tu jest niesamowicie. Pogoda, klimat, a przede wszystkim przemili ludzie - już dawno aż tak dobrze nie czułem się gdziekolwiek na świecie. - Oczy błyszczały mu podczas mówienia. Powinienem się cieszyć, ale było mi tak naprawdę cholernie smutno i poczułem dziwne ukłucie w sercu.
- Cieszę się. - Próbowałem brzmieć bardzo naturalnie. - Ale pamiętaj że zostawiłeś tutaj Mikę, która bardzo za tobą tęskni.
- Tylko Mika za mną tęskni? - Uniósł lekko kąciki ust. - A co z Elixem? Czy on również za mną tęskni?
Przez chwile wpatrywałem się w ekran komputera.
- Rozrywa mi serce każdego dnia, gdy budzę się rano, a ciebie nie ma obok mnie. - Mruknąłem cicho.
- I pewnie myślisz o mnie przed snem?
- Żebym tylko myślał.. - Posłałem mu lubieżny uśmieszek. Antoine roześmiał się głośno.
- To z jednej strony rajcujące i okropne! - Machnął ręką.
- Przepraszam, że mi ciebie brakuje!
- Nie o to chodzi.. W końcu robię to samo.. - Jego twarz przybrała szkarłatny odcień. Widziałem to nawet przez Skype'a. - Chcesz żebym wracał?
- Ani mi się waż. To doświadczenie, które już ci się w życiu nie powtórzy, dlatego wykorzystaj je w pełni. Mną zajmiesz się później.
- To nie fair. - Wypalił.
- Co jest nie fair?
- Że byłem takim paskudnym człowiekiem, a spotkałem kogoś tak wspaniałego jak ty. Wiesz że jak słyszę słowo "anioł", to widzę ciebie przed oczami?
- Gamoń.
- Ale to prawda! - Uderzył w blat biurka. - Jesteś naprawdę doskonały!
- Nie przesadzaj. Jestem po prostu wyrozumiały.
- Dziękuję że pozwoliłeś mi pojechać.
- Nie masz za co. W końcu początkowo nie byłem tym zachwycony.
- Nie liczy się początek, tylko efekt końcowy. - Antoine gwałtownie odwrócił głowę. - Oho, Paula do mnie przyszła. Lecimy na miasto. Pogadamy wieczorem?
- Jasne. - Uśmiechnąłem się. - Bawcie się dobrze.
- Dzięki! Miłego dnia!
- I wzajemnie! - Rozłączył się, a mnie znów ogarnęła dziwna pustka. Czyżby moje życie było aż tak uzależnione od drugiego człowieka? To chyba lekko dziwne, że myślę o nim prawie nieustannie - w końcu jesteśmy ze sobą prawie pięć lat.
Mika wskoczyła do mnie na łóżko i miauknęła donośnie.
- Jesteś głodna? - Podrapałem ją za uchem. Wtuliła się w moją dłoń. - Zaraz cię nakarmię, tylko wskoczę pod prysznic, ok?
Spojrzała na mnie ze zdziwieniem i zwinęła się w kulkę. Nie chciało mi się wstawać. Tak naprawdę nie miałem po co.
Coś mnie tknęło. Czy nie zatrzymałem się w miejscu? Już dawno przestałem się rozwijać. Ciągle tylko praca, dom, praca, dom. Od czasu do czasu treningi. Już dawno przestało mi zależeć na czymkolwiek. Moi przyjaciele się rozwijają, wyjeżdżają zagranicę, doszkalają się. A ja? Zatrzymałem się w miejscu.
Rozłożyłem się wygodniej na poduszce. Czy jest coś, co chciałem zrobić od dawna, ale nie miałem czasu?
Zawsze chciałem tańczyć, ale pijany słoń ma więcej gracji niż ja. Tylko bym ludzi straszył. Ogródka też nie założę, bo nie mam gdzie...
Śpiewanie odpada na wstępie.. Ech, pomyślę nad tym później - leniwie zwlokłem się z łóżka. Czas zacząć działać.

Sprzątając w szafie natknąłem się na swój stary album ze zdjęciami. Gdy byłem jeszcze w liceum, uwielbiałem robić ludziom foty. I nie przechwalając się, były naprawdę dobre.
- A może by tak wrócić do fotografowania? - Spytałem samego siebie. Ale nie chodziło mi o żenujące pseudo-artystyczne zdjęcia żarcia, robione I-Phonem i wrzucane na fejsa, czy inne diabelstwo. Chodziło mi o prawdziwie dobre zdjęcia. Od razu zadzwoniłem do Lykke'a.
- Elix, myślałem że nie żyjesz! - Przywitał mnie na wstępie.
- Ha, ha, ha.. To że się nie odzywam, nie znaczy że nie żyję. Zajęty byłem.
- Ja nic nie mówię. - Przyjaciel pisnął nienaturalnie cienkim głosikiem. - Czemu dzwonisz?
- Pamiętasz jak w liceum robiłem ludziom zdjęcia?
- Noo, pamiętam. Dziewczyny ustawiały się do ciebie w kolejkach. A czemu pytasz?
- Chcę do tego wrócić. - Przez chwilę po drugiej stronie rozległa się kompletna cisza.
- Serio? - Spytał z lekkim niedowierzaniem.
- Mówię poważnie. Też chcę mieć życiową pasję. Uwielbiam architekturę, ale muszę mieć jakieś hobby, nie? I dlatego potrzebuję twojej pomocy.
- Załatwić ci modeli i modelki żebyś porobił próbne zdjęcia? - Podekscytował się. - Mam znajomości z wieloma osobami...
- Na razie wystarczysz mi ty, Lykke. - Przerwałem mu grzecznie. - Chcę sprawdzić czy nadal umiem to robić.
- Jasne! - Przez chwilę wydawał się rozkojarzony. - Jasne! Dzisiaj?
- Dzisiaj? - Spojrzałem na zegarek. - No dobra. Kiedy?
- Wieczorem? U moim mieszkaniu. Mam nawet jeden pomysł. - Zachichotał radośnie. Boże, ten debil znowu coś odwali. Na pewno. Znam go zbyt dobrze. Ale skoro chce mi pomóc..
- Dobra. To do zobaczenia.
- Trzymaj się. - Rozłączył się dziwnie radosny. Uśmiechnąłem się do siebie. Skoro już zrobiłem pierwszy krok, czas zrobić drugi. Jadę po nowy aparat!

- Mogę panu w czymś pomóc? - Urocza blondynka podeszła do mnie w sklepie z elektroniką. Musiałem wyglądać na nieźle zagubionego.
- Nie, dziękuję. Po prostu zastanawiam się która lustrzanka będzie lepsza.. - Oglądałem jedne z najdroższych modeli. Kto bogatemu zabroni?
- Jeśli mogę panu doradzić, to osobiście mam tę.. - Wskazała na tańszą. - I jest doskonała. Nawet jeśli będzie robił pan zdjęcia na szybko, wyjdą idealne.
- Zaufam pani na słowo. - Uśmiechnąłem się sympatycznie.
- Jeśli uzna pan, że pana oszukałam, to postawię panu piwo. Zgoda? - Jej promienny uśmiech niemalże mnie zahipnotyzował.
- Oczywiście. - Ukłoniłem się lekko. - Znajdę panią i na końcu świata.
Roześmiała się perliście, a ludzie wokół spojrzeli na nas z uśmiechem.
- Trzymam pana za słowo. Proszę iść do kasy, a ja za chwilę przyniosę pana towar. - Odwróciła się na pięcie. Nie wiedzieć czemu, trochę poprawił mi się humor.
Przy kasie wybrałem sobie jeszcze parę niebieskich słuchawek. Może kupiłbym sobie nowy odtwarzacz i zaczął biegać na wiosnę? Czemu nie...
- Zapraszam pana! - Blondynka pomachała do mnie wesoło. Podszedłem do niej.
- Jeszcze wezmę to... - Podałem jej słuchawki i wyjąłem kartę, żeby zapłacić.
- A nie chce pan wziąć udziału w loterii? - Podała mi kartkę w polami do wypełnienia. - Wpisuje pan imię, nazwisko, numer telefonu i tym podobne rzeczy i zatrzymuje pan paragon z zakupów. Można wygrać telewizor, laptop, pieniądze, lub zestaw płyt.
- Co mi szkodzi spróbować? - Posłałem jej szeroki uśmiech i chwilę później oddałem jej kartkę.
- Proszę wpisać pin i zatwierdzić zielonym. - Coś piknęło. - Dziękuję panu serdecznie! Do widzenia!
- Do zobaczenia! Miłego dnia!
- I wzajemnie! - Dobry humor nie opuszczał mnie przez resztę dnia.

- Lykke, co to ma znaczyć? - Wpatrywałem się w przyjaciela z przerażeniem.
- Jeśli wyjdą ci te zdjęcia, znaczy że jesteś po prostu dobry. - Na głowie miał kolorowy pióropusz, a na dupsko wciągnął skórzane portki.  - Jak wyglądam? - Pokręcił zadkiem.
- Jak czub. - Podrapałem się w głowę.
- Nie rozumiesz sztuki! - Oburzył się.
- Sztuka to nie to samo, co robienie z siebie pajaca. - Przypomniałem mu. - W ogóle tu nie ma nawet warunków, żeby ci zrobić jakieś tematyczne zdjęcia.
- I w tym sęk! Jeśli zrobisz coś z niczego.. - Uniósł brew. - Załatwię ci tyle modelek i modeli, że głowa mała!
- No dobra... - Włączyłem aparat. Testowałem go prawie cały dzień. Był świetny! - Ej, masz jakąś fajkę czy skręta?
- Myślałem że nie bawisz się w takie rzeczy.. - Uśmiechnął się.
- Nie o to chodzi. To rekwizyt. Masz czy nie masz?
- Mam... Poczekaj chwilę.. - Wyszedł z pokoju w tym samym momencie, gdy telefon zaczął mi brzęczeć w kieszeni.
- Nieznany numer? - Mruknąłem do siebie. - Halo?
- Elix? - Usłyszałem kobiecy głos.
- Taaaak.. A kto mówi?
- Słuchaj, wiem że to dziwne, ale.. Wzięłam twój numer, bo ty byłeś taki fajny.. Poznaliśmy się dziś w sklepie. Jestem Pola, doradzałam ci wybór aparatu..
- Pamiętam. - Uśmiechnąłem się. - Hej!
- Cześć! Nie przeszkadzam?
- Nieee, skąd. - Lykke wciąż nie wracał. - Czemu dzwonisz?
- Bo.. Pomyślałam, że może.. Zrobiłbyś mi parę zdjęć? Zdawało mi się że znasz się na fotografowaniu. - Wydawała się o wiele mniej śmielsza, niż dziś rano.
- Czemu nie? Tylko musimy zgadać się troszkę później, bo właśnie wraca mój model. - Zaśmiałem się wesoło. - Jeszcze do ciebie zadzwonię, dobrze?
- Jasne! - Prawie krzyknęła. - No to.. pa?
- Pa! - Rozłączyłem się.
- Znalazłem! - Lykke zapalił fajkę.
- Super, siadaj pod ścianą. - Rozkazałem i przygasiłem lekko światła. Przyjaciel skombinował małe, punktowe lampki, dzięki czemu mogłem pobawić się światłem. - Broda do przodu.. dobrze... lekko rozchyl usta.. schowaj język.. dobrze... a teraz załóż lewą rękę za głowę.. o tak... klata do przodu! Dobrze!
Dwie godziny później siedzieliśmy przy piwie, oglądając foty.
- Elix..
- Hm?
- Jesteś mistrzem, wiesz?
- Są dobre, prawda?
- Miałeś do dyspozycji mnie przebranego za debila, białą ścianę i fajkę. Parę z tych zdjęć udostępnię na fejsie i oznaczę cię na nich. Może ktoś się zainteresuje i poprosi o kontakt? Swoją drogą, co cię wzięło, żeby nagle do tego wrócić?
- Miałem wrażenie że stanąłem w miejscu i już się nie rozwijam. Znasz to?
- Znam. Wiesz że chcę zacząć pisać bloga?
- Serio? O czym?
- Opowiadanie z czasów I wojny światowej. Zawsze o tym marzyłem. A pisać każdy może!
- Jak zaczniesz, podeślij i mi. Chcę być twoim pierwszym fanem. - Uśmiechnąłem się do niego.
- Dlatego jesteśmy przyjaciółmi.
- Dlaczego?
- Bo wspieramy się i rozumiemy nawet w największych pierdołach. Nie zauważyłeś?
- I się siebie nie wstydzimy. - Lykke właśnie udostępnił zdjęcie. 10 sekund później dostał pierwszego lajka. Od samego Antoine'a. 12 sekund później komentarz.
"Mieszkam z człowiekiem renesansu! Kto by pomyślał że jest tak utalentowany!"
- Nie mówiłeś Anowi?
- Nie. Trochę zabolało mnie to, że on tak się rozwija, że postanowiłem go zaskoczyć.
- Te dwa miesiące to wasz test. - Oznajmił.
- Co?
- Nooo... Teraz sprawdzicie, czy to co między wami jest to właśnie miłość. Jeśli tak, to wasz związek wejdzie na zupełnie inny poziom.
- Rozumiem, że lepszy?
- Nie dość że zaufacie sobie bezgranicznie, to zaczniesz mu mówić o wszystkim. Nawet kiedy będzie ci się chciało srać. I zaczniecie uprawiać lepszy seks. O wiele lepszy! - Przewrócił oczami. - Wszyscy mówią, że bycie w stałym związku to taka żenada. Ja się z tym nie zgodzę. Kocham to poczucie bezpieczeństwa i świadomość że moje łóżko nie będzie ogrzane tylko przez jedną noc. Kiedyś sypiałem z kim popadnie, wiesz? Pewnie nawet pamiętasz... Za każdym razem, gdy tuż po seksie ktoś wstawał się ubierać, chciałem błagać żeby tego nie robił. Bo tak naprawdę nie zależało mi na seksie, ale na poczuciu bliskości z drugim człowiekiem, wiesz? Tylko obrałem sobie chujową drogę...
- Wiem. Pamiętam jaki byłeś naiwny..
- I głupi. Tylko nie wspominaj o tym Timowi. Nie chcę żeby wiedział. Nie ma się czym chwalić.
- Spoko. Myślisz że spodobają mu się zdjęcia?
- Pewnie! Sam mi kupił ten pióropusz, ucieszy się, że w końcu go wykorzystałem. - Pokazał mi język. - Chcesz jeszcze piwa?
- Nie.. I tak nagiąłem zasady, bo jestem samochodem. - Skrzywiłem się. - Poza tym muszę już wracać. Nie nakarmiłem kota.
- Zdecydowanie muszę ci załatwić parę innych sesji... - Przyjaciel pokręcił głową. - Zachowujesz się jak kura domowa...

Nie było jeszcze 22, jak wróciłem do domu, ale Mika zdążyła pogryźć pozostawiony przeze mnie chleb na stole.
- I po co te nerwy, mała? - Podrapałem ją po główce i sięgnąłem po kocie chrupki.
Kotka wskoczyła na blat i zaczęła wsadzać łepek do opakowania.
- Spokojnie.. Zaraz zjesz... - Jedną ręką nasypywałem jej chrupki, a drugą grzebałem w kieszeni, bo zaczął mi dzwonić telefon. - Słucham?
- Cześć Elix! - Głos Jacobiego kompletnie mnie rozkojarzył.
- Witaj Jacoby.. Nie spodziewałem się telefonu od ciebie.. - Przyznałem zupełnie szczerze.
- Dobrze wiedzieć że po tylu latach, nadal jestem w stanie cię zaskoczyć.
- Czemu zawdzięczam ten telefon?
- No cóż.. - Przeciągnął głoskę. - Czas żebyś do mnie wrócił.
- Do pracy? W sumie masz rację... Robi się coraz cieplej.
- Nie Elix. - Przerwał mi. - Nie do pracy.
Stanąłem jak sparaliżowany.
- Do mnie... - Kontynuował. - Czas, żebyś wrócił do mnie...

niedziela, 16 lutego 2014

Coś nowego i świeżego - czyli osobna historia, która może stać się nowym opowiadaniem!

Hej, hej, heeeeej! <3 Wita was Ashtray, która właśnie zaczęła ferie! I najlepsze jest to, że zaczęła je - uwaga - od 39-stopniowej gorączki i powolnym zgonem w łóżku. Dzisiaj postanowiłam napisać coś innego - jeśli ta historia wam się spodoba, mogę prowadzić ją naprzemiennie z życiem Elixa i Ana. Dajcie znać jak wyszło.
Kochająca, chora, pijana i zakochana Ashtray <3 

***

Obserwowałem go za każdym razem, gdy jechaliśmy razem autobusem. Wysoki, nieziemsko przystojny, niebieskooki blondyn imieniem Aleks. Chodzimy razem do szkoły, jest w równoległej klasie i tak jak ja pisze za parę miesięcy maturę.
Dzisiaj miał na sobie czarną kurtkę z grubym, futrzanym kapturem. Niektórzy powiedzieliby, że nie pasuje on chłopakowi, jednak na nim wyglądał niesamowicie dobrze. Grał w coś na telefonie, uśmiechając się co chwila pod nosem. Jaka szkoda, że nie wiedział o moim istnieniu.
Autobus gwałtownie zahamował, a jakaś starsza pani walnęła mnie torbą w plecy. Zachwiałem się i upuściłem na ziemię notatki z polskiego. Dwóch starszych facetów rzuciło się, żeby pomóc mi je pozbierać.
- Dziękuję bardzo! - Ukłoniłem się grzecznie. - Były dla mnie bardzo ważne.
- Ucz się chłopcze, wyjdzie ci to na dobre. - Uśmiechnął się jeden z nich. - Bez wykształcenia nigdzie nie zajdziesz!
Spojrzałem się jeszcze raz na Aleksego. Zdawał się niczego nie zauważyć. I całe szczęście!

- Ty brudasie! - Monika, moja przyjaciółka spojrzała na mnie z wyrzutem. - Coś zrobił z tymi notatkami?
- Wypadły mi w busie. - Wzruszyłem ramionami. - To po części nie moja wina, jakieś babsko na mnie wpadło.
- Co znowu przeskrobał Mikołaj? - Kamil i Anka usiedli naprzeciwko nas. - Wy w przyszłości na pewno się pobierzecie. Już teraz zachowujecie się jak stare małżeństwo.
- Sądzisz że darcie się na mnie za każdym razem jest przejawem jakichkolwiek głębszych uczuć? - Uśmiechnąłem się do kumpla. - Sorry, Monika nie jest w moim typie. Wolę blondynki.
- Ja nie jestem w twoim typie? - Machnęła mi przed nosem kruczoczarnymi kłakami. - Sorry koleś, ale to ty masz jakiś problem! Foch! - Pociągnęła Ankę ze sobą. - Idziemy od was!
- Nie będziemy tęsknić! - Pomachałem jej radośnie.
- Daję wam miesiąc.
- Na co?
- Na zostanie parą.
- Już daj spokój. Ona mi się nie podoba. - Kamil przyjrzał mi się uważnie.
- Taka laska? Jakim cudem?
- No po prostu... Nie mój typ...
- Nie twój typ? Stary, to dziewczyna idealna... Wiesz co o niej mówią...
- Nie obchodzi mnie to. To tylko przyjaciółka. I nikt więcej.
- Jak wolisz. Ale wiesz.. faceci gadają...
- Niby o czym?
- Że nie spotykasz się z żadną laską, nawet na studniówkę żadnej nie wziąłeś. To podejrzane.
- Nie spotykam się z żadną, bo w żadnej się jeszcze nie zakochałem. - Uciąłem temat. To akurat była prawda. Już od dawna podejrzewałem że jestem gejem, ale dopóki nie będę pewny swoich uczuć, nie będę nic mówić. Po co mi dodatkowe problemy?
Dziewczyny po prostu mi się nie podobały. To nie tak, że któreś nie uważałem za ładną czy coś, ale.. nie pociągały mnie fizycznie. Po prostu.
- Słuchaj, a o co chodzi w ogóle w „Szewcach”? - Kamil podsunął mi książkę pod nos. Nie chwaląc się zbytnio jestem typowym przykładem szurniętego humana, który jakoś to wszystko ogarnia. Zacząłem tłumaczyć mu główne założenia Witkacego. Gdy wspomniałem mu o Czystej Formie spojrzał na mnie jakbym tłumaczył mu o biologii molekularnej.
- Dobra, wyluzuj. To co powiedziałeś mi do tej pory, wystarczy. Nie jestem aż tak ambitny jak ty.
- Jak wolisz. W ogóle mam do ciebie pytanie.
- Wal.
- Jest taki konkurs.. Trzeba napisać sztukę teatralną, ale... trzeba pracować w grupach. Chciałbyś może wziąć w nim udział ze mną?
Przyjaciel pociągnął dolną powiekę.
- Jedzie mi tu czołg? Nie bawię się w takie rzeczy. Poza tym polonistka powiedziała że ci kogoś poszuka.
- Ale też nie może znaleźć chętnego. No weeeź, jeśli wygramy to sztuka będzie grana w Teatrze Narodowym i dostaniemy jakąś kasę. Nie interesuje cię to?
- Chyba zwariowałeś. Będę musiał na to poświęcić mnóstwo czasu, a tego mi się nie chce. Mam ważniejsze rzeczy do roboty.
- Jak granie w Skyrim? - Spytałem zirytowany.
- Nie wściekaj się. Po prostu jestem najgorszym możliwym partnerem. Popytaj się dziewczyn, może one będą chciały z tobą to napisać.
W tym samym czasie zadzwonił dzwonek na lekcje. Zza rogu wyłoniła się nasza polonistka.
- Mikołaj! - Krzyknęła na mój widok. - Znalazłam ci towarzystwo do pisania sztuki! Na następnej lekcji idziemy do biblioteki!
- Oczywiście.. - Mruknąłem zaskoczony. - Jak pani to zrobiła?
- Popytałam, dałam odpowiednią motywację i ta-dam! - Otworzyła drzwi do sali, wpuszczając uczniów. - Znalazł się jeden chętny.
- Dziękuję pani serdecznie! Sam próbowałem kogoś znaleźć, ale niestety nikt nie był chętny.
- Rozumiem. Szczerze powiedziawszy, gdybym nie wiedziała jak bardzo się tym interesujesz, nie szukałabym tak intensywnie. - Co za kochana kobieta!
- Nie wiem jak się teraz pani odwdzięczę!
- Wygraj to. A teraz siup do klasy!

Biegłem podekscytowany w stronę biblioteki. Zastanawiałem się kto to może być.
- Dzień dobry! - Przywitałem się z bibliotekarką. - Pani profesor Kafta powiedziała...
- Tak, wiem. - Uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie. - Czeka w czytelni.
Przebiegłem pomiędzy rzędem regałów. Tak bardzo nie mogłem się doczekać.
Odbiłem się od czyjejś klatki piersiowej i z impetem uderzyłem w jeden z regałów, który zatrząsł się niebezpiecznie. Zdążyłem zasłonić rękami głowę, zanim spadło na mnie parę ciężkich tomów.
- Nic ci nie jest? - Usłyszałem męski głos. Nieśmiało spojrzałem na niego przez palce. Chabrowe, lśniące oczy przyglądały mi się z lekką troską, zagryzł seksownie dolną wargę. Pojedyncze kosmyki złotych włosów opadały mu na czoło. - Zrobiłem ci coś?
- Nie... - Próbowałem zgrywać twardziela i wstać o własnych siłach, jednak poślizgnąłem się na kartce. Aleks złapał mnie za ramiona. - Wszystko w porządku...
- Właśnie widzę... Jesteś Mikołaj, prawda?
- Tak, Aleks...
- Znasz mnie? - Przyjrzał mi się badawczo.
- Taaaak, bo ten... No... Moje koleżanki się tobą ekscytują i plotkują o tobie. - Uśmiechnął się półgębkiem. - I tak jakoś zapamiętałem twoje imię. - GENIUSZU!
- Ładne chociaż?
- No... taaak. Ładne. - Rozejrzałem się po czytelni. Byliśmy sami. - Czy to ty jesteś osobą, która chce ze mną pisać sztukę?
Aleks podrapał się w tył głowy.
- Słuchaj, bo to nie takie proste... Otóż.. ja w ogóle nie umiem pisać, a robię to tylko dla profitów.
- Czyli że co? Dla kasy?
- Skąd. Babka od polskiego powiedziała, że jeśli ktoś pomoże ci przy tym projekcie, dostaje piątkę w randze sprawdzianu. A jeśli dostaniemy jakieś miejsce, to dostaje szóstkę w tej samej randze. A że jestem kompletnym głąbem z polskiego, muszę się jakoś ratować.
- Chyba przesadzasz. Nie może być aż tak źle...
- Oj, chyba nie. Miałem 20% z próbnej matury z polskiego, więc uwierz – tonący brzytwy się chwyta. Nie chcę nagrody, pieniędzy czy co tam można wygrać. Ja chcę zdać z polskiego. Dlatego zostawiam ci wolną rękę.
Nie mogłem w to uwierzyć. Nie wyglądał na takiego nieogarniętego, żeby nie zdać podstawowej matury.
- Skoro masz takie problemy z polskim.. - Zacząłem nieśmiało. - To może spróbowałbym ci pomóc? Jakieś korki czy coś?
- Muszę ci odmówić. Nie mam pieniędzy, żeby ci zapłacić.
- Ale ja nie chcę za to pieniędzy... - Wzruszyłem ramionami.
- Nie no, przestań.. Nie będę cię wykorzystywał.
- Skoro ja wykorzystuję ciebie do wzięcia udziału w konkursie, ty możesz wykorzystać mnie do poprawienia ocen z polskiego.
- Ale serio.. Nie masz nic przeciwko? - Spojrzał się na mnie wątpliwie. Nasza znajomość rozwijała się zaskakująco szybko.
- Sam ci to zaproponowałem. Zgódź się, nie pożałujesz. - Jezu, ale to było lamerskie. Jakbym go podrywał lub coś.
- No to.. dobra. - Kiwnął głową i podał mi dłoń. Uścisnąłem ją entuzjastycznie. - W ogóle.. powiedz mi o co chodzi w tym konkursie..
- No to tak... Mamy miesiąc na napisanie sztuki. Możemy napisać o czymkolwiek chcemy – o czymś co nas śmieszy, martwi lub smuci. Tylko ma być to naprawdę długie i historia ma być oryginalna i ciekawa.
- I masz jakiś pomysł?
- Na razie nie. Ale wszystko przed nami.
- Nami? - Uśmiechnął się cynicznie. - Powiedziałem, że zostawiam ci to wszystko. Ja tylko chcę dostać moją piątkę z polskiego.
- Nie chcesz nawet wiedzieć o czym będzie ta sztuka? Poza tym możesz mieć jakiś fajny pomysł. A jeśli ktoś cię o to spyta?
- No dobra.. Ale pisaniem zajmujesz się ty, ok? - Zniecierpliwiony przeczesał włosy. - A co do naszych korków.. Chcesz załatwiać to w szkole czy gdzieś poza? Na przykład u mnie w domu czy u ciebie? Gdzie mieszkasz?
- Targówek. A ty?
- Ooo, ja też! Czyli bardziej opłaci nam się spotkać gdzie indziej.. W ogóle.. spoko z ciebie gość. - Aleks klepnął mnie w ramię. - Gdy cię zobaczyłem, uznałem że możesz być jakimś frajerem z którym nie będę miał o czym gadać.
- Dziękuję za komplement? - Spytałem podejrzliwie. Aleks w odpowiedzi roześmiał się perliście.
- Nie ma za co. Dobra, ja muszę spadać. Daj mi swój numer, żebyśmy mieli się jak skontaktować. Jakbyś czegoś chciał, to napisz do mnie, dobra? - Podyktowałem mu numer, a on zapisał go w telefonie. - Trzymaj się. - Podał mi rękę
- Cześć! - Patrzyłem jak znika pomiędzy regałami, nie wierząc we własne szczęście. Piękny i wspaniały Aleks będzie moim partnerem w pisaniu sztuki.. Może podczas wspólnych obrad przypadkowo złapię go za rękę, ewentualnie skradnie mi buziaka lub co gorsza – serce... Bylibyśmy parą do końca życia i... Wstrzymaj konie! Przecież Aleks jest hetero, prawda? Co chwila zmienia dziewczyny, niemożliwe żeby zainteresował się chłopakiem. I to jeszcze takim dziwakiem jak ja. Westchnąłem i zabrałem się za poukładanie książek, które rozwaliłem. Może nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło? Może zyskam nowego kumpla? Albo przynajmniej wygram ten konkurs? Ech, co będzie, to będzie...

- Cześć mamo! - Krzyknąłem, zatrzaskując za sobą drzwi.
- Mikołaj, nie musisz się wydzierać. - Upomniała mnie, wychodząc z kuchni. - Mieszkamy w bloku, sąsiedzi zaraz będą się czepiać, że im przeszkadzasz..
Od razu widać że jestem jej synem. Oboje mamy brązowe oczy, kasztanowe, podatne na kręcenie włosy i brzoskwiniową, ciepłą cerę. Tylko że ja dodatkowo odziedziczyłem po ojcu pojedyncze, ciemne piegi umiejscowione wokół nosa. Nie znam ojca, moja mama wpadła z nim na piątym roku studiów. Płaci alimenty, ale nie chce żebym wiedział kim jest. Ale nie przeszkadzało mi to, gdyż wychowywał mnie brat mojej matki, Artur. Był najlepszym zastępczym ojcem, jakiego tylko mogłem sobie wyobrazić i nie było mi przykro z faktu że wychowuje się w „niepełnej” rodzinie.
- Przepraszam.. Wiesz co się stało? Dzisiaj poznałem chłopaka z którym piszę tę sztukę do konkursu!
- W końcu! - Ucieszyła się. - I co, macie już jakieś pomysły?
- Na razie nieee.. Zaczniemy nad tym pracować od jutra. Ale nawet nie wiesz jaki jestem zadowolony! - Usiadłem przy stole w kuchni.
- Chcesz herbaty? - Spytała z ciepłym uśmiechem. - Obiad będzie dopiero za pół godziny.
- Poproszę. A co u ciebie w pracy? - Mama pracowała w wydawnictwie jako korektor. Twierdzi że to najlepsze co ją spotkało w życiu, zaraz po posiadaniu dziecka.
- Zamierzają wydać książkę nastoletniego chłopca, który co prawda ma talent, ale robi mnóstwo błędów. I mam co do niego mieszane uczucia. Ale będę to poprawiać, dopóki nie przestaną mi za to płacić. - Zaśmiała się.
- A o czym jest ta książka?
- Spodobałaby ci się. Wszystko dzieje się podczas II wojny światowej, gdzie ss-mann zakochuje się w żydówce. Nic dobrego z tego nie wynika, ale książka jest naprawdę bardzo dobra.
- Przyniesiesz mi jeden egzemplarz? - Poprosiłem.
- Jak tylko się wydrukuje. Tymczasem czytaj lektury. - Pokazała mi język. Mieliśmy ze sobą świetny kontakt, nie ukrywałem nic przed mamą.
- Zawsze czytam. Inaczej nie byłbym postrzegany za dziwaka. - Uśmiechnąłem się. - Idę od ciebie, zobaczyć co się dzieje w magicznym świecie internetu.
- Zawołam cię jak ziemniaki się dogotują!

Usiadłem przed laptopem i odpaliłem facebooka. Dostałem jedno zaproszenie do znajomych.
- Aleksander Zakrzewski chce dodać cię do swoich znajomych.. - Przeczytałem na głos, a serce zaczęło mi bić szybciej. Niemalże od razu zaakceptowałem. Jak on mnie znalazł? Przecież dałem mu tylko swój numer telefonu.
Dźwięk wiadomości przywrócił mnie do życia. „Aleksander napisał do Ciebie...”
„Siemasz, masz może jutro czas? :)” - przełknąłem głośno ślinę. Poczułem jak czerwienią mi się policzki.
„Pewnie. A coś się stało?” - Odpisałem mniej niż dziesięć sekund później. Zachowuję się jak napalona gimnazjalistka, wstyd!
„W piątek mam sprawdzian z Młodej Polski i chciałbym powtórzyć to i owo... Mogę liczyć na Twoją pomoc?” - cała moja ekscytacja spadła do poziomu Rowu Mariańskiego. No pewnie, że nie chciał się ze mną umówić. Potrzebuje pomocy.
„Pewnie.. Zgadamy się w szkole?” - głupek ze mnie. Zawsze zaczynam się przedwcześnie przywiązywać i wyobrażać nie-wiadomo-co.
„Ech... Jutro mnie nie będzie w szkole, dlatego lepiej jakbyś przyszedł do mnie do domu...” - Wysłał mi adres. „O której kończysz zajęcia?”
„O 13, więc będę u ciebie tak około 14, zgoda?”
„Pewnie. Dzięki wielkie, stary!” - Zielona kropka przy jego nazwisku zniknęła.
-Wielkie dzięki... Stary... - Westchnąłem ciężko.
- Co ty tam mamroczesz pod nosem? - Mama położyła mi pranie na fotelu.
- Nic takiego. Tekst piosenki.. - Mruknąłem.
- Wszystko w porządku? - Podrapała mnie po głowie.
- Tak, w porządku. Pomóc ci z obiadem?
- Skoro tak bardzo chcesz...

Zadzwoniłem do jednego z najlepiej wyglądających apartamentowców w okolicy. Aleks mieszkał w pięknej okolicy. W przeciwieństwie do mojego obskurnego i niebezpiecznego osiedla, gdzie możesz dostać nożem w brzuch przy każdej możliwej okazji.
- Kto tam? - Aleks wydawał się poddenerwowany.
- Mikołaj. Przeszkadzam?
- No skąd. Właź. - Pchnąłem szklane drzwi i wszedłem do środka. Przywitał mnie uśmiechnięty portier.
- Dzień dobry, mogę prosić pana imię i nazwisko? I nazwisko osób, którym składa pan wizytę?
- Mikołaj Sawko. A przychodzę do państwa Zakrzewskich. - Nieśmiało ukłoniłem się mężczyźnie.
- Dziękuję panu bardzo! Miłego dnia!
- I wzajemnie!
Podjechałem windą na 4 piętro i poszedłem prosto do mieszkania nr 12. Ostrożnie zapukałem do drzwi.
- Wchodź! - Aleks otworzył drzwi, ubrany tylko w spodnie od dresu. Przez kark miał przerzucony biały ręcznik, a mokre włosy przyklejały mu się do twarzy. - Sorry, że otworzyłem ci prawie nagi, ale dopiero wstałem i musiałem się wykąpać. Rozgość się, a ja założę coś na siebie. - Zniknął za drzwiami (najprawdopodobniej) swojego pokoju. Dopiero teraz mój mózg zaczął normalnie pracować. Był pięknie zbudowany i bardzo pociągający. Potrząsnąłem głową, próbując wymazać z niej ten niesamowity widok.
- Myślałem o ten sztuce i wpadłem na pewien pomysł... - Wrócił do przedpokoju, zarzucając na siebie czerwoną bluzę.
- Słucham.. - Uśmiechnąłem się przyjaźnie.
- Może to będzie kontrowersyjna sztuka?
- Jak bardzo kontrowersyjna?
- Nooo... opowiadająca o miłości między rodzeństwem.
Oczy wyszły mi z orbit.
- Skąd czerpałeś inspirację? - Spytałem lekko przerażony.
- Wczoraj oglądałem taki film... I tak jakoś.. Mi wyszło...
- Myślę że jednak to będzie zbyt wystrzałowe.. Możemy się podjąć tematów tabu, ale nie aż takich. Już myślę że wątek homoseksualnej miłości albo dziecka bitego przez rodziców byłby bardziej na miejscu.
- Czyli pomysł do dupy? - Chyba się zmartwił.
- Nieee, tylko... Zbyt odważny.
- Trochę jak nowa Miley Cyrus, co? - Zadrwił.
- Kto?
- Miley. Hannah Montana. Disney. Wielka gwiazda.. - Próbował tłumaczyć.
- Nie kojarzę jej. Sorry. Nie interesuję się gwiazdami popu i tym podobnymi.
- Prawdziwy, szalony human. Dobra, chcesz coś do picia? Herbaty, soku czy coś?
- Może trochę soku..
- To ja idę po szklanki, a ty idź do mojego pokoju. - Serce na chwile przestało mi bić. Mikołaj, spokojnie. Bądź poważny.
- Jasne... - Jego pokój był ciepły i przytulny. Czerwono-pomarańczowe ściany ze zdjęciami Aleksa przedstawiającego go w różnych okresach. Widać było małego chłopca przebranego za Indianina, nastolatka w otoczeniu kumpli i bobasa z mamą i tatą. Uśmiechnąłem się mimowolnie. To było zbyt słodkie.
- Och, nie patrz na te zdjęcia. - Zaśmiał się, wchodząc do pokoju. - Są bardzo stare i trochę żenujące.
- No przestań, to świetna pamiątka na całe życie... Szczególnie to zdjęcie jak jeździsz z ojcem samochodzikiem w wesołym miasteczku!
- No coś ty.. Nie mów że nigdy nie robiłeś tego ze swoim ojcem!
- Nie robiłem. Nie mam ojca. - Zanim zorientowałem się że w pokoju jest za cicho, minęło parę dobrych sekund. Spojrzałem na Aleksego. Wyglądałby jakby dał mi w twarz.
- Przepraszam! - Krzyknął. - Nie wiedziałem!
- Ależ to nie twoja wina. - Uśmiechnąłem się smutno. - Zabieramy się do nauki?
- Tak... chyba powinniśmy..

- Po prostu naucz się młodopolskich nurtów.. Wbrew pozorom nie ma ich aż tak wiele. - Okazał się bardzo pojętnym uczniem, który potrzebował tylko trochę uwagi. - I przeczytaj te parę wierszy, które masz tu zapisane. Chyba nie będziesz miał aż tak trudnego tego sprawdzianu. - Zaśmiałem się.
- Zastanawiałeś się kiedyś jak to jest całować się z mężczyzną? - Przez sekundę myślałem że się przesłyszałem.
- O czym ty gadasz?
- Nie chciałeś kiedyś sprawdzić jak to jest być z facetem? - Zapytał zupełnie poważnie.
- Kiedyś może o tym pomyślałem...
- Bo ja ostatnio myślę o tym cały czas. Baby są irytujące. - Oparł się o stół. - Pieprzą o głupotach, tylko się malują i ta wstrętna maź zostaje ci na ubraniach i nie pozwalają ci na nic. Faceci są inni.
- Fakt. - Przyznałem. - Masz zupełną rację.
- Ty na przykład jesteś inny. - Wskazał na mnie palcem. - Mówisz mądrze, jesteś fajny i inteligentny. Plus jesteś przystojny. Chcesz ze mną spróbować? - Spojrzałem na niego przerażony, ale i podniecony.
- Ale przecież...
- Dawaj, to tylko pocałunek. - Zaśmiał się, wstając z fotela. Złapał moją dłoń i jednym ruchem pociągnął tak, że znalazłem się w jego objęciach. Czułem odurzający zapach kokosowego szamponu do włosów i jakieś wody po goleniu. Widziałem jego piękne, błyszczące, niebieskie oczy i pełne wargi, centymetry od mojej twarzy. Poczułem jak cała krew odpływa mi z twarzy i spływa... no właśnie.
- Aleks, nie powinniśmy... - Mruknąłem cicho.
- Czemu nie? - Pogładził mnie po policzku. - To tylko niewinny buziak. - Subtelnie wsunął język w moje usta, a ja całkowicie mu się poddałem. Wargi miał ciepłe i wilgotne, w jego oddechu wyczuwałem smaczek miętowej pasty do zębów. Pociągnąłem jeden ze złotych kosmyków jego włosów. W odpowiedzi przyciągnął mnie jeszcze bliżej.
Jego język manipulował mną niezwykle umiejętnie. Pocałunek był wyjątkowo namiętny. Przez chwilę zastanawiałem się czy to nie jest sen.
Gdy jeden z palców niebezpiecznie zsunął się pod gumkę od moich bokserek zacząłem panikować. Co on do cholery robi?! Czy ma zamiar...?!
W tej samej chwili w głębi mieszkania zadzwonił telefon. Aleks niechętnie się ode mnie odsunął.
- Poczekaj tu na mnie. - Cmoknął mnie w nos i wyszedł. Jezu, co ja robię, CO JA ROBIĘ?! Przecież to szaleństwo! Nie mogę, po prostu nie mogę!
Złapałem swoją torbę i szybko wyszedłem na korytarz. Ubrałem się w ekspresowym tempie i wybiegłem z budynku, nie żegnając się nawet z portierem. Co to było, co to do chuja było? Czy ja właśnie całowałem się z...? Nie, nie mogę o tym myśleć. Pewnie robił sobie jaja. Pewnie słyszał o tym że podejrzewają że jestem gejem. Chciał sprawdzić, czy to prawda...
Trzasnąłem drzwiami od domu tak mocno, po domu przeszedł głuchy huk. Na szczęście mama jeszcze nie wróciła. Na szczęście.
Spojrzałem na ekran telefonu. 3 połączenia od nieznanego numeru. Numeru Aleksa. Czym prędzej wyłączyłem telefon i wpakowałem się pod kołdrę.. Chciałem by ten dzień się skończył...

Siedziałem w czytelni, dokańczając swoje zadanie domowe z historii. Nagle tuż obok mnie wylądował gruby, czarny zeszyt od polskiego.
- Zapomniałeś go wczoraj. - Miękki głos odbił się echem w mojej głowie. - Sprawdzian napisałem chyba dobrze, wszystko dzięki tobie. - Mówił wprost do mojego ucha. Dobrze że nie widział mojej twarzy, byłem cały czerwony. - Dziękuję ci za wszystko. Teraz już się ode mnie nie uwolnisz. - Poczułem jak składa delikatny pocałunek na moim karku. Przyjemnie załaskotało. - Do zobaczenia.. - Podrapał mnie po głowie i wyszedł. A ja jeszcze przez dziesięć minut nie mogłem dojść do siebie...  

niedziela, 12 stycznia 2014

Rozdział 17 - Rozkosz

Zainspirowana swoim własnym, ciężkim życiem, oraz paroma filmami dodaję z lekkim opóźnieniem notkę. Miłego czytania? :D
piosenka, przy której tworzyłam notkę (to już uzależnienie) - https://www.youtube.com/watch?v=_XC2mqcMMGQ :D

***

Wieczorem zaczęło mi się kręcić w głowie. I bynajmniej nie było to spowodowane przez mojego ukochanego. Wypiłem duszkiem szklankę wody i usiadłem przy stole. Mika wskoczyła mi na kolana.
-Nie będę się z tobą teraz bawił. - Podrapałem ją za uchem. - Źle się czuję.
Kicia rosła jak na drożdżach, nie przypominała tego małego, zmarzniętego kociaka, którego przygarnąłem. Teraz pełna energii, której nie miała gdzie spożytkować, zaczęła bawić się sznureczkiem od mojej bluzy. A ja z każdą sekundą czułem się coraz gorzej. An był w pracy, więc byłem zdany tylko na siebie...
- Chyba się położę... Mika, idziesz ze mną? - Kicia spojrzała na mnie ciekawskim wzrokiem, a potem wybiegła z kuchni. Chyba nie była zainteresowana propozycją. Dźwignąłem się z krzesła i powlokłem się wprost do sypialni. Nie miałem nawet siły się umyć. Owinąłem się kocem i położyłem, zasypiając parę chwil później.

Antoine
Pierwsze co zauważyłem po wejściu do sypialni to leżący na łóżku Elix, szczelnie owinięty kocem. Przypominał burito. Mika trącała go łapką po uchu, oczekując że mój chłopak wstanie i się nią zaopiekuje.
- Zostaw go, mała. Niech śpi. - Wywaliłem kotkę do salonu i zamknąłem drzwi. Podszedłem do łóżka. I cmoknąłem Elixa w czubek głowy. Był gorący jak piec. - Elix! - Delikatnie nim potrząsnąłem. Lekko otworzył oczy. - Dobrze się czujesz?
- Nie... - Mruknął gardłowo. - Wszystko mnie boli...
- Zaraz ci zmierzę gorączkę.. -Wziąłem z kuchni termometr i na wszelki wypadek wziąłem parę leków. Wróciłem do mojego chłopaka. Wyglądał trochę jak nieprzytomny. - Co cię boli?
- Głowa, kręgosłup, wszystkie mięśnie.. I chce mi się wymiotować... - Nie otwierał oczu.
- Co dzisiaj jadłeś?
- Odgrzałem sobie zupę z wczoraj, a do pracy zrobiłem sobie kanapki z łososiem.
- To nie wiem co jest nie tak... - Sprawdziłem termometr – prawie 39 stopni. - Ubrałeś się ciepło?
- Taa.. - Mruknął.
- Kłamiesz.
- Nie...
- Znamy się nie od dziś, wiem że kłamiesz. Oczywiście nie wziąłeś szalika i czapki jak normalny człowiek, prawda?
- Nie za wiele dziś wychodziłem...
- No i co z tego?! Wystarczy, żebyś się zaziębił. - Otworzyłem lek i rozpuściłem go w wodzie. - Usiądź i pij. - Podetknąłem mu szklankę pod usta. Pił małymi łykami, starając się nie zakrztusić. Co za nieodpowiedzialny kretyn.. Jeszcze teraz będzie chorował..
- Idę do łazienki.. - Odepchnął moją rękę. - Niedobrze mi...
Zamknął się na dobre dziesięć minut. Czekała mnie długa noc..

Nie mogłem spać. Cały czas biegałem wokół Elixa, który chyba miał już dość.
- Błagam cię, połóż się. Ja i tak tylko śpię...
- Muszę jechać do apteki, kupić ci więcej przeciwgorączkowych... Nic ci nie zbiło.. Może umówić cię do lekarza?
- Może nie? To tylko przeziębienie. Prawdziwy facet da sobie radę sam. - Uśmiechnął się nieśmiało, żeby pięć sekund później skończyć w łazience. Westchnąłem i poszedłem do kuchni zrobić mu mięty. Mama zawsze powtarzała że jest dobra na żołądek. Tylko co on ma jeść? Bo jeść musi. - Nic mi nie jest... - Przyszedł do kuchni. Policzki miał czerwone, a skórę prawie przezroczystą. Wyglądał okropnie.
- Siadaj. Zaraz dam ci pić.
- Chyba mogę sam trzymać kubek.. - Próbował się bronić.
- Wyglądasz jak chodzący obraz nędzy i rozpaczy. Mam wrażenie, że ten kubek będzie mógł cię zgnieść
- Pocałowałbym cię, gdyby nie fakt że parę sekund temu rzygałem jak szalony. - Wziął pierwszą łyżeczkę do ust. Mama zawsze tak robiła jak byłem mały. Twierdziła że nie mogę wypić za dużo naraz. - W ogóle że się nie brzydzisz..
- Czego?
- Mnie.
- Niby czemu? Bo jesteś chory? Elix, myślałem że jesteśmy dorosłymi ludźmi i nasz związek nie polega tylko na trzymaniu się za rączkę, gdy jesteśmy zdrowi i piękni. Poza tym ja też już nie raz byłem chory i jakoś nie uważałeś to za obleśne. Kretyn. - Cmoknąłem go w czoło. - A teraz idź i wypoczywaj. Musisz się wykurować.
- Tak, mamo.. - Niechętnie wstał. - Ale chodź ze mną. Nie lubię spać sam. - Złapał moją dłoń.
- Podjadę do apteki, a potem będę z tobą leżał cały dzień..
- Nie. Chodź ze mną TERAZ! - Nalegał. A ja niestety nie umiałem mu odmówić..

Elix

Choroba wyjęła mi trzy dni z życia. Nic, oprócz jedzenia, spania i wymiotowania. Jacoby gdy tylko usłyszał o moim stanie, dostał ataku paniki, ale pozwolił mi zostać w domu. Zapowiedział jednak że „będę to musiał odpracować”. Gnom.
Antoine troszczył się o mnie jak o małe dziecko, co powoli zaczynało mnie denerwować. Ten chłopak posunął się do karmienia i pojenia mnie łyżeczką. Wziął nawet zastępstwa w pracy, żeby tylko przy mnie być. Cieszyłem się że dziś w końcu idzie do roboty.
- Dasz sobie beze mnie radę? - Związywał sobie włosy.
- Na pewno. Czuję się dobrze. - Założyłem mu fartuch. - Poza tym co może pójść nie tak?
- Elix, boję się.. Naprawdę źle wyglądałeś w ciągu ostatnich trzech dni.
- Wiem, ale An... Do jasnej cholery, będę siedział w domu. Dam sobie radę. A teraz idź, bo się spóźnisz. - Objąłem jego twarz dłońmi i delikatnie pocałowałem.
- Obiecujesz, że jak coś się stanie, to zadzwonisz? - Mój chłopak zatrzepotał rzęsami i cmoknął mnie jeszcze raz.
- Obiecuję. Miłego dnia! - Prawie wyrzuciłem go za drzwi. Po jego wyjściu osunąłem się na podłogę. W końcu spokój i cisza...
Zrobiłem sobie herbaty i usiadłem przed telewizorem, żeby obejrzeć wiadomości. Tak jak się spodziewałem, nic się nie zmieniło. Kolejne kłótnie, obrzucanie się błotem, wymyślone problemy psychologiczne, odwracające uwagę od prawdziwych tragedii.. Co za porażka. Szybko zmieniłem kanał na jakiś program przyrodniczy. Mika wskoczyła mi na kolana.
- Patrz, to twoi krewni. - Pokazałem palcem na dwa tygrysy. Mała przyglądała się im zaciekawiona. - Tylko może jedzą trochę więcej niż ty..
- Miau! - Odwróciła się w moją stronę.
- No niestety.. Rodziny się nie wybiera. Chociaż ty masz takie ładne tygrysie prążki na pyszczku. - Pogłaskałem ją. Jestem kompletnym debilem. A przynajmniej się tak zachowuję. Chociaż wydaje mi się że rozmowa ze zwierzętami wpływa jakoś korzystnie na człowieka i jego kondycję psychiczną. Ta... tak samo jak posiadanie wymyślonych przyjaciół. A propos przyjaciół... Dawno nie sprawdzałem Facebooka. Ciekawe czy coś się dzieje i czy ktoś o mnie pamięta. Dostałem parę wiadomości od Lykka, który podesłał mi parę śmiesznych linków na youtube, Daniela i od Mai, która życzyła mi szybkiego powrotu do zdrowia. Odhaczyłem wszystkie zaczepki, dodałem Kajetana do znajomych i wyłączyłem komputer. Co powinienem zrobić? Mam aż tydzień wolnego (tak, Antoine zabrał mnie do lekarza) i kompletnie nie wiem czym się zająć. Może przeczytam jakąś książkę? Albo porysuję jak za dawnych lat? Niee, już dawno tego nie robiłem, moja wyobraźnia nie działa już tak dobrze.
Pokręciłem się chwile bez konkretnego celu i ponownie odpaliłem laptopa mojego chłopaka. Wszedłem w folder „anime” i przeglądałem poszczególne tytuły. W końcu natknąłem się na egzotyczną nazwę „yaoi”. Kierowany ciekawością (a może raczej głupotą) zajrzałem do środka. Wybrałem pierwszy, lepszy film. Zamarłem.
Na ekranie pojawiła się para gejów uprawiająca dość... dziki i perwersyjny seks. Chłopak wyglądający jak typowy bandzior niemalże gwałcił młodego i dość uroczego chłopca popiskującego jak świnka morska przy każdym ruchu kochanka. Wyłączyłem to jak najszybciej, żeby sprawdzić następne anime. Sytuacja się powtórzyła, tylko tutaj seks nie był na samym początku. Czyżby mojego chłopaka kręciło sado-maso? Na samą myśl robiło mi się dziwnie – nie to, że o tym nie słyszałem, czy coś, ale taki rodzaj sprawiania sobie przyjemności jest mi obcy i dość abstrakcyjny. Poza tym kojarzy mi się z osobami nie do końca normalnymi. Czy Antoine jest nienormalny? Obiektywnie patrząc, to najnormalniejszy facet świata.
Odłożyłem jego laptopa na miejsce, mając okropne wyrzuty sumienia. Grzebałem mu w rzeczach i znalazłem TO. Jeśli się przyznam będzie na mnie wściekły. Kto by nie był? To chyba taki folder z pornosami.. Chwila, chwila.. Folder z pornosami? Czyli mój chłopak do tego.. Nie, nie, nie! Elix, nie wolno ci o tym myśleć! Może ogląda to ze względu na fabułę? Zastanowiłem się chwilę nad swoimi słowami.
- Ja to kurwa rzeczywiście jestem pajacem. Oglądać pornosy ze względu na fabułę! Żem wymyślił!
Nic mu nie powiem i udam że nic się nie stało. Tak, to będzie najlepsze rozwiązanie! Obaj będziemy żyli w idealnej harmonii jak przedtem i wszystko będzie w porządku! Nawet mu jutro rano zrobię śniadanie.. Lubi jak mu robię racuchy (które są jednym z niewielu „potraw”, które umiem zrobić). Chyba że podszkolę się w jakimś programie kulinarnym i zrobię coś innego... Szybko włączyłem telewizor.

- Co tak pachnie? - Antoine wszedł do kuchni kompletnie nieogarnięty. Miał potargane włosy, a na policzku odcisnął się mu jakiś guzik. - Racuchy! Elix, zrobiłeś mi racuchy na śniadanie!
- Tylko tak mogę się odwdzięczyć za opiekę. - Uśmiechnąłem się do niego. - Kawy?
Energicznie pokiwał głową. Cieszył się jak małe dziecko.
- Nie to, żebym nie lubił gotować, ale to takie miłe.. Szczególnie od człowieka, który z kuchnią ma niewiele wspólnego!
- Chcesz je same, czy wyjąć ci jakiś dżem czy miód?
- A są z jabłkami?
- Tak.
- To daj mi tylko cukier puder. - Postawiłem przed nim kubek i talerz z plackami. Ochoczo zabrał się do jedzenia. - Są takie pyszne! Jakim cudem człowiek, który potrafi przypalić tosty, może zrobić coś tak niewiarygodnie dobrego?
- Nawet ja mam swoje sekrety. - Puściłem mu oczko i usiadłem przy stole, popijając miętę. Wolałem nie drażnić żołądka.
- Matko, wczoraj w pracy wszyscy mieliśmy jakieś zaćmienie umysłowe. Jedna kelnerka trzy razy pomyliła zamówienia i zrobiliśmy 6 porcji dania, którego nawet nikt nie zamawiał. Nam było wesoło, bo mieliśmy co jeść, ale szef jak się o tym dowiedział, to myślałem że zabije tę dziewczynę.
- Jak to się skończyło?
- Każdy kombinował tak, żeby wyszło na niego i szef był tak skręcony, że nie wiedział kogo ukarać. Więc jej się upiekło. Potem nam dziękowała i tłumaczyła że zachowywała się tak, bo jej dziecko było chore i się martwiła. Wiedziałem jak się czuła. - Westchnął. - A ty co wczoraj robiłeś?
- Eeeeeeeeee... No cóż... Tak właściwie to nic takiego... Trochę poczytałem, trochę pooglądałem...
- Co oglądałeś?
- Hm.. No ten, no wiesz... Program na National Geographic. O tygrysach! Mika oglądała razem ze mną! - An kiwnął głową z uznaniem.
- Ja na tych programach zawsze usypiam. Nigdy nie mogę trafić na jakiś dobry. Nasza mała królewna pewnie była zachwycona...
- Niby czym? - Spytałem idiotycznie.
- Tygrysami? Oglądałeś w ogóle ten program? - Spojrzał się na mnie podejrzliwie.
- No oczywiście!
Antoine uśmiechnął się półgębkiem.
- Ty robiłeś śniadanie, to ja pozmywam. A ty idź i leź. Jeszcze do końca nie wyzdrowiałeś. - Zebrał talerze i kubki ze stołu.
- Dobra, to pójdę coś obejrzeć w tv. Jak skończysz, to przyjdź do mnie.
- Jasne. Ale skoro masz łazić po domu to się chociaż cieplej ubierz.
- Tak, mamo. - Pokazałem mu język. Antoine zmrużył oczy i niewiarygodnie szybko złapał mnie w pasie. Przycisnął mnie do ściany, tak że nie mogłem się poruszyć.
- Jeszcze raz to zrobisz... - Zamruczał.
- To co? - Przekornie zrobiłem to jeszcze raz.
- Zostaniesz ukarany. - Zmysłowo polizał mój język. Zarzuciłem mu ręce na kark, a prawą nogą objąłem jego biodro, jeszcze bardziej zmniejszając dystans między nami. Całowaliśmy się namiętnie. Dłonie Ana niecierpliwie błądziły pod moją koszulką.
- Mnie się podoba. Mogę być karany częściej? - Zapytałem, podgryzając wargę ukochanego.
- Zastanowię się. - Uśmiechnął się seksownie, dając mi przelotnego całusa. - Idź się ubrać, bo jesteś zimny jak lód.

- Elix! Używałeś mojego laptopa? - Zamarłem na te słowa. Czyżbym czegoś nie wyłączył? Lepiej udam że nie słyszałem pytania. - Ziemia do mojego chłopaka! - Cmoknął mnie w głowę. - Używałeś mojego laptopa?
- Eeeee.. no... ten.. no... a co? Coś się stało? Nie wyłączyłeś czegoś?
- Używałeś czy nie?
- Ale...
- ELIX! Odpowiedz mi! - Zażądał.
- Używałem. Wszedłem sobie na facebooka, pocztę itp.
- To dobrze, bo myślałem że mi się bateria zepsuła. Swoją drogą szkoda że nie podłączyłeś mi go do ładowania.
- Prz... Prze... Przepraszam. - Wydukałem.
- A tobie co?
- Nic.
- Co zrobiłeś? - Przejrzał mnie na wylot. Czemu nie umiem kłamać?
- Antoine, to nic takiego..
- To mi powiedz.
- Nie.. Będziesz się śmiał... - Odwróciłem się i poszedłem do kuchni. Mój chłopak zrobił to samo.
- Nie będę. No już, powiedz mi..
- No bo.. Ja przypadkiem.. W ogóle tego nie chciałem! Ale nie miałem co robić.
- Do rzeczy..
- An, ja cię przepraszam. Naprawdę bardzo cię przepraszam! Ale.. chciałem coś pooglądać i wszedłem na ten twój folder z anime. I tam znalazłem jakieś yaoi i obejrzałem parę. I ten, ja nie wiedziałem, że ty lubisz takie rzeczy... - Miotałem się. - I ten no, jeśli cię to kręci czy coś...
Antoine stał, próbując ukryć śmiech. Zagryzł dolną wargę, ale w jego oczach było widać prześmiewczy błysk. W końcu nie wytrzymał i zaczął śmiać się tak intensywnie, że musiał aż przykucnąć. Widziałem jak z jego oczu kapią łzy i nie miałem pojęcia z czego ma taką radochę. To nie było zabawne.
- Ty to masz pecha.. - Łykał gwałtownie powietrze. - Pierwsze anime w życiu to yaoi... - Zgiął się ze śmiechu. - Biedaczysko! - Przytulił mnie i cmoknął w policzek. - Chociaż ci się podobało?
- Niekoniecznie. - Czułem że się czerwienię. - Jak sobie uświadomię, że kręcą cię takie brutalne klimaty, to aż mi słabo.
- Kręcą mnie takie brutalne klimaty? - Zamyślił się. - A fakt, ty jeszcze nie próbowałeś. To nie jest aż tak straszne, jak się wydaje. Jak chcesz możemy spróbować. - Ugryzł mnie w ucho.
- Ale teraz?! - Przestraszyłem się.
- Skąd. Musisz wydobrzeć. Teraz byś się tylko przemęczył. To jak?
- Pomyślę, dobrze? - Twarz piekła mnie ze wstydu.
- Dobrze. - Cmoknął mnie w nos.

Przez parę dni chodziłem jak przyćpany. Nie wiem czy była to zasługa leków, które dostałem, czy propozycji mojego chłopaka. Do tej pory kojarzyło mi się to z jakimiś dewiantami. A tu mój własny chłopak.. Postanowiłem poradzić się przyjaciela.
- Czego ty się boisz? Chyba cię nie zwiąże łańcuchami i nie zacznie nacinać ci skóry ani nie zaknebluje cię sztucznym penisem, który sprawi że się udławisz. - Prawie zemdlałem na te słowa.
- Lykke, nie strasz mnie. To poważna sprawa.
- Śmieję się tylko. Nie masz się czego bać. Przecież Antoine to mądry chłopak i nie chce cię skrzywdzić. Gadaj z nim, a nie ze mną.
- Ale ty na pewno masz to za sobą.
- Mam. I jak widzisz żyję dalej. Jeśli ci się nie spodoba, to po prostu nigdy więcej tego nie zrobicie.
- Może masz rację...
- Zaufaj swojemu przyjacielowi, który jest doświadczony w tych sprawach. - Zaśmiał się. - Swoją drogą, nie czujesz zażenowania, opowiadając mi o swoim życiu seksualnym?
- Znam każdy szczegół twojego, więc jakoś nie robi mi to różnicy. - Lykke i ja nie mieliśmy przed sobą tajemnic. Zwłaszcza w sprawach partnerów. - Poza tym jesteś moim zastępczym bratem. Muszę się komuś zwierzać.
- Więc słuchaj braciszka – wracaj do domu, powiedz mu że chcesz spróbować i baw się dobrze. Tylko otwórz umysł na nowe doświadczenia. Nie będzie tak źle, obiecuję!

Kanapa powoli robiła się za ciasna. Siedziałem mojemu chłopakowi na kolanach, obściskując się z nim niczym para nastolatków. Pieszczotliwie całował moją szyję, a ja w odpowiedzi ocierałem się o jego krocze, wdychając głośno.
- Antoine..
- Hmm?
- Chcę spróbować.
- Jesteś pewny? - Wymruczał mi wprost do ucha.
- Tak.
Złapał mnie w pasie i bez problemu uniósł do góry. To była nowość – do tej pory to ja byłem tym stanowczym i silniejszym. An przez całą drogę do sypialni nie przestawał mnie całować. W końcu postawił mnie na ziemi.
- Antoine, tylko... - Nie skończyłem mówić, gdyż popchnął mnie brutalnie na łóżko.
- Cicho bądź. - Powiedział tonem, który nie znosił sprzeciwów. Następnie podszedł do szafy i wyjął z niej krawat. Po co mu to?
Usiadł na mnie i powoli rozpinał koszulę. Robił to bardzo wolno, budował napięcie z każdym ruchem. Cały czas patrzył mi głęboko w oczy.
- Pozbędę się jej. - Uśmiechnął się lubieżnie, zdejmując ze mnie koszulkę. Gdy spróbowałem zrobić to samo z jego koszulą, powstrzymał mnie. - O nie, nie, nie. Ona dzisiaj będzie tylko rozpięta.
- Dla.. - Chciałem zapytać, ale mi nie pozwolił.
- Dzisiaj masz być cicho, wiesz? Jeśli nie, będę zmuszony cię ukarać. - Przejechał językiem po mojej szyi. Głośno wciągnąłem powietrze. Antoine złapał moje dłonie i wykręcił je do góry. Jedną ręką sięgnął po krawat, który okręcił mi wokół nadgarstków, a następnie przywiązał do poręczy łóżka. Zaczynało robić się ciekawie.
Jego usta łapczywie wbiły się w moje ciało. Delikatnie lizał i pieścił moją skórę. Musiałem powstrzymać jęki, cisnące mi się na usta. Cholera, cholera, cholera.
- Jeśli coś będzie nie tak, to krzycz. - Upomniał mnie. - Ale chyba na razie ci się podoba. - Jego dłoń zatrzymała się na moim rozporku. Pogłaskał wybrzuszenie, a ja zagryzłem wargę. To było przyjemne. Nawet bardzo.
Rozpiął guzik od moich spodni i pozbył się ich w jednej sekundzie. Polizał moją męskość przez materiał bielizny. Odchyliłem głowę, próbując być absolutnie cicho. Ciekawe o jakiej karze mówił An. Świadomość podpowiadała żeby lepiej nie wywoływać wilka z lasu.
- Pamiętaj skarbie – masz być cicho. - Zamruczał mi wprost do ucha. Nagle zostałem bez bielizny. Poczułem ciepły i wilgotny dotyk ust na penisie. Zacisnąłem mocno pięści.
Antoine niezbyt często pieścił mnie oralnie, ale gdy to robił nie byłem w stanie się kontrolować. Był w tym mistrzem. Koniuszkiem języka przejechał po całej długości. Bawił się ze mną. Sprawdzał jak długo będę w stanie to wytrzymać. Possał przekornie główkę.
- Jesteś twardy. - Zaśmiał się. - Nie myślałem że tyle wytrzymasz... - Przestał się mną bawić i wyciągnął pasek ze spodni. Położył go tuż obok, a następnie pozbył się dolnej partii ciuchów. Miał na sobie jedynie białą, seksownie zwisającą z ramion koszulę.
Pocałował mnie przelotnie, żeby sekundę później ugryźć mnie w ucho. W tym samym momencie uszczypnął i pociągnął mnie za sutek. Ból zmieszał się z przyjemnością. Niekontrolowanie syknięcie wyrwało mi się z ust.
- Boli? - An przyssał się do torturowanego sutka. Pobudzone nerwy jeszcze intensywniej odczuwały pieszczotę. Obawiałem się, że niedługo stracę nad sobą panowanie. - To dobrze. Ale jeszcze trzeba cię trochę rozgrzać. - Przez następne kilka chwil naprzemiennie gryzł mnie i pieścił. Skrajne odczucia doprowadzały mnie do szaleństwa – chciało mi się płakać i krzyczeć jednocześnie.
- Teraz w ciebie wejdę. - Zakomunikował. - I nie mam zamiaru się ograniczać. - Uniósł moje biodra do góry. Chce we mnie wejść bez przygotowania?! Chciałem krzyknąć, ale An zakrył mi usta dłonią. - Zaufaj mi.
Pierwszy ruch prawie rozerwał mnie na strzępy. Krzyknąłem, mając gdzieś zastrzeżenia mojego chłopaka. Zrozumiałem odczucia chłopca z anime. Mnie również chciało się płakać. Bolało, to tak cholernie bolało! Dodatkowo An poruszał się bardzo agresywnie i szybko, jakby się z kimś ścigał. Wyglądało, jakby sprawiało mu to niebywałą przyjemność. Ustawił się pod innym kątem. I wtedy wszystko się zmieniło. Jego dzikie ruchy przestały mnie boleć – nareszcie i ja zacząłem odczuwać rozkosz. Antoine uśmiechnął się do mnie.
- Widzisz? Nie jest tak źle. Jednak... - Zatrzymał się. - ...zignorowałeś moje polecenie i zacząłeś krzyczeć. Czas na karę.
Przerzucił mnie na brzuch. Ręce wygięły mi się pod nienaturalnym kątem, co sprawiało trochę bólu. Kątem oka zobaczyłem jak sięga po pasek. Nie mówcie, że...
Uderzenie nie było mocne, ale kompletnie mnie zaskoczyło. Sekundę później nadeszło następne. Czułem jak pulsuje mi skóra.
- Spraw, żebym nie musiał tego robić ponownie. - Wyszeptał. Potulnie pokiwałem głową.
Mój chłopak dźwignął mnie na kolana i rozwiązał krawat. Z wdzięcznością rozmasowałem lekko zdrętwiałe dłonie.
- Oprzyj się o poręcz łóżka. - Rozkazał. Pośpiesznie wykonałem polecenie. Objął mnie od tyłu, przejeżdżając dłońmi po mojej klatce piersiowej. Następnie lewą dłonią odchylił mi głowę prosto na swój bark. - Powiedz mi Elix, co ja mam z tobą zrobić?
- Weź mnie. - Wydyszałem. - Proszę...
Wszedł we mnie po raz drugi. Tym razem był o wiele delikatniejszy, choć nadal szybki. Prawą ręką pieścił mojego penisa. Tym razem nie bałem się wydawać dźwięków rozkoszy. Uwolniłem wszystkie ukrywane emocje.
- Zrób to sam. - Głos mojego chłopaka był cichy, ale bardzo donośny. Nakierował moją prawą dłoń na penisa. - Chcę widzieć jak pieścisz się sam.
Zrobiłem to, pomimo wewnętrznych oporów. Czułem się znowu jak nastolatek, który dopiero co rozpoczął życie seksualne.
- Nie bądź aż taki cichy skarbie. Lubię cię słyszeć. - An stymulował moje sutki. To było trochę dziwne, ale i niesamowicie podniecające.
- Antoine.. Pragnę cię.. - Wyjęczałem. Usłyszałem cichy śmiech.
- Ja ciebie też, kochanie. - Całował mój kark. - A teraz przestań się powstrzymywać.
Orgazm przyszedł zupełnie niespodziewanie. Zaskoczony jego intensywnością, krzyknąłem głośno i osunąłem się na ścianę. Antoine dołączył do mnie po kilku chwilach. Dyszałem z wycieńczenia.
- Nie było tak źle, prawda? - Mój ukochany delikatnie ugryzł mnie w szyję.
- Nie, nie było..


Dopiero rano odczułem konsekwencje naszej nocy. Początkowo nie mogłem się ruszyć. A gdy już zmusiłem się do chodzenia, łaziłem jak robo-kaczorek. Pośladki piekły mnie jak cholera. Doczłapałem się do kuchni, gdzie Antoine przygotowywał śniadanie. Słuchał głośno muzyki. Chyba Vampire Weekend. Gdy mnie zobaczył, uśmiechnął się szeroko.
- His Honor drove southward seeking exotica, down to the Pueblo huts of New Mexico! - Przywitał mnie śpiewem i przelotnym całusem. - Widzę że ktoś tu ma problemy z chodzeniem.
- Spierdalaj. - Mruknąłem opryskliwie.
- A wyobraź sobie co by było, jakbym się nad tobą nie zlitował i zrobił ci prawdziwe sado-maso? - Zaśmiał się.
- To takie prawdziwe boli jeszcze bardziej? - Zapytałem rozczarowany.
- Ja leczyłem się prawie 3 dni. - Uśmiechnął się. - Chcesz kawy? Herbaty? Wazeliny?
- Idź ty mendo! Idę wziąć prysznic.
- Chciałbyś to powtórzyć? Podobało ci się?
- Goń się! - Pokazałem mu środkowy palec.
- Poczekam aż sobie to wszystko przetrawisz i spróbujemy jeszcze raz, co?
- Po moim trupie! Jeśli już to ty będziesz na dole! - Krzyknąłem z łazienki.
- Dobra, tylko sądzę że powinieneś obejrzeć trochę pornosków, żeby wiedzieć co i jak. - Wetknął głowę do łazienki.
- Wynocha! - Dostał ręcznikiem w głowę. Zastanawiam się jakim cudem my jesteśmy razem. To chyba musi być prawdziwa miłość.